Sivertsson: Nie składamy broni

- Cały zespół Vive Targi jest niebezpieczny. Naszym zadaniem na boisku nie będzie skupianie się na każdym zawodniku i powstrzymywaniu go. Będziemy po prostu uważać na całą drużynę. Rywale to kolektyw, bardzo dobrze zorganizowany i groźny. Ale my też potrafimy walczyć - podkreśla szwedzki szkoleniowiec nafciarzy.
Rozmowa z Thomasem Sivertssonem*

Justyna Woja: Przed Pana Wisłą kolejne spotkanie z Vive Targi, tym razem w półfinale Pucharu Polski. Jak ważny jest ten mecz?

Thomas Sivertsson, szkoleniowiec szczypiornistów Wisły: To spotkanie jest tak samo ważne jak mecze ligowe czy te, które nas czekają w fazie play-off. Po prostu gramy z Vive Targi. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.

W ostatniej konfrontacji Wisła przegrała z kielczanami u siebie 24:28. Jednak w listopadzie w hali Vive wynik był miażdżący 42:27 dla zespołu Bogdana Wenty. Dwie porażki już macie na koncie, a teraz...?

- W piłce ręcznej ciężko jest powiedzieć (i przewidzieć), jak ułoży się spotkanie. Najważniejsze jest to, żeby zagrać dobrze obydwie części spotkania, a w szczególności drugą połowę. No i trzeba wykonać wszystkie założenia taktyczne.

Na pewno atmosfera w kieleckiej hali nie będzie sprzyjająca. Na trybunach zasiądzie nie tysiąc kibiców, jak w Płocku, ale ponad cztery.

- To nie problem. Choć kibice w ogóle są bardzo ważni. A jeśli chodzi o ich ilość, to tak właśnie powinno wyglądać. Bo ostatnio na nasz mecz w Gdańsku na halę przyszło niewielu miejscowych fanów. W Kielcach nie będzie nam przez to łatwiej, ale taka już jest piłka ręczna, szczególnie gdy mamy do czynienia z pojedynkami na szczycie.

Czego nauczyły was poprzednie mecze z Vive? Jakie wprowadziliście poprawki do taktyki?

- Oglądaliśmy wielokrotnie ligowe mecze kielczan oraz te, które my z nimi graliśmy. Jest wiele drobnych rzeczy, które musieliśmy poprawić. Trochę w obronie, więcej w ataku. Najważniejsze jednak, żeby nie stracić rytmu, nie wypaść z gry, bo później będzie piekielnie ciężko odrobić straty.

Czujecie presję przed środowym pojedynkiem? W końcu mecze w ramach świętej wojny są szczególne. A kibice Wisły czekają, aż pokonacie zespół Vive Targi w jego hali.

- Ligowe mecze są o wiele bardziej stresujące niż ten pucharowy. Zajmujemy drugie miejsce w tabeli ekstraklasy. Mamy teraz wyraźny progres. To cieszy i buduje. Środowy mecz to dla nas kolejna lekcja, z której na pewno dużo skorzystamy. Co prawda nie da się przewidzieć wyniku, ale przecież przed nami jeszcze wiele spotkań z Kielcami w tym sezonie...

Zagracie na luzie?

- Nie, tak nie można powiedzieć. Przecież to nie zabawa. Ale chcę powiedzieć, że podchodzimy do najbliższego starcia z większym spokojem niż do spotkań ligowych, w których walczyliśmy o ważną pozycję w tabeli. Zawodnicy są bardzo podekscytowani tym meczem i dzięki temu, że w ostatnim czasie dobrze sobie radziliśmy, są dobrej myśli.

A co, jeśli Wisła znów przegra z Vive Targi? To już może mieć negatywny wpływ na zespół?

- Na pewno będziemy w pełni skoncentrowani i zagramy na sto procent naszych możliwości. Jeśli przegramy, to pozostanie jeszcze spotkanie rewanżowe w Płocku. W żadnym wypadku nie składamy broni.

Czego najbardziej się obawiacie? I jak drużyna sobie z tym poradzi?

- Cały zespół Vive Targi jest niebezpieczny. Naszym zadaniem na boisku nie będzie skupianie się na szczególnym zawodniku i powstrzymaniu go. Będziemy po prostu uważać na całą drużynę. Rywale to kolektyw, bardzo dobrze zorganizowany i groźny. Ale my też potrafimy walczyć.



* Thomas Sivertsson został trenerem płocczan pod koniec grudnia. Umowa obowiązuje na razie do końca sezonu. Szwed urodził się 21 lutego 1965 roku. Jest zupełnie inny niż poprzedni szkoleniowiec nafciarzy, Duńczyk Oliver Jensen, który słynął z zadziornego temperamentu. Sam Sivertsson twierdzi, że jest "mistrzem szczegółu" i że nie lubi krzyczeć na zawodników. "Srebrna skała", jak mówi się o szkoleniowcu, ma za sobą bogatą karierę zawodniczą - przez 11 lat grał w szwedzkim HK Drott (cztery mistrzostwa na koncie, miano Gracza Roku), dwa lata spędził w hiszpańskim Granollers oraz przez osiem sezonów bronił barw duńskiego KIF Kolding (5 tytułów). Grając w KIF, awansował do półfinału Ligi Mistrzów, a podczas występów w Drott dwukrotnie zagrał w finale Pucharu EHF. W reprezentacji Szwecji wystąpił 208 razy i zdobył 458 goli. W Altancie i Sidney był wicemistrzem olimpijskim, w 1999 roku mistrzem świata, a w 1997 i 2001 wicemistrzem. Trzy razy - w 1998, 2000 i 2002 roku - zdobywał mistrzostwo Europy. Od 2004 roku pracował albo jako trener albo jako dyrektor sportowy w Kolding. W poprzednim sezonie sam prowadził ekipę KIF, zdobywając z nią mistrzostwo kraju. Drugie w kolekcji (są w niej jeszcze trzy puchary Danii).