Piłka ręczna. Werle: Wenta podjął honorową decyzję

Bogdan Wenta zrezygnował z pracy z reprezentacją Polski piłkarzy ręcznych. - Wiedział, że może paść wniosek o jego zwolnienie, dlatego zrezygnował sam - komentuje Marek Werle, wiceprezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce ds. szkoleniowych. - Nie rozstaniemy się z pracą Bogdana, trzeba mu coś zaproponować - dodaje jeden z najważniejszych ludzi polskiego szczypiorniaka i zapowiada, że miejsce Wenty prawdopodobnie zajmie trener z zagranicy.

Łukasz Jachimiak: Proszę o skomentowanie decyzji trenera Bogdana Wenty o rezygnacji z pracy z reprezentacją Polski.

Marek Werle: Żałuję bardzo, bo my, szkoleniowcy, przez ostatnie lata dzięki Bogdanowi osiągnęliśmy sporo sukcesów. Bogdan był naszym wiodącym trenerem, razem z Danielem Waszkiewiczem byli naszymi mentorami. Ale ostatnie trzy imprezy im się nie udały. To było równanie raczej w dół niż w górę. Może nastąpiło zmęczenie materiału. Jeżeli ktoś za długo pracuje w jednym układzie, to w końcu potrzebuje zmiany. Może Bogdan potrzebuje odpoczynku od tego wszystkiego? Na pewno my, jako związek, nie rozstaniemy się z jego pracą, Bogdanowi trzeba coś zaproponować, chcemy, żeby odnalazł swoje miejsce w związku. Ale to będzie jego decyzja. Podkreślę jeszcze tylko, że dzięki niemu piłka ręczna odżyła. Potrafił zmontować fajny zespół, zdobył medale mistrzostw świata, wszystko fajnie funkcjonowało i szkoda, że ostatnio szczęście nas, a właściwie Bogdana opuściło. W sporcie ono jest niezbędne.

Zgoda, Wencie należą się podziękowania, pewnie warto nadal korzystać z jego wiedzy, ale jako wiceprezes związku nie czuje się pan dziwnie z tym, że trener swoją decyzję przekazał dziennikarzom, a nie swoim przełożonym? Przecież w poniedziałek zbiera się zarząd związku, który miał debatować nad przyszłością kadry, a na posiedzenie Wenta był zaproszony.

- Bogdan jest bardzo ambitnym facetem. Nie wiem, jaka byłaby reakcja zarządu, co by się na nim stało, jakie by padły propozycje w stosunku do kadry szkoleniowej reprezentacji. Jednak Bogdan mógł się spodziewać, że ocena jego pracy za ostatnie mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i za turniej eliminacyjny do igrzysk, będzie negatywna. Wiedział, że może paść wniosek o jego zwolnienie, dlatego zrezygnował sam. Jego decyzję odbieram jako honorową. Nie chciał się poddać ostatecznej weryfikacji, czuje sprawę, a w sercu na pewno ma dobro piłki.

A może nie chciał godzić się na ultimatum? Jerzy Noszczak, szef wyszkolenia ZPRP miał kilka dni temu powiedzieć, że Wenta będzie musiał wybrać między pracą w Vive Kielce a prowadzeniem reprezentacji.

- To nieprawda. Ktoś chciał włożyć kij w mrowisko. My w ten sposób sprawy nie stawiamy. Jesteśmy dżentelmenami. Jurka dobrze znam i wiem, że nie mógł tak powiedzieć.

Po styczniowych mistrzostwach Europy, które Polska skończyła na dziewiątym miejscu, prezes Andrzej Kraśnicki zdradził "Gazecie Wyborczej", że związek rozważał już kiedyś zastąpienie Wenty zagranicznym trenerem. Na poniedziałkowym zarządzie ta sprawa wróci?

- Na pewno prezes Kraśnicki ma taki wariant przygotowany, bo musiał się spodziewać, że trener może zostać odwołany albo sam może zrezygnować. Na razie mamy drugiego trenera, Waszkiewicza. On będzie musiał objąć schedę po Bogdanie. Jest etatowym pracownikiem związku, możemy mu nakazać tę reprezentację prowadzić, ale wiemy, że między nim i Bogdanem są układy koleżeńskie, więc nie wiadomo, jak to zafunkcjonuje. Dla nas najważniejszy w tej chwili jest czerwcowy dwumecz eliminacji mistrzostw świata z Litwą. Jeśli byśmy tej Litwy nie pokonali, co nawet w najgorszych snach nie może się zdarzyć, dla polskiego szczypiorniaka byłaby to tragedia. Wszyscy, a więc Bogdan, Waszkiewicz i prezesi z Kraśnickim na czele muszą pamiętać, że tę przeszkodę musimy pokonać.

Zobacz wideo

Chce pan powiedzieć, że w poniedziałek nic wielkiego się nie wydarzy, a nowego, a nie tymczasowego trenera kadry, poznamy dopiero latem?

- Nie wiem, co się wydarzy. Na razie Bogdan złożył rezygnację, ona musi być przyjęta przez zarząd. Bogdan powiedział "nie", teraz wypowiedzieć musi się zarząd. Może jeszcze dojdzie do spotkań prezesa Kraśnickiego z Bogdanem, może prezes będzie go próbował przekonać, żeby został na mecze z Litwą. Na pewno zarząd podejmie decyzję czyszczącą tę sprawę. Wydaje mi się, że na razie dla dobra sprawy trenerem zostanie Daniel, a my spokojnie poszukamy odpowiedniego szkoleniowca.

Odpowiedniego, znaczy jakiego?

- Z klasą. Szukamy go wśród kandydatów zagranicznych, ale nie pomijamy polskiego rynku, bo ja mogę wymienić nazwiska polskich trenerów, którzy by sobie doskonale poradzili.

Bardzo proszę.

- Kto mógłby prowadzić kadrę narodową? Zbyszek Markuszewski [szkoleniowiec Chrobrego Głogów]. Kiedyś razem z nim pracowałem, uważam go za bardzo dobrego fachowca i przede wszystkim wiem, że jest człowiekiem, który potrafi się dogadać z zespołem. Ale to, że mam o nim dobre zdanie, nie znaczy, że tylko w nim widzę kandydata. Na świecie jest wielu trenerów, którzy za określone, dobre pieniądze chętnie przyjdą tu pracować. Oni wiedzą, że Polska to wcale nie jest spalona ziemia. Nawet jak zrezygnuje z kadry jeszcze Grzesiu Tkaczyk, to mimo tego co piszą różni pańscy koledzy, ziemia wcale nie będzie spalona, bo mamy wielu młodych graczy, którzy mają papiery na duże, europejskie granie. Trzon tej kadry, ta główna oś zostanie. Resztę można spokojnie wprowadzać i będzie dobrze. Da się znów zebrać mocną ekipę. Wszystko trzeba tylko odpowiednio powiązać. Tak, jak kiedyś zrobił to Bogdan.

Wenta obejmował kadrę jako człowiek sukcesu. Sprawdził się na zachodzie, był jedynym Polakiem, który grał w Barcelonie, odniósł wiele sukcesów. Ktoś taki miał autorytet wśród zawodników i z całym szacunkiem dla Markuszewskiego z Wentą trudno go porównać.

- Bogdan przyszedł do Polski jako człowiek sukcesu, ale te sukcesy osiągnął będąc zawodnikiem, a nie trenerem.

Mimo wszystko zawodnikom, z którym zaczął pracować, czymś imponował. Markuszewski nie miałby takiego startu.

- Oczywiście, jemu byłoby dużo trudniej. Mówiąc o nim chcę podkreślić, że w Polsce nie ma spalonej ziemi także jeśli chodzi o trenerów. Żeby zatrudnić dobrego, zagranicznego trenera trzeba mieć kasę. I to ogromną. Związek w pewnym momencie może nie podołać, bo pewno w Europie jest paru ludzi, których byśmy bardzo chcieli, ale nie wiadomo czy nas na nich stać i czy oni chcieliby tu pracować, bo oni też rynek analizują. Jednak pamiętam, że kiedy ogłaszaliśmy konkurs na trenera kadry kobiet, to mieliśmy kilkunastu fajnych kandydatów, których ja bym zatrudnił, gdybym miał takie duże pieniądze.

Jaki jest stan związkowej kasy. Na zagranicznego trenera z najwyższej półki nas nie stać?

- Nie wiem czy stać nas od razu na Alfreda Gislasona [trener jednego z najlepszych klubów świata, niemieckiego THW Kiel], ale na pewno jesteśmy w stanie zatrudnić prawdziwego fachowca. Na to trzeba jednak czasu i spokoju, bo nie chcemy płacić tylko za nazwisko.

Ile trzeba przeznaczyć na miesięczną pensję dla trenera takiego jak Gislason?

- Nie odważę się powiedzieć.

Nie wie pan?

- Wydaje mi się, że wiem, ale wolę nie mówić.

Jak się zmieniła kadra Wenty. Gdzie są chłopcy z tamtych lat

Waszkiewicz milczący

- To jest świeża sprawa i nie zamierzam jej komentować, ani się do niej odnosić. Jeśli ktoś miałby zabrać głos, to Bogdan Wenta, bo to była jego decyzja  - powiedział aystent Bogdana Wenty. A co z nim?

Kuchta: Naturalna kolej rzeczy

- Osiągnął z kadrą wyniki, które w pewnym momencie wszystkich satysfakcjonowały. Trzy ostatnie imprezy trochę to tonują, stąd pewnie rezygnacja. To naturalna kolej rzeczy  ? w pracy każdego trenera - uważa brązowy medalista z Montrealu, Zygfryd Kuchta.

Koniec ery. Wenta odchodzi ?

Więcej o: