Sport.pl

Filip Kliszczyk, czyli gitarzysta po godzinach

Nie tylko o piłce ręcznej. - Gram głównie wieczorami, po treningach. Próby są dwa razy w tygodniu po godzinę-dwie i potem do spania. Zamiast oglądać telewizję, gram na gitarze. Ale spokojnie: na dobre mecze w piłkę ręczną też znajduję czas - mówi były rozgrywający kieleckiej siódemki, a obecnie beniaminka z Gorzowa.
Rozmowa z Filipem Kliszczykiem

Paweł Matys: Co słychać u jednego z ulubieńców kieleckich kibiców?

Filip Kliszczyk, rozgrywający GSPR Gorzów: Cieszę się, że przyjeżdżam do Kielc. Bardzo lubię je odwiedzać - są coraz piękniejsze, wiele się tu dzieje, ciągle się coś buduje. Na pewno wybiorę się na kawę do centrum. Pewnie do Wesołej Kafki, tam jest najlepsza (śmiech ).

Ostatnio na YouTube widziałem, jak robisz karierę. Nie w szczypiorniaku, ale grając na gitarze.

- Mocne słowa, ale to jeszcze nie żadna kariera, do tego daleka droga. Jak będzie można nas usłyszeć we wszystkich stacjach radiowych, to będzie można tak powiedzieć. Coś "dłubiemy", komponujemy, może nawet kiedyś nagramy jakąś płytę. Ten kawałek [w internecie można znaleźć teledysk do utworu ABDC - przyp. red.] zrobiliśmy w miarę profesjonalnie. Nie w jakimś superstudiu nagraniowym, ale w naprawdę dobrym miejscu poleconym przez kolegę.

Jak powstał zespół, w którym grasz, czyli Provintzya?

- Muzyka daje każdemu z nas radość, to nasze hobby. A że kilku z nas potrafi coś robić, tak się zgadaliśmy. Wszyscy jesteśmy kolegami, poznaliśmy się w Gorzowie. W tym wszystkim pomogła trochę moja żona [jest wokalistką jazzową - przyp. red.]. Na razie działamy prężnie, ale spokojnie. Realizujemy swoje marzenia, ale na muzyce póki co nie zarobiliśmy ani złotówki. To nie jest jednak naszym celem, gramy przede wszystkim dla przyjemności.

Skąd u ciebie ta pasja?

- W rodzinnym domu zawsze były jakieś dobre płyty. Regularnie chodziła też "Trójka" z obowiązkowymi programami jak "Powtórka z rozrywki" czy "Lista przebojów". Muzyką zaraziłem się już w szkole podstawowej, od kolegów. Najbardziej lubię heavy-metalową, ale może być każdy rodzaj, czyli praktycznie od a do zet. Wątpię, byś mnie "zagiął" na jakiś kawałek, żebym go nie znał...

Ostatnio wpadła mi w ucho piosenka z lat osiemdziesiątych: Lian Ross "Say you will never".

- Znam to! Widzę, że romantyk jesteś... (śmiech ).

Kiedy znajdujesz czas na muzykę?

- Głównie wieczorami, po treningach. Próby są dwa razy w tygodniu po godzinę-dwie i potem do spania. Zamiast oglądać telewizję, gram na gitarze. Ale spokojnie: na dobre mecze Ligi Mistrzów w piłkę ręczną też znajduję czas. Za to nożnej nie śledzę praktycznie wcale. Czasem Champions League, ale to musi być jakiś superpojedynek, np. Arsenal - FC Barcelona. Przyznam jednak, że z polskiej ligi nie oglądam nawet skrótów.

Muzyka to musi być dobre odstresowanie. Oderwanie od szarej rzeczywistości w klubie, w którym są problemy.

- Rzeczywiście kłopoty są, i to duże. W naszej lidze nie mają one jednak końca, oprócz oczywiście Vive Targi Kielce i Orlenu Wisły Płock. W Gorzowie problem jest taki, że większość klubów żyje z dotacji miejskich. A teraz miasto zredukowało je o 50 procent, tłumacząc to cięciami w budżecie. Przez to z zespołu odeszło kilku zawodników. Miasto i tak nie stawiało na piłkę ręczną, lecz na żużel. Udało się zorganizować turniej Grand Prix, na którym jest 15 tys. widzów i w to inwestują. My nie mamy hali z prawdziwego zdarzenia, na nasze spotkania może przyjść jedynie tysiąc osób.

Pieniądze były też przyczyną zmian trenerów?

- W sumie mamy już trzeciego szkoleniowca w tym sezonie. Najpierw ze względu na słabe wyniki zrezygnowano z usług Dariusza Molskiego. W dwóch spotkaniach poprowadził nas - w trybie awaryjnym - Mariusz Czubak. Nie wiadomo było jednak, co dalej z drużyną, i zrezygnował. Zastąpił go Henryk Rozmiarek i prowadzi nas do dziś.

Czeka go piekielnie ciężkie zadanie: utrzymanie ligi dla Gorzowa.

- Wystarczy spojrzeć w tabelę, by przekonać się, jakie to wyzwanie. Jesteśmy na ostatniej pozycji, ale nie poddamy się! Jeśli wygramy w Kielcach, to już będziemy mieć dwa punkty więcej (śmiech ). To akurat pozostaje w sferze marzeń. Potem na koniec rundy zasadniczej jednak mamy u siebie Olsztyn i Mielec na wyjeździe. Zwłaszcza w tym pierwszym pojedynku musimy zdobyć dwa punkty.

Jak na to liczyć, skoro z ostatnich dwunastu spotkań przegraliście aż jedenaście.

- Bo gramy tak, jak nam pozwala na to przeciwnik. Mamy drużynę, jaką mamy, więc gramy, jak potrafimy, a wychodzi, jak wychodzi. W końcówce ubiegłego roku wypadło nam ze składu trzech podstawowych zawodników, trzy spotkania przegraliśmy też jedną bramką. Za dużo atutów, niestety, teraz nie mamy... Ale dopóki piłka w grze, to wierzę, że unikniemy degradacji. Matematycznie to proste: wystarczy wygrać sześć spotkań w play-outach i wtedy zostajemy na 100 proc.

To ile procent szans dajesz wam na utrzymanie?

- Nie jestem wróżką, nie wiem... Może z 50?