Piłka ręczna. Kudłacz: Chcemy pójść drogą kadry Wenty

- Mamy wszystko, co powinien mieć klasowy zespół. Od zawsze przyjeżdżam na kadrę, bo wierzę w ten zespół, a teraz moja wiara jest naprawdę duża - mówi Karolina Kudłacz. W sobotę kapitan reprezentacji Polski chce poprowadzić drużynę do awansu na grudniowe mistrzostwa świata. Podopieczne Kima Rasmussena po wyjazdowym zwycięstwie nad Szwedkami 26:23 są faworytkami rewanżu w Elblągu. Przed laty przełomowym momentem dla kadry Bogdana Wenty był również dwumecz ze Szwecją. Od godz. 17 relacja na żywo w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: W niedzielę w Oerebro wygrałyście ze Szwedkami 26:23 w pierwszym meczu o awans do finałów mistrzostw świata, które w grudniu odbędą się w Serbii. Jesteście gotowe, by w Elblągu potwierdzić, że to nie była jednorazowa niespodzianka?

Karolina Kudłacz: Wiemy, że to zwycięstwo jeszcze nic nam nie daje, dlatego jesteśmy w dobrych nastrojach, ale na pewno nie w euforii. Powiem tak: faworytkami tego dwumeczu na pewno nie byłyśmy, teraz pewnie też nie jesteśmy, ale w zespole nikt nie uważa, że wygrałyśmy niespodziewanie. My w siebie wierzymy, wiemy, jaki jest w nas potencjał. Teraz wiemy, jak blisko jest ten długo wyczekiwany awans i na pewno będziemy potrafiły zapomnieć o tej zaliczce z niedzieli. Na parkiet w Elblągu wyjdziemy, żeby wygrać mecz. Niczego nie zamierzamy liczyć, nie będziemy kalkulować, bo chcemy spokojnie wywalczyć sobie to, na co długo pracowałyśmy.

Szwedki regularnie grają na wielkich imprezach, były na igrzyskach olimpijskich w Pekinie i Londynie, przed trzema laty zdobyły srebro mistrzostw Europy, a wy po sześciu latach nieobecności wśród najlepszych musiałyście grać w preeliminacjach.

- I to nam pomogło. Nasz zespół długo razem trenował, wykonał ciężką pracę, zgrał się. Mamy też bardzo fajną atmosferę, ona nas niesie.

Jeśli awansujecie na mundial kosztem Szwedek, będzie to chyba niespodzianka na miarę tej, jaką w 2005 roku, w eliminacjach Euro 2006, zrobili podopieczni Bogdana Wenty, pokonując właśnie Szwedów?

- Szwedzi historycznie są bardziej utytułowani niż Szwedki, ale byłoby świetnie, gdybyśmy poszli drogą naszej męskiej drużyny. Od zawsze powtarzam, że przyjeżdżam na kadrę, bo wierzę w ten zespół. Teraz ta moja wiara jest naprawdę duża. Myślę, że z tym trenerem znacznie ulepszyłyśmy swoją grę i jeszcze sporo możemy zrobić. Nie bawimy się, tylko pracujemy, na kadrę nie przyjeżdżamy, żeby pobyć w kraju i spotkać się z koleżankami, ale żeby coś osiągnąć. Wszystkie bardzo tego chcemy, widzimy, że mamy fajny zespół i że cały czas robimy małe kroki do przodu. My już potrafimy wygrywać z najlepszymi zespołami świata. Długo czegoś nam brakowało, teraz wreszcie chcemy postawić kropkę nad "i".

Chwali pani trenera, proszę więc powiedzieć, co takiego wniósł do drużyny Kim Rasmussen. Czego konkretnie Duńczyk was nauczył?

- On prezentuje inne spojrzenie na piłkę ręczną od tego, jakie mają polscy trenerzy. Oczywiście, od lat nie gram w kraju, nie chcę krytycznie oceniać naszych szkoleniowców, to nie jest tak, że ich nie doceniam. Ale Rasmussen przekonał nas do zespołowego podejścia do sprawy. Przekazał nam tego skandynawskiego ducha piłki ręcznej. U nas nie ma pojedynczych gwiazd, jest drużyna. I jako drużyna jesteśmy mocne. Wszystkie razem stanowimy zespół z jednym celem. Żeby ten cel osiągnąć, zawsze jesteśmy gotowe się wspierać, znaleźć taką dziewczynę, która pociągnie resztę w trudnym momencie. Z nim uwierzyłyśmy, że nie jest ważne, skąd pochodzimy, ale to, że naprawdę dużo razem możemy.

To pokazałyście w Oerebro, świetnie grając całym zespołem w obronie. Ale gwiazdy też macie. Przecież pani od lat rzuca gole w Bundeslidze, a Kinga Byzdra niedawno została zawodniczką Budućnosti Podgorica, zwycięzcy Ligi Mistrzyń z ubiegłego roku.

- Prawda jest taka, że mamy wszystko, co powinien mieć klasowy zespół. Teraz tylko pozostaje nam nauczyć się to wykorzystywać. Od obrony wszystko się zaczyna. W Szwecji zagrałyśmy w niej bardzo dobrze, i to dało efekt. Ale mamy świadomość, że jeszcze znacznie możemy się w niej poprawić. Do obrony trzeba dołożyć gole z drugiej linii, a mamy ją naprawdę zróżnicowaną, mamy też coraz lepsze skrzydła, zawodniczki, które potrafią grać szybko i które świetnie radzą sobie w grze jeden na jeden. To wszystko trzeba jeszcze poukładać, co już robimy. A jak w głowach odkryjemy jeszcze więcej potencjału, to czeka nas naprawdę fajna przyszłość.

Taka na miarę sukcesów męskiej kadry pod wodzą Bogdana Wenty?

- O medalach na razie absolutnie nie myślimy. Musimy skupić się na rewanżu ze Szwedkami, żeby szansa nam nie uciekła.

Ale dalej na pewno patrzycie. Michael Biegler ma pracować z męską kadrą tak, by szczyt formy osiągnęła w 2016 roku, na mistrzostwa Europy w Polsce i na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Wy z trenerem Rasmussenem też planujecie wyjazd na igrzyska?

- Jesteśmy zespołem na dorobku, który musi ustabilizować swoją formę. Kiedy to się uda, pomyślimy o sukcesach, bo jak wszyscy sportowcy marzymy, by być mistrzyniami świata i zdobywać medale igrzysk. Ale tymi marzeniami nie możemy się teraz dekoncentrować. Na razie chcemy zapewnić sobie wyjazd na mundial i na nim ugrać ile tylko się da. Daję słowo, że postaramy się nie zawieść kibiców i siebie samych.

Więcej o: