Piłka ręczna. Płock ma się śnić Vive

- Mecz pokazał, że wciąż jest druga siła w lidze. Można być spokojnym o finał play-off, to będą bardzo wyrównane spotkania - mówił Michał Kubisztal, rozgrywający Orlen Wisły Płock, po zwycięstwie z Vive Targi Kielce 32:25.

W klasyku szczypiorniaka w obecności 5,5 tys. kibiców jego zespół upokorzył odwiecznego rywala. Przed meczem spodziewano się odwrotnego wyniku. Wydawało się, że spotkanie potwierdzi ligową dominację obrońców tytułu z Kielc, którzy mierzą w Final Four Ligi Mistrzów i wygrali sześć ostatnich meczów z Płockiem. Eksperci zastanawiali się, czy pojedynek zdecydowanie najlepszych polskich zespołów będzie wyrównany do samego końca, czy nie rozstrzygnie się kilkanaście minut przed końcem. Rzeczywistość okazała się inna.

Jeszcze do 40. minuty trwała prawdziwa bitwa, godna najlepszych bokserów wagi ciężkiej, ale potem na parkiecie istnieli tylko gospodarze. Czy to był przypadek? Jednorazowa wpadka faworytów? - Kolejny raz obaliliśmy stare przepowiednie przedmeczowe, tzw. farmazony. Wygrywa zespół, a nie indywidualności, które w Kielcach są olbrzymie. W ostatnich latach te zespoły idą łeb w łeb i znów to się potwierdziło. Jestem przekonany, że czeka nas w tym roku kapitalny finał - dodaje Michał Kubisztal. - Na szczęście liga nie będzie zdominowana przez jeden zespół. W zeszłym sezonie przegraliśmy sześć meczów, dlatego chcieliśmy, by Vive nie mogło spać spokojnie do wiosny. By ten mecz śnił im się po nocach - dodał Adam Wiśniewski, lewoskrzydłowy Orlen Wisły Płock.

Płocczanie mimo zwycięstwa wciąż jednak nie uważają się za głównego kandydata do tytułu. - Wciąż to oni są faworytami. Ta porażka nic nie zmieniła. Jeśli zagrają na sto procent, będą w optymalnej formie, będzie ciężko z nimi wygrać. Pokazaliśmy jednak, że nie będą mieć łatwo i to będzie spora atrakcja dla kibiców - zaznacza Kubisztal.

Kielczanie są rozczarowani, bo przegrali prestiżową bitwę. Zawiedli na całej linii, grali beznadziejnie w obronie, po przerwie pogubili się też w ataku. A przecież jechali do Orlen Areny pewni swego, sami uważali się za faworytów. Chcieli też potwierdzić, że są w dobrej formie przed kolejnymi ważnymi meczami w Lidze Mistrzów (kielczanie prowadzą w grupie B z kompletem zwycięstw). - Przyjechaliśmy chyba zbyt pewni, uwierzyliśmy, że jesteśmy faworytami. Przekonaliśmy się, że nazwiska nie grają. Rywale pokazali więcej głodu w grze - szukał powodów porażki trener Bogdan Wenta. - Jestem zawiedziony, bo wygrała drużyna, która bardziej chciała. Ten wynik nie musi mieć wpływu na finał play-off. Porażka nic nie zmieniła. Wciąż uważam, że mamy większe indywidualności. Myślałem, że już mamy prawdziwy zespół, ale wciąż musimy nad tym pracować - dodał Bertus Servaas, prezes mistrzów Polski.

Więcej o: