MŚ piłkarzy ręcznych 2015. Polska - Dania 27:31. Nie przegraliśmy czy przegraliśmy w szatni? Czego dowiedzieliśmy się z meczu

Polscy szczypiorniści przegrali z Danią 27:31 w swym ostatnim meczu fazy grupowej MŚ w Katarze. W 1/8 finału podopieczni Michaela Bieglera zagrają w poniedziałek ze Szwecją (relacja na żywo w Sport.pl od godz. 16.30). Spotkanie z Danią pokazało, że problemy mógłby biało-czerwonym sprawić nawet Egipt. Czego jeszcze dowiedzieliśmy z sobotniego spotkania?
Trener reprezentacji Polski Michael Biegler Trener reprezentacji Polski Michael Biegler MOHAMMED DABBOUS/REUTERS

1. Nie przegraliśmy w szatni

Do meczu z Polską genialny Niklas Landin spał. Polacy postanowili go obudzić. Po czterech meczach katarskich MŚ najlepszy bramkarz poprzedniego mundialu miał tylko 27-procentową skuteczność, co nie dawało mu miejsca nawet w czołowej "16" golkiperów tego turnieju. Biało-czerwonym Landin odbił pięć pierwszych rzutów. Michael Biegler, widząc, że jego podopieczni są sparaliżowani, o czas poprosił już w czwartej minucie, choć przegrywaliśmy wtedy tylko 0:2. Z biegiem czasu nerwy udało się uspokoić i z 2:5 dojść rywala na 6:6. Tego meczu na pewno nie przegraliśmy w szatni. A przynajmniej nie w sensie mentalnym.

2. A może jednak przegraliśmy?

O tym, jakie ustalenia padły w szatni i czy na boisku plan został zrealizowany wiedzą zawodnicy i wie trener. My możemy tylko snuć domysły. A, z całym szacunkiem do Michaela Bieglera, trudniej uwierzyć, że w kolejnym meczu jego podopieczni nie potrafią wypełnić założeń taktycznych niż w to, że trener nie potrafi poradzić sobie z problemami drużyny. Bo - to po prostu widać - Polacy nie mają kłopotów związanych z niesamowitą formą drużyn, z którymi się mierzą. W najlepszym wypadku nerwami, a w najgorszym porażkami płacą za to, że wciąż nie potrafią uporać się z własnymi słabościami. W starciu z Danią znów potwierdziło się, że nie umiemy korzystać ze skrzydeł, że brakuje nam pomysłu na sforsowanie obrony, kiedy ta wychodzi do nas wyżej, że zawsze przychodzi moment (żeby jeden), kiedy nie wiadomo dlaczego się zacinamy. Przeciw Duńczykom Polacy nie rzucili gola przez pierwszych sześć minut, a później przez siedem minut w których z remisu 10:10 zrobiło się 14:10 dla rywali. Przeciw dobrym zespołom jak Argentyna czy Rosja straty poniesione w takich okresach odrabiać potrafimy. Ale Dania czy Szwecja, z którą za chwilę się zmierzymy, to zespoły bardzo dobrze. A czy nasz można dzisiaj za taki uznać?

3. Rywal nie jest ważny

Francja pokonała Szwecję 27:25 i wygrała grupę C, dlatego o ćwierćfinał zagramy ze Szwedami. To podobno dobrze, bo "trójkolorowych" nie potrafiliśmy pokonać nawet w naszych najlepszych czasach, a więc wtedy, kiedy zdobywaliśmy medale MŚ. Natomiast Szwedzi nam leżą. Na ubiegłorocznych ME rozbiliśmy ich 35:25. To na pewno ważne, choćby dla psychiki naszych zawodników, że nie przyjdzie im za chwilę zagrać z najlepszym w ostatnich latach zespołem świata. Ale jeśli Biegler i jego ludzie do poniedziałku nie odpowiedzą sobie szczerze na pytanie o to, jaką drużynę tworzą i co zrobić, by ta drużyna była lepsza, to w ćwierćfinale nie wystąpią. Szwedzi prezentują poziom nie Argentyny czy Rosji, które z trudem pokonaliśmy, tylko Danii, która była dla nas nie do pobicia. Tak naprawdę w formie z fazy grupowej Polska nie mogłaby być pewna wygranej nawet nad Egiptem, który awansował do 1/8 finału z czwartego miejsca w grupie C i w 1/8 finału zagra z Niemcami. Poniedziałek to już ostatni moment na to, by wreszcie pokazać dobry handball.