Sport.pl

Buntić po wielki cel

Piłka ręczna. W tym sezonie Ligi Mistrzów podbić się nie udało, z nim ma się już udać. Trzyletnią umowę z mistrzami Polski podpisał dwukrotny wicemistrz świata oraz wicemistrz Europy Denis Buntić z hiszpańskiego Reale Ademar.
Jest już utytułowany Słoweniec Uros Zorman, od lipca przyjdą reprezentanci Polski Sławomir Szmal i Grzegorz Tkaczyk oraz, jak się wczoraj okazało, właśnie Buntić. To niespełna 29-letni (skończy je dopiero 13 listopada) jeden z najlepszych prawych rozgrywających świata. Pierwszy poważny sukces na arenie międzynarodowej odniósł w 2005 roku, kiedy w Tunezji wywalczył z Chorwacją wicemistrzostwo świata. Powtórka miała miejsce przed dwoma laty. Dwa srebrne medale ma także z ostatnich mistrzostw Europy - tych z 2008 w Norwegii i z 2010 z Austrii. Przy wcześniejszych sukcesach Chorwatów więcej do powiedzenia na jego pozycji w kadrze miał znakomity Petar Metlicić. Ale teraz się to zmieniło - Buntić jest bardzo ważną postacią drużyny prowadzonej przez Slavko Goluzę. Na zakończonym w styczniu mundialu w Szwecji był zawodnikiem pierwszej siódemki. Ba, obok prawoskrzydłowego Vedrana Zrnicia także najlepszym strzelcem Chorwatów. Grał we wszystkich dziewięciu spotkaniach MŚ i zdobył 42 bramki (średnia 4,8). W dodatku trafiał z bardzo dobrą, 65-procentową skutecznością. Oprócz mocnych rzutów z drugiej linii jego zaletą jest też bardzo dobra współpraca z prawym skrzydłem i kołem. W Skandynawii był bowiem także czwartym asystentem w swojej drużynie. Swoje wielkie możliwości pokazał przede wszystkim w Szwecji w wygranym 28:24 meczu drugiej fazy z Polakami. Został uznany graczem meczu - był najskuteczniejszym zawodnikiem Chorwacji, zdobył siedem bramek.

Potężnie zbudowany (198 cm wzrostu i 109 kg wagi) rozgrywający przychodzi do Kielc z czołowego hiszpańskiego klubu - Reale Ademar Leon. Wcześniej występował m.in. w słoweńskim Cimos Koper, chorwackim RK Zagrzeb i bośniackim Izvidac Ljubuski. W mocnej Asobal Lidze ma świetne statystyki - w tym sezonie zdobył 76 bramek na 117 prób (64 procent skuteczności). A w przeciągu trzech lat gry na Półwyspie Liberyjskim ma na koncie już 307 goli (w 522 rzutach - 58,8 procent trafień). Wczoraj także jego obecny pracodawca na swojej stronie internetowej poinformował o jego transferze do Kielc. - Denis w Hiszpanii miał jeszcze ważny kontrakt, ale udało się nam porozumieć z tamtejszymi działaczami. Musieliśmy zapłacić trochę pieniędzy, ale są one przyzwoite dla obu zainteresowanych stron. Chyba jednak Buntić myślał o zmianie klubu, bo miał kilka innych ofert. Dlaczego wybrał nas? Być może też zauważył, że Vive ma ambitne plany. Wiemy, że kontaktował się z naszymi zawodnikami Mirzą Dzombą i Urosem Zormanem. Takie nazwiska przyciągają powoli do Kielc wielkich zawodników - opowiada Marian Urban, wiceprezes Vive Targi Kielce. Gdy kielczanie mieli potwierdzony transfer, zwołali specjalną konferencję prasową.

- Bardzo się cieszę, że taki gracz do nas przychodzi. Głównie, jeśli chodzi o obronę, będzie mógł występować w niej na pozycji numer dwa i trzy. I nie będzie z nim takiego problemu, który aktualnie mamy, zwłaszcza na arenie europejskiej, czyli ze zmianą do defensywy. Łatwiej też będzie z komunikacją z Urosem Zormanem, szybko się dogadają - mówi Bogdan Wenta. Trener mistrzów Polski wydawał się być jednak rozczarowany faktem, że informacja o transferze Chorwata została już ogłoszona. - Jestem zaskoczony, że jest to podane. To chyba nieco nie fair w stosunku do zespołu, jaki teraz mamy. Mnie bardziej interesuje aktualna drużyna, to w jakiej formie są aktualni prawi rozgrywający: Mariusz Jurasik i Mateusz Zaremba. Bunticia jeszcze nie mamy, a czekają nas w tym sezonie zadania do wykonania: zdobycie mistrzostwa i pucharu Polski. I to jest mój problem. Nie wolno też nam zapomnieć o tym, by nie zabrakło polskich zawodników w polskim klubie... - zakończył tajemniczo.

Przyjście urodzonego na terenie obecnej Bośni i Hercegowiny Bunticia nie spowoduje jednak żadnego zagrożenia dla wspomnianej dwójki rozgrywających. Po zakończeniu sezonu z kieleckim klubem rozstanie się zapewne Witalij Nat, będący czwartym zawodnikiem spoza Unii Europejskiej w Kielcach. Pozycje Mirzy Dzomby czy Rastko Stojkovicia wydają się być niepodważalne, a do tego Ukraińcowi kończy się kontrakt z klubem. A przecież - choć jeszcze klub oficjalnie tej informacji nie potwierdził - przychodzi jeszcze inny lewoskrzydłowy, reprezentant Polski Bartłomiej Tomczak.

"Zbrojenia", takie transfery w Kielcach mają jasny cel. - Założyliśmy sobie, że w przeciągu trzech najbliższych lat chcemy awansować do Final Four Ligi Mistrzów. To jest nasze marzenie, prezesa Bertusa Servaasa. A Chorwat będzie ważną postacią, by pomóc w realizacji tych planów - nie kryje Urban.

By to osiągnąć, kielczanie najpierw muszą zdobyć mistrzostwo Polski. W cieniu transferu Bunticia zagrają w czwartek o godz. 18.30 w Hali Legionów mecz 20. kolejki PGNiG Superligi. Z ostatnim w niej beniaminkiem z Gorzowa. Na ten pojedynek internetowa firma Tobet nie przyjmuje zakładów na zwycięstwo gospodarzy, ich remis i porażka to stawka 30:1. - Oglądałem Gorzów z Lubinem [12 lutego w 17. kolejce przegrał u siebie z Zagłębiem 25:33, choć do przerwy wygrywał 14:13 - przyp. red.] i... (długie milczenie). To jest problem naszej ligi, co mam więcej powiedzieć - retorycznie pyta Wenta. I potwierdza pogląd, że będzie to prawdopodobnie mniej wartościowe spotkanie od mocniejszego treningu. I że nie ma żadnej mowy o przetarciu przed arcyciekawym niedzielnym pojedynkiem w Lidze Mistrzów z THW Kielce (godz. 18.30, Hala Legionów). - Nie chcę ubliżyć rywalowi, ale różnice są bardzo duże, wręcz kolosalne. Gramy z ostatnią drużyną ligi, a za trzy dni z pierwszą drużyną Europy. Musimy się jednak skoncentrować - przypomina Wenta. A Witalij Nat dodaje: - Zmobilizowani musimy być zawsze, bez względu na to, kto stoi po drugiej stronie. Nie będziemy nikogo lekceważyć. Rywale mają swoje problemy, ale nas to nie obchodzi - podkreśla lewoskrzydłowy.