Gigantyczne zainteresowanie, gigantyczne problemy. System padł na Lwach

Piłka ręczna. Falstart internetowego systemu sprzedaży biletów na hitowy mecz Vive Targi w Lidze Mistrzów z niemieckim Rhein-Neckar Löwen (Hala Legionów, sobota godz. 16). Szansa na wejściówkę równała się prawie wygranej w totolotka. - Gdyby była taka możliwość, to mecz obejrzałoby około 20-25 tysięcy widzów - mówi Radosław Wasiak, dyrektor Vive Targi.
- Wszedłem na stronę klubową [www.vivetargi.pl - przyp. red.] punktualnie o godz. 12, ale system od początku źle działał. Gdy po naprawdę wielu staraniach udało mi się wreszcie zalogować i wypełnić formularz, to okazało się, że nie ma już biletów! Wolałbym chyba już, tak jak dawniej, stać przez kilka godzin w kolejce i mieć pewność, że kupię bilet - żalił się Piotr Skowron, jeden z tych, którzy odeszli z kwitkiem. W podobnej sytuacji są tysiące kibiców. - W pierwszym kwadransie na naszą stronę klubową było ponad 12 tysięcy wejść - informuje Wasiak.

Przekładana z powodu wcześniejszych kłopotów (np. brak współpracy z najpopularniejszą przeglądarką - Internet Explorer) internetowa przedsprzedaż była prawdziwą walką o ostatnie... 700 biletów. Poza oficjalną stroną można je było kupować w studiu Foto Perfect (ul. Paderewskiego 32) oraz biurze podróży Bilbao Travel (ul. Leonarda 1). W obu już od godzin rannych ustawiły się tłumy. - Już przed 9 stało około 30 chętnych - mówi Wioletta Plech z Bilbao Travel. - Udało nam się sprzedać niecałe 200 biletów. A i tak mieliśmy ułatwione zadanie, bo nie musieliśmy potwierdzać polecenia przelewu, gdyż klienci płacili gotówką. Od 12.30 system non stop był już przeciążony, zawieszał się. Aż wreszcie pojawił się komunikat, że wszystkie wejściówki zostały sprzedane - dodaje.

Skąd tak olbrzymie trudności? - Nikt w MOSiR-ze [zakupił system - przyp. red.] ani w klubie nie był w stanie przewidzieć dokładnie aż tak dużego zainteresowania. Monitorowałem przedsprzedaż i wiem, że wczoraj bilety rozeszły się dokładnie w kwadrans. Potem przeciążona strona się zawieszała - przyznaje znający problem informatyk z MOSiR-u.

Czy to wina firmy, która go uruchamiała? - Wiem, że takie sugestie pojawiły się na forum klubowym, ale to nieprawda. Ten sam Intrasoft24 z Warszawy korzystał ze swojego systemu w niedzielę podczas losowania eliminacji mistrzostw Europy. Referencje miał więc znakomite, a z ofert, które do nas trafiły, zaprezentował się zdecydowanie z najlepszej strony - dodaje.

Co można zrobić, by koszmar kibiców się nie powtórzył? - Są dwie drogi. Zakup lepszego, działającego szybciej serwera lub jeśli nie będziemy w stanie tego zrobić - wydzierżawienie wirtualnego. To chyba nawet lepsze, a z pewnością tańsze rozwiązanie - uważa fachowiec z MOSiR-u.

Kibice są rozczarowani. - Nie ma żadnego sensu taka dystrybucja, wątpię, by coś się poprawiło. Dostać bilet to jak wygrana w totolotka. Druga sprawa to jak można sprzedawać tak mało wejściówek? Czy tylko sponsorzy i VIP-y się liczą? Przecież to prawdziwi kibice zdzierają gardła - mówił w ich imieniu pan Jerzy, stojący w Bilbao Travel kilka godzin.

- Już przed sezonem zachęcaliśmy, także zniżkami, do zaopatrywania się w karnety na ten wyjątkowy rok. Co do systemu internetowego to wypróbowaliśmy go przed pojedynkiem z Chrobrym Głogów i działał bez większych zarzutów. Teraz zainteresowanie niestety przekroczyło możliwości techniczne. Nie zamierzamy jednak rezygnować z takiej formy zakupu, choć takich problemów postaramy się uniknąć - podkreśla Wasiak.