MŚ piłkarek ręcznych. Kuchta: Polki mogą wszystko

- Mentalnie Polki są na szczycie. Wynik dziewczyn już możemy sobie powiesić na choince, a jeszcze może się udać dokręcić dodatkową lampkę - mówi były trener kadry polskich szczypiornistek, Zygfryd Kuchta. W ćwierćfinale mistrzostw świata w Serbii biało-czerwone pokonały Francję 22:21. W piątek zagrają o finał z Serbkami. Relacja na żywo w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Takich emocji przed świętami, a więc w czasie, w którym zwykle odbywają się wielkie turnieje piłkarek ręcznych, polskie szczypiornistki nie dały nam jeszcze nigdy.

Zygfryd Kuchta: Zgadza się. Zaskoczenie jest ogromne. Kiedy jechałem do Serbii z prezesem Henrykiem Szczepańskim na fazę grupową, to zabraliśmy dla każdej z dziewczyn po kilka ich zdjęć w strojach reprezentacji. Kiedy te zdjęcia im przekazywaliśmy, to życzyliśmy, żeby miały komu je rozdawać. Teraz pewnie przydałoby się, żebyśmy wyładowali zdjęciami samochód i ruszyli do Serbii po raz drugi, bo dziewczyny na pewno już rozdały mnóstwo autografów. Wszyscy nie byliśmy przygotowani na taką eksplozję sukcesu.

Co ją spowodowało?

- Stoi za nią niesamowicie duża poprawa gry. Mierzymy się z renomowanymi zespołami i wygrywamy. Jeśli ktoś miał wątpliwości, to teraz już nie ma prawa ich mieć - zwycięstwo nad Rumunią w 1/8 finału nie było przypadkowe. To nie był wspaniały dzień naszej drużyny i słabszy zespołu rywalek. Pokonanie dwóch wielkich zespołów z rzędu jest dowodem, że Polki wdarły się do światowej czołówki. Z Francuzkami zagrały doskonały mecz.

Co w postawie Polek zrobiło na panu największe wrażenie?

- To, że w absolutnie wszystkich formacjach zagrały bardzo dobrze. Naprawdę trudno wyróżnić jedną zawodniczkę, a nie powiedzieć dobrego słowa o innej. No bo pięknie włączyła się Karolina Siódmiak, która do tej pory nie grała na mistrzostwach najlepiej, a teraz zasłużyła na tytuł zawodniczki meczu. Ale czy protestowalibyśmy, gdyby nagrodę dostała np. Ala Wojtas? Przecież znów potwierdziła, że swoim atomowym rzutem może rozbić każdego przeciwnika. Albo weźmy doskonałą postawę bramkarek. Trener wprowadzał je z wielkim wyczuciem, a gdy się zmieniały, zespół tylko na tym korzystał.

Gapska w pierwszej połowie nie dała się pokonać przez 13 minut, dzięki czemu z 3:5 Polki wyszły na 10:5. Z kolei Wysokińska po przerwie obroniła dwa karne i wygrała kilka innych, bardzo trudnych pojedynków z Francuzkami. Gdzie są ci, którzy twierdzili, że mamy kłopoty z bramkarkami?

- Absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Obie dziewczyny rozegrały perfekcyjny mecz. Zresztą, jak cały zespół. Choć minęło dopiero kilka dni od porażek z Hiszpankami i Norweżkami, to dziewczyny mają dużo więcej doświadczenia. No i są w euforii. A ona niesamowicie nakręca. Widzieliśmy, jak - bazując na niej - grały w obronie. Francuzki często były bezradne. Wicemistrzynie świata rzuciły tylko 21 bramek, bo miały naprzeciwko siebie ekipę zawodniczek wzajemnie się mobilizujących. Mentalnie Polki są na szczycie.

Pochwalił pan Karolinę Siódmiak, która na co dzień występuje w lidze francuskiej. Z drużyną koleżanek z tej ligi zagrała tak dobrze, bo chciała im udowodnić, ile znaczy?

- Nie mam wątpliwości, że tak było. We Francji jest uznawana za znaczącą zawodniczkę, na pewno chciała pokazać, że i w Polsce ma mocną pozycję. Zrobiła wszystko, żeby koleżanki nie widziały w niej piłkarki rezerwowej. I dzięki tej motywacji stała się postacią wiodącą.

Siódmiak nagle wskoczyła na wyższy poziom, więc pewnie to samo mogą zrobić Karolina Kudłacz i Kinga Byzdra, które na tym mundialu chyba jeszcze nie pokazały wszystkiego, co potrafią?

- Kudłacz dawniej słynęła z dynamiki. Teraz z większym trudem zdobywa pozycje, bo ta dynamika trochę u niej siadła. Pewnie to efekt gry na pełnych obrotach w Bundeslidze. W Lipsku jest jedną z najważniejszych zawodniczek, rozgrywa bardzo dużo spotkań, może być zmęczona. Natomiast Byzdra po transferze do Podgoricy jeszcze się nie odnalazła. W jednym z najlepszych zespołów Europy gra bardzo mało w ataku, wchodzi praktycznie tylko do obrony. To musi odbijać się na jej dyspozycji. Zgrupowania kadry są za krótkie, żeby każda z dziewczyn doszła na nich do swojego optymalnego poziomu. Ale widać, że każda z nich z meczu na mecz jest coraz lepsza. Z Francuzkami te dziewczyny, które dawały zmiany koleżankom, wnosiły do gry bardzo dużo. Trener nie musiał się modlić, żeby tylko zmienniczka nie popełniła błędu. Rasmussen ma taką sytuację, jaką na mistrzostwach świata w 2007 roku miał Bogdan Wenta. Kadra kobiet jest teraz tak wyrównana, jak wtedy zespół mężczyzn. Każdy z ławki potrafi pociągnąć zespół do jeszcze lepszej walki, a nie siedzi tylko po to, by wejść na chwilę i dać odpocząć temu, kto się zmęczył.

Polki są na serbskim mundialu są jedną z najstarszych drużyn, a po sześciu meczach żadna z zawodniczek nie narzeka ani na kontuzje, ani na zmęczenie. To efekt bardzo dobrego przygotowania fizycznego?

- Wiem, że została wykonana duża praca, udało się zrobić wszystko, co w ramach przygotowań do turnieju było zaplanowane. Ważne, że w tym czasie żadnej z dziewczyn nie dotknął poważny uraz, nie było konieczności rezygnowania z kogoś albo zabierania zawodniczki zagrożonej odnowieniem się czy pogłębieniem kontuzji. A czy Polki są silne? Warto zapytać o to piłkarki z Rumunii i Francji. Widziałem, jak bardzo one były zaskoczone tym, że nasze dziewczyny walczą tak mocno. Kobiece zespoły gubią się, kiedy się zderzą z aktywną, dynamiczną obroną. Zwłaszcza, gdy się takiej nie spodziewają. My z meczu na mecz gramy coraz mocniej. Te przegrane z Hiszpanią i z Norwegią w fazie grupowej bardzo nam pomogły wyciągnąć właściwe wnioski.

Dopytam o przygotowanie fizyczne, bo Polki imponują siłą. Swego czasu Bogdana Wentę porównywano do legendarnego trenera siatkarzy, Huberta Wagnera. Rasmussen na kata nie wygląda, ale może pozory mylą?

- Duńczyk nie jest katem, nie dokręca dziewczynom śruby. W naszym zespole dużo robi atmosfera. Kiedy wszyscy są zjednoczeni i wierzą w sukces, to wzajemnie się pilnują, pomagają sobie, gdy jest ciężko. Jeżeli w drużynie zawodniczki same się nie motywują, to nakazami nic się nie zdziała, nie osiągnie się odpowiedniego poziomu. Szczególnie w drużynach kobiet ważne jest to, żeby one się dogadywały. Kiedy się kłócą, to zdecydowanie trudniej zapanować nad nimi niż nad zespołem facetów, którzy za sobą nie przepadają. Na szczęście naszego zespołu to zupełnie nie dotyczy. Szczególnie teraz tam jest sielanka i zdarzyć może się już absolutnie wszystko.

Z tytułem mistrzyń świata dla Polek włącznie?

- Nie ma powodu, żeby twierdzić, że to niemożliwe. My już wynik dziewczyn możemy sobie powiesić na choince. A jeszcze może się udać dokręcić dodatkową lampkę. Oto nasze bohaterki. Półfinalistki mistrzostw świata na zdjęciach

Zobacz wideo
Więcej o: