MŚ piłkarzy ręcznych. Kontrola IHF w hotelu Polaków. Bo "jest kocioł"

Wizytatorzy Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej (IHF) odwiedzili hotel Quality 11 w Goteborgu. Mieszkający w nim uczestnicy mistrzostw świata piłkarzy ręcznych mieli bowiem sporo uwag.
W hotelu Quality 11 zakwaterowano drużyny rywalizujące w grupie D - Polskę, Koreę Płd., Chile, Argentynę i Słowację. Brakuje jedynie Szwedów, których skoszarowano kilkanaście kilometrów pod Goeteborgiem.

To dość ciekawy obiekt - znajduje się w porcie w Goeteborgu i został zbudowany w dawnej stoczniowej pochylni. Obok tarasowego hotelu, w którym niemal codziennie dziennikarze spotykają z polską drużyną, wiszą potężne haki służące kiedyś stoczniowcom.

Ale ekipy narzekają na zakwaterowanie, m.in. Polacy, Słowacy czy Koreańczycy na kuchnię. Ci ostatni postanowili nawet sami sobie gotować.

Dziennikarze narzekają na brak statystyk meczowych lub na ich niedokładność. To samo doskwiera ekipom. Polski sztab szkoleniowy wspomina ostatnie mundiale w Chorwacji i Niemczech czy ubiegłoroczne mistrzostwa Europy w Austrii, gdzie te dane dostępne były natychmiast po każdym meczu.

- Narzekacie, że nie macie informacji, nas też to dotyczy - podkreśla trener Bogdan Wenta.

Ale największa uwaga dotyczyła zamieszania wokół kontuzji Michała Jureckiego. Gdy w weekend rozważano zastąpienie go Piotrem Grabarczykiem niezbędne były szczegółowe badania lekarskie, a tych w szpitalu w Goeteborgu Polakom odmówiono, bo... jest niedziela.

- Żeby na mistrzostwach świata nie można było zrobić badań specjalistycznych - dziwi się Wenta. - Poza tym przy kontuzji "Dzidziusia" okazało się, że trzeba wypełnić jakiś protokół, a tych protokołów w hotelu nie ma. Było sporo zamieszania - mówi szkoleniowiec.

Po tych wszystkich uwagach hotel Quality 11 odwiedziła komisja IHF. - Trochę się wkurzyła sprawą Dzidziusia, bo przecież chodzi też o ubezpieczenia - mówi Wenta.

Wizytatorzy światowej federacji odwiedzili hotel, gdy ekipy jadły obiad. W menu były hamburgery. - Komisja komisją, ale nasz lekarz już wcześniej interweniował w kuchni. Bo 5 tysięcy kalorii jakich dziennie potrzeba naszym zawodnikom, to z tego się nie uzbiera - mówi Marek Góralczyk, sekretarz generalny Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

Wielkich interwencji u organizatorów nie należy się jednak spodziewać, bo w piątek ekipy opuszczają Goeteborg. Polacy przenoszą się do Malmo. - Ale kocioł tu trochę był - kończy Wenta.

Bartosz Jurecki: Szwedzi wyjdą na nas nabuzowani  ?