MŚ piłkarzy ręcznych 2015. Polska - Chorwacja 24:22. Lubimy wojny, jesteśmy dojrzali - czego dowiedzieliśmy się z ćwierćfinału

22 : 24
Informacje
MŚ piłkarzy ręcznych 2015 - Ćwierćfinał
Środa 28.01.2015 godzina 16:30
Wyniki szczegółowe
1 poł
2 poł
Wynik
Chorwacja
10
12
22
Polska
12
12
24
Składy i szczegóły
Chorwacja
Skład: Alilović, Ivić - Duvnjak, Stepancić, Kopljar, Vori, Gojun, Horvat, Karacić, Bicanić, Strlek, Cupić, Musa, Nincević, Slisković, Brozović
Polska
Skład: Szmal, Wyszomirski - Krajewski, Orzechowski, Bielecki, Rojewski, Wiśniewski, B. Jurecki, M. Jurecki, Grabarczyk, Jurkiewicz, Masłowski, Syprzak, Daszek, Szyba, Chrapkowski
Polakom opłaca się wszczynać wojny, bo wreszcie są dojrzałą drużyną. I choć daleko im do doskonałości, to naprawdę stać ich na wielkie rzeczy - tego dowiedzieliśmy się z ćwierćfinału MŚ w Katarze, w którym biało-czerwoni pokonali Chorwatów 24:22. O finał Polacy zagrają z Katarem. Relacja na żywo w Sport.pl w piątek o godz. 16.30
1. Biegler jednak potrafi?

Nasza obrona, jak to u Michaela Bieglera, od początku działała bez zarzutu. Ale z atakiem bywało różnie. Po 10 minutach mieliśmy w nim zaledwie 25-procentową skuteczność (2/8). Znów brakowało pomysłu, ale tym razem trener wreszcie reagował szybciej. Wziął czas już w 13. minucie, wpuścił na boisko Karola Bieleckiego, a ten asystami otworzył drogę do bramki skrzydłowemu Przemysławowi Krajewskiemu. Po jego rzucie zdobyliśmy pierwszego gola od dziewięciu minut. Po kilku kolejnych minutach bramkę rzucił drugi skrzydłowy - Michał Daszek. Gole z obu skrajnych pozycji już przy stanie 7:5? Miła odmiana. Później skrzydła co prawda znów opuściliśmy na zbyt długo, za to Biegler wymyślił nową, skuteczną zagrywkę. Na mocny środek chorwackiej obrony posłał dwóch obrotowych. Jednoczesna gra Kamila Syprzaka i Bartosza Jureckiego pozwoliła nam wyjść z 10:10 na 12:10. Oczywiście idealnie z naszym atakiem nadal nie jest. Nie jest nawet bardzo dobrze, a w pierwszych minutach drugiej połowy było bardzo źle, by nie powiedzieć fatalnie. Ale tym razem rzadziej niż w poprzednich meczach widzieliśmy naszych zawodników bijących głową w mur i naszego trenera, który zamiast ustawić im jedną czy drugą akcję, bezradnie wrzeszczy na nich i na arbitrów (tak było przy stanie 16:18, kiedy sędziowie słusznie zabrali nam piłkę za zbyt pasywną grę w ataku, a protestującego Bieglera ukarali żółtą kartką).

2. Zabiliśmy demony

Rok temu walczyliśmy z Chorwatami o półfinał mistrzostw Europy. Do przerwy prowadziliśmy 15:14, a po kilku minutach drugiej połowy zrobiło się 15:19 i tej straty nie odrobiliśmy już do końca. Teraz Chorwaci uciekli nam na 16:13, czyli pierwsze minuty drugiej połowy wygrali 6:1. Podopieczni Bieglera spali, a obudził się Domagoj Duvnjak. Przed przerwą najlepszy szczypiornista świata nie zdobył gola, choć oddał cztery rzuty. W drugiej połowie wykorzystał pierwszych pięć szans. Od 30. do 40. minuty z nerwów obgryzaliśmy paznokcie do łokci, ale finalnie to Chorwaci krwawią. Bo nasz zespół kolejny raz podczas katarskiego turnieju pokazał wielką dojrzałość. To bardzo cenna nowość. Na kilku ostatnich imprezach mistrzowskich naszej drużynie zawsze w kluczowych momentach brakowało opanowania. Teraz doświadczona ekipa pokazuje, że za rok - gdy w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy, a w Rio de Janeiro igrzyska olimpijskie - może być ją stać na sukcesy. Dla wielu naszych gwiazd medal, a najlepiej medale obu tych imprez byłyby wspaniałym pożegnaniem z reprezentacją.

3. Wojny nam służą

Obsesja obrony, jakiej ulega Biegler może denerwować w momentach, w których psujemy atak. Wtedy przypominamy sobie, że niemiecki trener Polaków na treningach nie poświęca ofensywie zbyt dużo czasu. Ale gdy patrzymy, jak wściekle Polacy bronią, jak biją rywali, jak wypowiadają im wojny i te wojny wygrywają, to nie możemy tego nie doceniać. W 1/8 finału Szwedzi rzucili nam tylko 20 bramek, a w ćwierćfinale naprawdę mocniejsi od nich Chorwaci - 22. Oni nigdy nie odpuszczają, idą na noże. Z nami też poszli. Przecież nie minęło pięć minut, a Żeljko Musa i Andrzej Rojewski mieli rozbite głowy. W 13. minucie Marko Kopljar prawie zerwał Bieleckiemu okulary, tak ostro atakował naszego rozgrywającego, gdy ten składał się do swego pierwszego rzutu. Później ten sam zawodnik bił po twarzy Syprzaka. Nasi odpowiadali spokojem. Bielecki zaliczył trzy piękne asysty, Syprzak rzucił trzy świetne gole. Ale też trzymali rękę na pulsie, by krewcy południowcy nie pozwolili sobie na zbyt wiele. Tak było tuż przed przerwą, gdy Igor Vori próbował wcisnąć Syprzaka w parkiet. Błyskawicznie i ostro obrotowemu rywali odpowiedział Bartosz Jurecki. A już największy charakter nasi pokazali, gdy - po błędzie sędziów, którzy niesłusznie odesłali na ławkę kar Piotra Chrapkowskiego - przyszło im we czterech walczyć z sześcioma Chorwatami. Zdobyli gola, nie pozwolili przeciwnikom odjechać, a kiedy znów zagrali w komplecie, ostatecznie złamali podopiecznych Slavka Goluzy.

"Tośmy ich wychorwacili! Memy po awansie do półfinału




Polska w półfinale z Katarem...