Sport.pl

ME w piłce ręcznej: Spóźniona pogoń za medalem

Gonili, gonili, ale nie dogonili. Po fatalnej pierwszej połowie polscy piłkarze ręczni nie zdołali odrobić strat i przegrali z Islandią 26:29 mecz o trzecie miejsce mistrzostw Europy.
W Pekinie drużyna z wyspy gejzerów zabrała nam półfinał igrzysk olimpijskich, teraz pozbawiła medalu mistrzostw Europy.

Niedzielnego meczu obawiano się nie z powodu wspomnień. Drużyna Bogdana Wenty bardzo przeżyła porażkę w półfinale z Chorwacją. - Mam nadzieję, że wszyscy weźmiemy się do kupy i nie odpuścimy - mówił w sobotę Mariusz Jurasik

Pierwsze minuty były nerwowe z obu stron. A potem zrobiło się jeszcze gorzej. Do pracy jako pierwsi wzięli się Islandczycy, gra Polaków do złudzenia przypominała pierwsza połowę z czwartkowego, ostatniego meczu drugiej rundy z Francją. Połowy, którą biało-czerwoni rozegrali w beznadziejnym stylu i po której podkreślali, że taka postawa nigdy nie powinna się przydarzyć.

Przydarzyła się. Znów były więc proste straty piłki, nieskuteczny atak, niepotrzebne faule w obronie. To dlatego Karol Bielecki już w 11. minucie dostał drugą dwuminutową karę i Bogdan Wenta zdjął go z boiska.

Spokojni Islandczycy tylko na to czekali. Wykorzystywali każdy błąd Polaków, skutecznie kontratakowali, nie mieli wielkich problemów z przebiciem się przez sławną już defensywę biało-czerwonych, na lewym skrzydle szalał Gudjon Valur Sigurdsson, klubowy kolega Sławomira Szmala i Bieleckiego w Rhein-Neckar Löwen.

Problemy, i to poważne, mieli natomiast w ataku Polacy. Rywale odsunęli obronę od swego pola bramkowego, by mocniej nacisnąć na naszych rozgrywających. Z takim pomysłem na defensywę gracze Wenty sobie nie radzili. Wyglądali na kompletnie rozbitych, jakby odbębniali mecz, który po prostu trzeba zagrać. Było to widać już na rozgrzewce, na której nie pokazywali tyle emocji co dzień wcześniej, przed półfinałem z Chorwacją. Nawet liczni polscy kibice sprawiali wrażenie zrezygnowanych. Smutni patrzyli, co dzieje się na boisku. A tam przewaga Islandii rosła w oczach - z 1:0 zrobiło się 1:4, a potem 2:6, 3:8, 6:12. Bogdan Wenta wziął czas, ale po nim rywale wciąż punktowali jak wytrawny bokser - 6:13, 8:16 i w końcu tuż przed przerwą 10:18.

Nawet sam trener nie umie wytłumaczyć, jak to się dzieje, że w kilka minut zawodnicy potrafią zmienić się niczym kameleon. - Często zadaję sobie to pytanie. Czasami też na ławce rezerwowych pytam chłopaków: "Powiedzcie mi, jak to jest". I dalej nie wiem - mówi Wenta.

W każdym razie Polacy potrafią. Po przerwie wszyscy przecierali oczy ze zdumienia, patrząc na to, co robią biało-czerwoni. Sygnał do zmasowanego ataku dał Szmal wybrany zresztą do Drużyny Marzeń jako najlepszy bramkarz mistrzostw. Jak wcześniej strata rosła, tak teraz malała w oczach - 12:20, 18:20, 23:25.

Aż wreszcie Polacy dobili do 25:26. Brakowało cztery i pół minuty do ostatniego gwizdka, bało-czerwoni włączyli żelazną obronę, a przede wszystkim zaczęli grać w ataku. Niestety, srebrni medaliści igrzysk w Pekinie otrząsnęli się. Dotarło chyba do nich, że pewny już prawie brązowy medal Polacy mogą im wyrwać. I zdobyli pierwszy medal mistrzostw Starego Kontynentu.

Polacy zaczęli turniej fenomenalnie, skończyli na smutno, trzema porażkami. Ale to i tak wyjątkowa drużyna w całym naszym sporcie. Od 2007 roku trzykrotnie dotarli do półfinału turnieju najwyższej rangi. Za rok pojadą na mundial do Szwecji. Jak zwykle po medal.

Przywitanie na Okęciu

Samolot z Wiednia wyląduje na Okęciu o godz. 11.25. O godz. 12 w nowej hali przylotów rozpocznie się ceremonia powitania reprezentacji piłkarzy ręcznych przez kibiców.

Polska - Islandia 26:29 (10:18)

Polska: Szmal, Wyszomirski - B. Jurecki 4, M. Jurecki 4, Tłuczyński 4 (1 z karnego), K. Lijewski 3, Jachlewski 3, Jaszka 2, Kuchczyński 2, Rosiński 2, Jurasik 1, M. Lijewski 1, Bielecki, Siódmiak, Żółtak, Jurkiewicz. Kary: 16 minut.

Islandia: Gustavsson, Gudmundsson - Sigurdsson 8, Gunnarsson 6, Gudjonsson 4, Atlason 3, Stefansson 3, Palmarsson 2, Ingimundarson 2, Petersson 1, Svavarsson, Geirsson, Hallgrimsson, Asgeirsson, Jakobsson, Gudmundsson. Kary: 8 minut.

Sędziowali: Nordine Lazaar i Laurent Reveret (Francja). Widzów: 11000.

Po co proszą o fair play - oświadczenie Bogdana Wenty&nbps»


Więcej o: