Piłka ręczna. Dlaczego Polska wypada z czołówki? Bo działacze zapomnieli działać

- Mamy jedną z najlepszych drużyn świata, więc żądam aby Związek Piłki Ręcznej w Polsce zgłosił kandydaturę naszego kraju do organizacji mistrzostw świata i Europy - mówił siedem lat temu Bogdan Wenta. - Wciąż prosimy związek, by opracował program, który zachęcałby dzieciaki do grania w piłkę ręczną. Nasza dyscyplina w Polsce umiera - alarmował Sławomir Szmal. ZPRP dopiero od dwóch lat naprawdę dba o promocję szczypiorniaka i wyszkolenie nowego pokolenia zawodników. Dlatego na powrót kadry do światowej czołówki będziemy musieli poczekać




Tałant Dujszebajew jako zawodnik był m.in. mistrzem olimpijskim, dwukrotnie zdobywał mistrzostwo świata, również dwa razy triumfował w Lidze Mistrzów. Jako trener Kirgiz z hiszpańskim paszportem może się pochwalić przede wszystkim trzykrotnym wygraniem Ligi Mistrzów. Z Polską otarł się o olimpijskie podium w Rio de Janeiro, gdzie zajęliśmy czwarte miejsce, choć bardzo niewiele brakowało, byśmy zagrali w finale (przegraliśmy po dogrywce z Danią, jedną bramką). Z naszą kadrą Dujszebajew miał pracować do 2020 roku. Za cel stawiał sobie odmłodzenie zespołu i przygotowanie go tak, by w optymalnej formie był już na igrzyska w Tokio. Po niedzielnym remisie z Białorusią w Płocku (27:27) szkoleniowiec ogłosił, że poda się do dymisji. Tylko punkt zdobyty w trzech z sześciu meczów eliminacji ME 2018 przekreśla nasze szanse na grę w chorwackim turnieju. A brak występu w nim oznacza bardzo trudną drogę do finałów MŚ 2019, na których trzeba być i zagrać dobrze, by zapewnić sobie walkę o Tokio w jednej z imprez eliminacyjnych.

Dujszebajew próbował jak najszybciej wprowadzić do naszej kadry zawodników młodych, bo chciał, by do 2020 roku zyskali jak najwięcej doświadczenia. Na styczniowych MŚ we Francji w naszym składzie było aż 12 debiutantów w turnieju tej rangi. Dopiero 17. miejsce pokazało, że młodzież musi się jeszcze sporo nauczyć, by Polska była jedną z najlepszych drużyn, jak w latach 2007 - 2016, gdy zdobywała medale MŚ (srebro w 2007 roku oraz brąz w roku 2009 i 2015) i była blisko takich sukcesów (czwarte miejsca na ME 2010 oraz IO 2016, piąta pozycja na IO 2008).

Gwiazdy prosiły o sprzęt i turnieje. Tłumaczyły: "dzieci nie mogą grać na betonie"

Brak następców dla graczy takich jak Szmal, Karol Bielecki, bracia Marcin i Krzysztof Lijewscy, Mariusz Jurasik czy Grzegorz Tkaczyk obciąża Związek Piłki Ręcznej w Polsce.

- Wciąż prosimy związek, by opracował program, który zachęcałby dzieciaki do grania w piłkę ręczną. Stworzenie czegoś takiego kosztuje, ale trzeba zainwestować. Nie może być tak, że wszędzie brakuje wyszkolonych trenerów, że jak się już w piłkę ręczną gdzieś gra, to na betonowym boisku i pod okiem nauczyciela WF-u, który często nie zna zasad - mówił Szmal w rozmowie ze Sport.pl w 2010 roku. Kapitan drużyny, najlepszy szczypiornista świata za rok 2009, apelował do szefów federacji, ale ci go nie słuchali. - Mamy jedną z najlepszych drużyn świata, więc chętnie podpiszę się pod apelem: "żądam, aby Związek Piłki Ręcznej w Polsce wraz z Polskim Komitetem Olimpijskim oraz wszystkimi władzami i przyjaciółmi piłki ręcznej zgłosił kandydaturę naszego kraju do organizacji mistrzostw świata i Europy" - dodawał trener Bogdan Wenta. A Marcin Lijewski tłumaczył to, co oczywiste: "fani byliby z piłką ręczną dłużej niż tylko raz do roku, kiedy gramy w wielkim turnieju, gdyby taki turniej zobaczyli na własne oczy, gdybyśmy go zorganizowali u siebie". Wielkiem imprezy doczekaliśmy się dopiero w 2016 roku. Ale niektórzy, jak choćby cytowany Lijewski, polskie ME przeżywali już tylko w roli kibica.

Wenta i jego zawodnicy o problemach swojej dyscypliny mówili dziennikarzom, ale też wiele razy protestowali, nie godząc się z organizacyjnymi wpadkami związku. - Czasem trzeba było walnąć w stół, żeby pewne sprawy nabrały tempa. Nam nie chodziło o pieniądze. Chcieliśmy normalności, a nie np. problemów z załatwieniem dla nas sprzętu. Wiedzieliśmy, co jest niezbędne do osiągnięcia dalszych sukcesów, nie zgadzaliśmy się na tkwienie w marazmie. Mówiliśmy, że musimy się wzorować na siatkówce - wspomina Artur Siódmiak.

W końcu, w 2010 roku, ZPRP pozyskał sponsora strategicznego - PGNiG. Ale dopiero bieżący sezon jest pierwszym, w którym liga funkcjonuje jako zawodowa. I dopiero od 2015 roku działa prawdziwy program szkolenia. "Ośrodki Szkolenia w Piłce Ręcznej" to po 16 liceów damskich i męskich i 48 gimnazjów dla dziewcząt i chłopców oraz klasy sportowe w szkołach podstawowych na terenie całego kraju. Liczymy, że niektórzy absolwenci zasilą kadrę na MŚ 2023, które Polska zorganizuje wspólnie ze Szwecją. - Szkoda, że to wszystko ruszyło dopiero teraz, a nie w 2007 roku, kiedy zdobyliśmy wicemistrzostwo świata. W naszym kraju mającym prawie 40 milionów ludzi piłkę ręczną trenuje tylko 25 tysięcy osób, a w Danii, która ma niecałe sześć milionów obywateli, zrzeszonych jest 120 tysięcy zawodników .To pokazuje ile jeszcze pracy przed nami - mówi Siódmiak, który w swoich akademiach szkoli dzieci z "podstawówek", nieobjęte związkowym programem.

Wyjątkowe pokolenie już było

Były obrotowy kadry ma nadzieję, że do roku 2023, czyli do polsko-szwedzkich MŚ, w naszym kraju będzie 50 tys. zarejestrowanych zawodników. Nawet jeśli uda się podwoić liczbę szczypiornistów, to i tak nie będziemy mogli się równać z największymi. Francuzi organizując mundial kilka miesięcy temu chwalili się, że od roku 2000 liczbę osób uprawiających piłkę ręczną w swoim kraju powiększyli z 270 do aż 520 tysięcy.

Oczywiście można przypomnieć, że ta przepaść była równie wielka wtedy, gdy Wenta złożył z Polaków zespół, który przez lata bił się z najlepszymi. Ale trzeba pamiętać, że charyzmatyczny szkoleniowiec z wielką przeszłością w roli zawodnika trafił na wyjątkową grupę. - Wtedy trafiły się nam wielkie talenty, jak Karol Bielecki czy Grzesiek Tkaczyk. Teraz od lat obserwuję młodzież, dla kadry szukałem zdolnych chłopaków w klubach i takich talentów nie widzę. W młodzieżówce jest kilku wyróżniających się chłopaków, ale dystans między ich umiejętnościami a wymaganiami, które są na najwyższym, seniorskim poziomie, jest nie do pokonania w rok czy dwa. Dlatego czeka nas długa przerwa od sukcesów - mówi Damian Wleklak, były kapitan kadry, jej były trener, a później opiekun reprezentacji B i młodzieżowej.

Tkaczyk miał 21 lat, a Bielecki 22, gdy przechodzili z ligi polskiej do niemieckiego Magdeburga, wówczas jednej z najpotężniejszych drużyn świata. I obaj z miejsca stali się wielkimi gwiazdami "Gladiatorów". Teraz z 17 zawodników wybranych na mecze z Białorusią tylko jeden Kamil Syprzak gra w zagranicznym klubie, w Barcelonie. - My prawie wszyscy graliśmy w Bundeslidze, Bogdan nas scalił, stworzył z nas zespół i poprowadził do sukcesu - wspomina Siódmiak.

Czyli pokolenie jakie trafia się raz na wiele lat właśnie żegnamy. Teraz musimy czekać na efekty pracy u podstaw. Tej, za którą zabrano się o wiele za późno.