ME piłkarzy ręcznych 2016. Polska kontra mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

- Chcemy być najlepsi na świecie, za kilka lat może się udać - mówi trener norweskich piłkarzy ręcznych, Christian Berge. Tylko że nawet wtedy mogą nie być najlepsi we własnym kraju. - Musieliby wygrywać przez 20 lat, żeby popularnością dorównać piłkarkom ręcznym - mówi Wioletta Luberecka, dawna gwiazda kadry Polski, która mieszka w Norwegii. Mecz Polska - Norwegia w sobotę o godz. 20.30. Relacja na żywo w Sport.pl

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasW katowickim Spodku - bo to tam nasz najbliższy rywal rozgrywał swoje mecze w pierwszej fazie mistrzostw - kibice z Norwegii tworzyli najliczniejszą i najbarwniejszą grupę. Przyćmili nawet fanów z Chorwacji, która przecież ma reprezentację historycznie dużo mocniejszą. Ale wycieczka do Polski, jaką urządzili sobie Norwegowie wcale nie świadczy, że naród pokochał drużynę.

Widzów 10 razy mniej

Jej zwycięstwo nad Chorwacją, czyli największy do tej pory sukces, oglądało siedząc przed telewizorami 225 tysięcy osób. W grudniu aż trzy mecze norweskich szczypiornistek na mistrzostwach świata miały widownię przekraczającą 1,5 miliona ludzi. A finał z Holandią oglądały prawie dwa miliony Norwegów.

- To było kolejne narodowe święto. Jak zwykle w pracach robione były przerwy na mecz, ludzie zbierali się na placach przed telebimami i w kinach, które transmitowały spotkania, a ulice miast wyglądały jakby te miasta nagle się wyludniły - opowiada nam Luberecka. Była reprezentantka Polski wyszła za Norwega, byłego trenera, m.in. norweskich reprezentacji młodzieżowych. - Mąż jest bardzo zadowolony z tego, jak w mistrzostwach grają zawodnicy Bergego. Nawet się kłócimy, bo twierdzi, że pokonają Polskę. W naszym domu ten mecz wzbudza ogromne emocje, ale w kraju niewielkie - mówi Luberecka.

Berge to były reprezentant kraju. W kadrze grał przez dziewięć lat, ale żadnego znaczącego sukcesu nie osiągnął. Jednak o medalach nie przestał myśleć. - Podium nam się marzy, zwłaszcza po tym, jak kolejne złoto mistrzostw świata zdobyła nasza drużyna kobiet. Im więcej widzimy ich zwycięstw, tym mocniej sami chcemy wygrywać - mówi. I zapowiada, że z nowym pokoleniem w norweskim, męskim szczypiorniaku, stać go będzie na wielkie rzeczy.

Złoto w 2020, medal już?

Znaczącymi postaciami zespołu już są 20-letni Sander Sagosen, który zebrał sporo doświadczeń w grającym w Lidze Mistrzów duńskim Aalborgu czy 23-letni Harald Reinkild, będący zawodnikiem lidera Bundesligi, Rhein-Neckar Loewen. W sumie w norweskiej kadrze na trwające ME znalazło się aż siedmiu zawodników urodzonych po 1990 roku. Dla porównania - w polskim zespole mamy takich graczy dwóch. Norwegowie przywieźli do Polski jedną z najmłodszych ekip. Ich średnia wieku to nieco ponad 27 lat. Statystyczny reprezentant Polski ma już prawie 31 lat. Wyraźnie młodsi od Norwegów są tylko Niemcy. W ich "16" aż 10 ludzi urodziło się po 1990 roku, średnia wieku wynosi 25,9 roku. Ale to Norwegowie mają idealny balans między młodością i doświadczeniem, bo każdy z ich zawodników zagrał dla kadry już średnio 64 razy, a Niemiec tylko 39 razy (Polak ma aż 104 mecze).

To wszystko pozwala wierzyć trenerowi, że najlepsze przed jego zespołem. - Moja drużyna jest bardzo młoda, średnią zawyża kilku weteranów. Zespół ma dojrzeć na ME w 2020 roku, wtedy naszym celem będzie złoto - mówi Berge. Wtedy Norwegia zorganizuje turniej wspólnie z Austrią i ze Szwecją.

Jeden z weteranów, czyli 32-letni Erlend Mamelund występujący w potężnym THW Kiel, twierdzi, że na dużą niespodziankę jego i kolegów stać już teraz. - Kiedy mamy swój dzień, potrafimy ograć każdego. Wielu naszych zawodników to młodzi ludzie, ale każdy z nich gra w mocnym klubie i każdy jest podstawowym zawodnikiem - przekonuje. Podobnie mówi 34-letni Bjarte Myrhol. - Koledzy są młodzi, ale już świetni. Mamy mocną drużynę i jestem przekonany, że przez wiele lat będziemy się liczyć - mówi kapitan.

Norwegia oszczędza miliony

Zaskoczenie? Nie, eksperci przed startem mistrzostw widzieli w Norwegii czarnego konia. Na świecie ceni ich coraz więcej osób, pewnie już kochaliby ich również rodacy, gdyby nie byli tak rozpieszczeni przed swoją narodową drużynę kobiet.

Norweskie szczypiornistki to aktualnie mistrzynie olimpijskie, świata i Europy. Z 20 wielkich turniejów w XXI wieku wygrały dziewięć, na 14 zdobyły medale. - Są ukochaną drużyną całego kraju. W Norwegii mieszka tylko pięć milionów ludzi, więc proszę sobie wyobrazić, jak dużą mają widownię, skoro oglądalność ich meczów jest na poziomie dwóch milionów - mówi Luberecka. - Zawsze kiedy grają panie liczy się tutaj, ile milionów koron stracił kraj przez to, że na moment wszystko stanęło - śmieje się. - Moim zdaniem panowie nie mają szans dogonić pań. Ich piłka ręczna jest gorsza pod każdym względem. Żeby grać na poważnie muszą wyjeżdżać z kraju, a kobiety mają mocną ligę - mówi.

Prawda, Larvik, w którym występuje nasza Alina Wojtas, to przecież najlepszy zespół Ligi Mistrzyń z 2011 roku, a drugi w roku 2013 i 2015. Norweskiego, męskiego klubu nie ma nawet w najlepszej "16" Ligi Mistrzów. Elverum dopiero po kwalifikacjach dostał się do drugiej dywizji. - Na pewno w kraju bardziej doceniano by, że postęp robi kadra, że kwalifikuje się do dużego turnieju i gra w nim dobrze, gdyby ludzie nie byli przyzwyczajeni do o wiele większych rzeczy. Ale dla Norwegów długo jeszcze szczypiornistki będą najważniejsze, bo nie widzę zespołu, który w najbliższym czasie mógłby je pokonać. Przez wielu one są tu kochane nawet bardziej niż Marit Bjoergen, a ich mecze o złoto igrzysk czy mistrzostw świata budzą jeszcze większe emocje od tych, jakie ludzie przeżywali, kiedy Bjoergen ostro rywalizowała z Justyną Kowalczyk - kończy Luberecka.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Jeśli chodzi o piłkarzy ręcznych, to zawsze byliście w świetnej formie [MEMY]

Zobacz wideo
Czy Polska zdobędzie mistrzostwo Europy?
Więcej o: