Vive w kadrach. Wygrane Polaków i Białorusi

Piłka ręczna. Z siedmiu zawodników Vive Targi Kielce, którzy przywdziewali koszulki aż czterech kadr po weekendowych meczach cieszyło się pięciu. Najbardziej Polacy.
W czwartym meczu eliminacji przyszłorocznych mistrzostw Europy w Serbii biało-czerwoni tym razem z trójką zawodników Vive Targi Kielce na boisku wygrali bowiem po raz drugi. W Zielonej Górze w obecności ponad 4,5 tys. kibiców wzięli rewanż w starciu z prowadzonymi przez kolejnego z klubowych podopiecznych Bogdana Wenty Urosa Zormana liderami grupy 3 - Słoweńcami. - To spotkanie wiele nie różniło się od tego przegranego przez nas na wyjeździe. Nie zagraliśmy wcale wiele więcej, tyle, że na Słowenii w końcówce to my przestrzeliliśmy trochę okazji - oceniał przed telewizyjnymi kamerami szkoleniowiec Polski.

Jednak trochę tych różnic było. Choćby to, że grający na środku obrony ciągle z niewyleczonym palcem Daniel Żółtak odrobił lekcje i nie dawał się już tak ogrywać przed polską bramką znakomitemu koledze z klubu, wspomnianemu Zormanowi. Za ocenę dla kołowego mistrza Polski niech posłuży fakt, że środkowy rozgrywający gości jedyną swoją bramkę zdobył minutę przed końcem (do tego miał kilka asyst i jeden przechwyt, ale też sporo błędów, m.in. straty i karę). Kilka piłek przed własną bramką wyłuskał też drugi z kieleckich obrotowych - Piotr Grabarczyk. Obaj z Żółtakiem tym razem grali wyłącznie w defensywie.

Może to i dobrze, bo sobota to nie był wyraźnie dobry dzień w ofensywie dla wszystkich graczy "rodem" z Kielc. Także dla Patryka Kuchczyńskiego (w ogóle ze względu na kłopoty ze zdrowiem Wenta nie skorzystał z uczestniczącego tylko w rozgrzewce Tomasza Rosińskiego). "Lisek" znacznie częściej mylił się niż trafiał (1/5).

Nieskuteczność była bolączką całego zespołu biało-czerwonych w pierwszej połowie starcia w Zielonej Górze. Polacy przestrzelili w niej dziewięć rzutów i do szatni schodzili ze skromną zaliczką (15:14, po kolejnym trafieniu z karnego Bartłomieja Tomczaka). Bezpiecznej przewagi - mimo okazji - nie udawało się zdobyć także długo w drugiej odsłonie. Jeszcze w 48. min. Słowenia przegrywała tylko 24:25 (Brumen). W najważniejszych momentach biało-czerwoni jednak zagrali już pewnie. Najpierw zdobyli trzy bramki z rzędu (28:24 po dobitce rzutu Kuchczyńskiego autorstwa Krzysztofa Lijewskiego), a dwie minuty przed końcem rozstrzygające trafienie na koniec gry w osłabieniu zanotował Marcin Lijewski (31:26). - W trakcie spotkania realizowaliśmy wszystkie założenia, dlatego byliśmy pewni, że Słoweńcy w końcu pękną - mówił po wygranej Grzegorz Tkaczyk, lider biało-czerwonych w Zielonej Górze.

Drugie zwycięstwo w eliminacjach ME także na koncie Białorusinów. Kazimierz Kotliński (bronił prawie cały mecz) i spółka w meczu grupy 7 ponownie lepsi od Szwajcarów. Po zaciętym meczu wygrali z nimi w Mińsku 26:24 (12:14).

Jak Zorman powodów do radości nie miał też serbski kołowy mistrza Polski Rastko Stojković. Jego zespół w rewanżu z Montpellier przegrał w towarzyskiej grze z Francją wysoko - 30:37 (15:19), a on sam jak w czwartek w Lille bez gola na koncie.

Polska - Słowenia 32:27 (15:14)

Polska: Wyszomirski, Malcher - Jurecki 6, Tkaczyk 6 (1), Tomczak 6 (5), Tłuczyński 4 (2), Jurkiewicz 3, K. Lijewski 2, M. Lijewski 2, Jaszka 1, Kuchczyński 1, Orzechowski 1, Grabarczyk, Żółtak.

Słowenia: Skok, Prost - Natek 8, Spiler 6 (3), Brumen 5, Gajić 2 (1), Skube 2, Bilbija 1, Miklavcić 1, Susin 1, Zorman 1, Bajram, Bezjak, Dobelšek, Gaber, Pucelj.