MŚ piłkarek ręcznych 2015. Kuchta: zrobiliśmy więcej niż można było się spodziewać. Ale się nie zadowoliliśmy

Po piątkowej, półfinałowej porażce z Holandią 25:30 trener reprezentacji Polski piłkarek ręcznych Kim Rasmussen postanowił dać swoim podopiecznym wolne od piłki ręcznej aż do niedzielnego meczu o brązowy medal z Rumunią. Zawodniczki dostały też polecenie, by nie rozmawiały z mediami. - Trzeba było zrobić wszystko, żeby dziewczyny jak najlepiej odpoczęły - tłumaczy Zygfryd Kuchta, wiceprezes ZPRP i zarazem kierownik ekipy na MŚ w Danii. Mecz Polska - Rumunia w niedzielę o godz. 14.45. Relacja na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: W meczu o brązowy medal MŚ z Rumunią najwięcej będzie zależało od taktyki, zdrowia czy od mentalnego przygotowania naszych zawodniczek?

Zygfryd Kuchta: Chyba najważniejsza jest atmosfera, psychika. Na szczęście jeśli idzie o sprawy zdrowotne, to żadna z dziewczyn nie ma takich dolegliwości, które by ją eliminowały z gry. Taktyką zespół zajmował się w sobotnie popołudnie. A wcześniej były ćwiczenia rozciągające z fizjoterapeutami i zajęcia typowo rekreacyjne. Dziewczyny grały w futbol na dwie piłki, to taki nasz zabawowy trening. Piłki ręcznej nie było. Nawet trener Kim Rasmussen poprosił obecnych w Danii dziennikarzy, żeby nie rozmawiali z zawodniczkami. One miały w sobotę wyrzucić z głów piłkę ręczną, odreagować. Turniej jest bardzo ciężki, trzeba było zrobić wszystko, żeby dziewczyny jak najlepiej odpoczęły przed walką z Rumunią.

Dwa lata temu Polki grały o trzecie miejsce mistrzostw świata i przegrały z Danią. Teraz rywal będzie chyba równie mocny?

- Tak, to pewnie jedyna cecha wspólna Dunek i Rumunek i jedyne podobieństwo między tymi meczami. Na plus tym razem mamy wspomnienie gry z rywalem, z którym powalczymy o medal. Bo przecież na poprzednich mistrzostwach drogę do "czwórki" zaczęliśmy od zwycięstwa właśnie nad Rumunią, w 1/8 finału. Tutaj Rumunki są jeszcze mocniejsze niż wtedy. Uzupełniły skład, na każdej pozycji mają wartościowe zawodniczki. Żeby im się przeciwstawić musimy wykrzesać z siebie wszystkie rezerwy, jakie mamy. Każdy, kto oglądał ich półfinał z Norweżkami [przegrały 33:35 po dogrywce], stwierdzi, że równie dobrze to one mogły awansować do finału. Już nawet słyszymy, że może to z Norweżkami byłoby lepiej grać o brąz.

Bez przesady, Norwegia to jednak zdecydowanie najlepsza drużyna ostatnich lat.

- Jeszcze ważniejsze jest to, że my jakoś nie umiemy sobie poradzić z zespołami, które grają z kontry. Pod tym względem Rumunki są zdecydowanie słabsze od Norweżek. Ale mają kilka tak mocnych punktów, że bardzo trudno będzie je zneutralizować. Gwiazdą jest Cristina Neagu. To fenomenalna zawodniczka [Norweżkom rzuciła osiem bramek, a w wygranym po dogrywce 31:30 ćwierćfinale z Danią zdobyła aż 15 goli!]. Bardzo uważać trzeba na skuteczną obrotową Oanę Maneę, z którą koleżanki chętnie grają. No i nie wolno pozwalać im swobodnie rzucać z prawego skrzydła, na którym Adriana Nechita w meczu z Norwegią pomyliła się tylko raz [rzuciła sześć bramek]. Jeżeli z siedmiu naszych zawodniczek co najmniej sześć nie zagra na 100 proc. swoich możliwości, to szanse na zwycięstwo nie będą duże.

Nadzieja chyba w tym, że Rumunki, co już pan zaznaczył, nie są szybkie jak Norweżki czy Holenderki. To zespół bardziej podobny do Węgierek i Rosjanek, a nam walka fizyczna odpowiada.

- To prawda, to jest czynnik obiecujący. Możemy się przeciwstawić ich stylowi gry. Zwłaszcza, że nie grają wysokiej obrony. U nich jest to typowe 6-0. Ale niepokoi, że w półfinale z Holenderkami w pierwszej połowie nie zdobyliśmy bramki z drugiej linii. A to konieczne, żeby myśleć o wygrywaniu.

Rumunki są zespołem bardziej doświadczonym od naszego, ale większość zawodniczek Rasmussena już też wie, jak się gra w meczach o taką stawkę. Polki mogły wyciągnąć jakąś naukę z porażki w meczu o brąz sprzed dwóch lat?

- Na pewno już coś o takim graniu wiemy, ale też zauważmy, że jak w półfinale wychodzimy z 20-letnimi Anetą Łabudą i Moniką Kobylińską, to nie mamy prawa wymagać od tych utalentowanych dziewczyn, żeby nie robiły błędów. Kobylińska była bohaterką ćwierćfinału z Rosją, ale ma prawo do błędów, cały czas się uczy. Oczywiście większość dziewczyn grających na tych mistrzostwach ma doświadczenie z poprzedniego turnieju. Ale ciągle nasza kadra nie ma równego, mocnego składu, w pełni wartościowych zmienniczek, a cała nasza żeńska piłka ręczna wciąż nie jest potęgą.

Chce pan powiedzieć, że miejsce w "czwórce" to wynik ponad stan?

- Tak, na pewno znów zrobiliśmy więcej niż można było się spodziewać. Osiągnęliśmy sukces. Co oczywiście nie znaczy, że się nim zadowoliliśmy. Dziewczyny będą walczyły z całych sił, żeby z tych mistrzostw wrócić z medalem.





Dołącz do akcji #TwardzielkiPoMedal [KONKURS]


Więcej o: