Piłka ręczna. Kocioł w Magdeburgu

Jeśli piłkarze ręczni przegrają w sobotę z Niemcami awans do styczniowych mistrzostw świata w Katarze, przez półtora roku nie zagrają meczu o stawkę. Tydzień temu w Ergo Arenie biało-czerwoni wygrali 25:24. Rewanż w sobotę o godz. 15.15 w Magdeburgu.

Presja w Niemczech jest niesamowita. "Stawka jest wysoka" - podkreśla portal Sport1.de. Brak awansu oznacza pewnie koniec pracy selekcjonera Martina Heubergera, ale przede wszystkim kryzys niemieckiej reprezentacji. Najlepszy zespół globu z 2007 roku (w finale MŚ pokonał Polskę) dwa lata temu nie pojechał na igrzyska olimpijskie do Londynu, a w styczniu tego roku po raz pierwszy w historii nie zagrał na mistrzostwach Europy. "Kontakt z czołówką zostałby zerwany" - Sport1.de ocenia konsekwencje przegranego dwumeczu z Polską. Nieobecność na mundialu oznacza też przekreślenie szans na udział w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 r.

- Niemcy dwumecz z nami traktują w kategorii życia i śmierci - podkreśla Marek Góralczyk, sekretarz generalny Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

Gospodarze dbają o każdy detal. zorganizowano w mogącej pomieścić 7 tys. widzów Getec Arenie, choć są piękniejsze i potężniejsze obiekty. Hala w Magdeburgu jest jednak wyjątkowa, bo publiczność siedzi bardzo blisko boiska. A kibice S.C. Magdeburg, w którym od lat gra reprezentant Polski Bartosz Jurecki, a kiedyś występowali tam Karol Bielecki i Grzegorz Tkaczyk, zaś trenerem był Bogdan Wenta, uważani są za jednych z najbardziej żywiołowo reagujących w Bundeslidze. - Nigdy nie była to moja ulubiona arena. Mam nadzieję, że to się zmieni - mówi Sławomir Szmal, bramkarz reprezentacji Polski i Vive Targi Kielce, a przez wiele lat występujący w Bundeslidze. - Będzie niesamowity kocioł - dodaje w rozmowie z "Wyborczą" Jacek Będzikowski, asystent trenera Michaela Bieglera, ponad dekadę grający w Niemczech.

Bilety na spotkanie z Polską nie były dostępne w Niemczech w internetowej sprzedaży, rozprowadzano je głównie poprzez kluby. Być może dlatego, by trafiły do najzagorzalszych kibiców. Dla Polaków przeznaczono około pół tysiąca wejściówek - rozdzielono je jednak na trzy zupełnie skrajne sektory. Wprawdzie fani biało-czerwonych wykupili ich niespodziewanie mało, bo tylko nieco ponad połowę, ale i tak nie mieli szans zmierzyć się na doping z miejscową publiką.

Także dla Polaków pojedynek to gra o wysoką stawkę. Od ośmiu lat narodowy zespół jest na każdej mistrzowskiej imprezie, był też na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Komfort biało-czerwonych polega jednak na tym, że najbliższe mistrzostwa Europy w styczniu 2016 roku odbędą się nad Wisłą. Jeśli jednak zabraknie Polaków na mundialu, drużyna narodowa rozegra kolejny mecz o stawkę dopiero na ME we własnym kraju. Straci wówczas możliwość udziału w igrzyskach w Rio, a do tego kalendarz europejski jest tak napięty, że praktycznie nie ma szans na choćby towarzyskie starcie z jakimś silnym zespołem. Pozostałyby więc sparingi z trzecią ligą europejską. Dla pokolenia, które ma zastąpić Orły Wenty, byłoby to fatalne.

Więcej o: