ME piłkarzy ręcznych. Polska kontra francuski potwór o dwóch głowach

27 : 28
Informacje
ME piłkarzy ręcznych 2014 - Grupa C
Środa 15.01.2014 godzina 20:15
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Polska
14
13
27
Francja
15
13
28
Składy i szczegóły
Polska
Szmal - Łucak 5, Lijewski 4, Chrapkowski 4, B. Jurecki 3, Jurkiewicz 3, Jaszka 2, Krajewski 2, M. Jurecki 2, Wiśniewski 1, Szyba 1, Bielecki, Grabarczyk.
Francja
Dumoulin - N. Karabatić 8, Anic 4, Accambray 4, Fernandez 3, Guigou 4, Abalo 2, Sorhaindo 2, Nyokas 1, L. Karabatić, Grebile.
Od 2008 do 2010 roku zdobyli kolejno tytuły mistrzów olimpijskich, świata i Europy. W XXI wieku biją wszystkich, choć do elity dołączyli dopiero dekadę wcześniej. Za ich sukcesami stoi dwóch magów. Claude Onesta prowadzi reprezentację od 13 lat i jest bliski wyrównania rekordu Daniela Costantiniego, który kadrą Francuzów dowodził przez 16 lat. To oni stworzyli zawodników genialnych, z jakimi w środę w Aarhus zmierzą się Polacy. Relacja na żywo z meczu Polska - Francja od godz. 20.15 w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE!


- Neymar? Niech zdobędzie dwa tytuły mistrza świata, wtedy pogadamy - mówił latem ubiegłego roku Nikola Karabatić.

29-letni Francuz, tak samo jak młodszy o osiem lat Brazylijczyk, zostawał wówczas zawodnikiem Barcelony. Wszyscy, którzy chcieli rzetelnie porównać transfery dwóch sekcji Dumy Katalonii, musieli przyznać, że urodzony w serbskim Niszu szczypiornista jest gwiazdą, jaką popularny futbolista dopiero chciałby zostać.

Karabatić przyjechał do Barcelony po półrocznej grze w słabiutkim Pays d'Aix. Klubowi, z którym związał się po aferze z Montpellier, Niko pomógł utrzymać się we francuskiej ekstraklasie. Przy okazji zgarnął tytuł MVP ligi. Dla niego było to już 15. w karierze wyróżnienie indywidualne, licząc tytuły króla strzelców i najlepszego zawodnika rozgrywek takich jak mistrzostwa świata i Europy, igrzyska czy Liga Mistrzów.

Tym, którzy radzili mu, by kończył karierę po tym, jak obstawił u bukmachera porażkę własnej drużyny i w ten sposób wygrał pieniądze, odpowiedział na boisku.

Teraz też na nim przemawia. W pierwszym meczu duńskiego Euro 2014 rzucał na bramkę Rosjan sześć razy i zdobył sześć goli. - Przyjemnie jest być na wielkim turnieju w roli zespołu, który nie jest faworytem, a więc celem dla wszystkich pozostałych ekip - mówi.

Prawdziwy ojciec sukcesu

Francuzi głównym kandydatem do tytułu nie są, a może nie byli (po świetnym meczu przeciw Rosji i zwycięstwie 35:28 ich szanse są już oceniane trochę inaczej), bo po igrzyskach w Londynie, na których zdobyli drugie olimpijskie złoto z rzędu, przebudowują swoją reprezentację.

Na ubiegłorocznym mundialu zajęli dopiero szóste miejsce. Ale ich powrót na szczyt może nastąpić bardzo szybko, skoro w kraju aż pół miliona ludzi gra w piłkę ręczną (dla porównania - w Polsce mamy 20 tysięcy zawodników), a najlepszych wybiera profesor Onesta.

To pod jego wodzą Karabatić i spółka w dwa lata wygrali wszystko. 57-letni, bodaj najbardziej utytułowany w historii piłki ręcznej szkoleniowiec, to autorytet nie tylko w swojej dyscyplinie. O tym, jak osiągnąć wielki wynik, opowiadał już m.in. w szatniach reprezentacji Francji w tenisie, rugby i piłce nożnej. Teorię sukcesu wykłada też w wielkich koncernach i na uniwersytetach, zarabiając za każdym razem po kilka tysięcy euro.

- On jest jednym z nas - mówi Karabatić. Teraz znów gra dla Onesty, choć gdy zaliczył bukmacherską wpadkę, trener nie bał się wypowiadać swoich myśli. A myślał, że jeśli jego zawodnik okaże się winny (a więc jeśli znajdą się dowody, że celowo przegrał mecz), to - jako idol tłumu (w 2011 roku zdobył najlepszego sportowca Francji) i przykład dla wielu młodych zawodników - powinien ponieść surową karę.

Onesta od lat panuje nad Zlatanem Ibrahimoviciem szczypiorniaka (szwedzki piłkarz też pochodzi z byłej Jugosławii i też jest wyjątkowo krnąbrny) i wspaniale pracuje na to, by - jak sam mówi - Francja była dla piłki ręcznej tym, czym Brazylia dla futbolu i USA dla koszykówki, ale tytułu trenera wszech czasów nie ma.

Ten w 2010 roku zgarnął jego poprzednik. Kiedy w 1985 roku Daniel Costantini został szkoleniowcem reprezentacji Francji, jej największym sukcesem w historii było szóste miejsce na mundialu w 1956 roku. Gdy po 16 latach odchodził jako szkoleniowiec czterokrotnych medalistów mistrzostw świata (dwa złota, srebro i brąz) i trzeciej drużyny Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie (1992 rok), francuskie media żegnały go jak króla. "Kończy się najstarsza dynastia w Europie" - pisał dziennik "Liberation" i porównywał trenera do Ludwika XIV.

Król za królem

Costantini faktycznie rządy sprawował bardzo długo, a gdyby nie słynął z twardej ręki, na pewno nie zdobyłby medalu igrzysk już w olimpijskim debiucie Francji. Ale o okrucieństwo posądzać go nie sposób. Dżentelmenem był zawsze, zawsze emanował spokojem i czarował poczuciem humoru.

Na swym ostatnim wielkim turnieju błysnął dwa razy. Kiedy sędziów dopadło zatrucie pokarmowe i pewnego dnia jeden duet musiał poprowadzić dwa mecze, przedstawiciele Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej poprosili Francuza o wyrozumiałość, jeśli zmęczonym arbitrom przytrafią się błędy. Po 15 minutach gry Costantini podszedł do stolika sędziowskiego i mimo już wysokiego prowadzenia swojej drużyny poprosił o czas. "Dla sędziów" - wyjaśnił.

W finałowej wojnie ze Szwedami uciszył 13,5 tysiąca własnych kibiców w paryskiej hali Bercy. Ci protestowali przeciw decyzji arbitrów, którzy ukarali zespół gospodarzy dwuminutowym wykluczeniem za to, że przez moment na boisku przebywało ośmiu, a nie siedmiu zawodników. Trener błyskawicznie wskazał na siebie, pochylił głowę, przeprosił za błąd. Prostym, uczciwym gestem uspokoił wszystkich.

Francuzi tamten finał wygrali po dogrywce. Najwięcej, osiem, bramek rzucił dla mistrzów świata Jerome Fernandez, z którym w środę w Aarhus walczyć będą Polacy, pierwsze złoto zdobywał wówczas również obecny teraz w Danii Daniel Narcisse. Costantini wychował też świetnie znanego naszym zawodnikom Thierry'ego Omeyera (był najlepszym bramkarzem mundialu 2001), braci Bertranda (najlepszy obrotowy tamtego turnieju) i Guillaume'a Gilla, Joela Abatiego, Didiera Dinarta i Jacksona Richardsona.

Ostatni z wymienionych, doskonale pamiętany przez starszych kibiców, został w 1995 roku pierwszym Francuzem uznanym za najlepszego szczypiornistę świata. Później takie wyróżnienia dostało jeszcze pięciu jego kolegów. W Aarhus jednego z nich, czyli Karabaticia (wygrał plebiscyt w 2007 roku), spróbuje zatrzymać jedyny polski laureat w 22-letniej historii - Sławomir Szmal (wygrał w 2009 roku). W meczu z Serbami "Kasa" miał świetną, 41-procentową skuteczność obron. Ale jego forma na Francuzów nie wystarczy. Jeśli na poziomie naszego kapitana nie zagrają inni zawodnicy, Polskę znów pożre potwór stworzony przez Costantiniego i Onestę.