Piłka ręczna. Dujszebajew już niemal pewny. Wiceprezes ZPRP: Mamy nóż na gardle, możemy wybrać tylko jednego człowieka

- Mamy nóż na gardle, dlatego możemy wybrać tylko jednego człowieka - mówi w rozmowie ze Sport.pl Bogdan Sojkin. Wiceprezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce ma na myśli Tałanta Dujszebajewa. Niemal na pewno w sobotę Kirgiz z hiszpańskim paszportem zostanie oficjalnie przedstawiony jako nowy trener reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych
Łukasz Jachimiak: Prezes i wiceprezesi ZPRP są gotowi do spotkań z dwoma kandydatami na trenera reprezentacji Polski wytypowanymi przez komisję konkursową?

Bogdan Sojkin: Do rozmów ma dojść w piątek wieczorem, choć dopiero po południu będziemy wiedzieli czy obaj kandydaci na pewno zdążą dojechać. Na wszelki wypadek nastawiamy się również na taki wariant, że rozmowy odbędą się dopiero w sobotę rano.

Ale terminu posiedzenia zarządu nie zmieniacie? Następcę Michaela Bieglera, zgodnie z planem, wskażecie w sobotę, najpewniej jeszcze przed południem?

- Takie są plany. Co prawda czwartek spędziłem w Gdańsku i pewnie nie wiem tyle, ile wie nasz dyrektor sportowy [Jerzy Eliasz], który wszystko w tej sprawie załatwia, ale sądzę, że rozmowy będą jednak w piątek wieczorem.

Prezydium ma już swojego faworyta, prawda?

- Postanowiliśmy, że decydować będą wszyscy członkowie zarządu, planujemy zrobić głosowanie. To za poważna sprawa, żeby decydować w wąskim gronie. Zależy nam na tym, żeby wybrać optymalne rozwiązanie.

To rozwiązanie nazywa się Tałant Dujszebajew?

- Mówię uczciwie - nie wiem, jakich dwóch kandydatów wskaże komisja. Za to odpowiada dyrektor sportowy razem z Zygfrydem Kuchtą. W Warszawie będę w piątek po południu, dopiero wtedy się dowiem, z kim się spotkamy. Na razie wiem tyle, że mamy być obecni wszyscy, a nie tylko ścisły zarząd. Na pewno będzie pełna otwartość.

Pan otworzy się na tyle, żeby zdradzić nam swojego faworyta?

- Sądzę, że już w piątek wieczorem wszystko będzie jasne, może już wtedy dojdzie do głosowania. Tyle mogę powiedzieć.

Z jakichś względów jeszcze pan nie wie, na kogo zagłosować, czy nie chce pan podać nazwiska?

- Mam jednego faworyta. W obecnej sytuacji naszym trenerem może być tylko jedna osoba.

Myśli pan o Dujszebajewie?

- Może się pan domyślać, o kogo chodzi. To osoba sprawdzona, doświadczona. Wątpliwości są tylko takie, że wiele osób chce, żebyśmy mieli trenera krajowego.

Jerzy Eliasz też mi o tym wspominał, dodając, że czas jest zbyt trudny, że oddając teraz kadrę młodemu trenerowi z Polski w razie niepowodzenia ten trener miałby zniszczoną karierę. Chyba trudno się nie zgodzić?

- Oczywiście, moglibyśmy spalić chłopaka. W obecnej sytuacji mamy nóż na gardle (już na początku kwietnia reprezentacja zagra w eliminacjach do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro) dlatego możemy wybrać tylko jednego człowieka.

Dujszebajew był świetnym zawodnikiem, a jako trener już trzy razy wygrał Ligę Mistrzów, w której ostatnio zajął trzecie miejsce z Vive Kielce. Ma minusy?

- Jak się popatrzy na aplikacje złożone do konkursu, to sprawa jest jasna.

Kwestia finansów nie okaże się decydująca?

- Finanse są sprawą drugorzędną. W komisji konkursowej znalazł się przedstawiciel ministra sportu, żeby było zachowana czystość, żeby nikt nie powiedział, że my się bawimy na własnym podwórku. Pojawiają się określenia na nas takie jak Bizancjum. Jak moi koledzy, z którymi przez 20 lat występowałem na boisku mówią mi, że tworzymy Bizancjum, to jest to przykre i chore. Doprowadziliśmy do tego, że w związku jest naprawdę dobra sytuacja finansowa i z tego trzeba się cieszyć. To przecież duży plus, taka sytuacja pozwala nam zrobić wiele rzeczy.

Ale - jak rozumiem - obecność w komisji konkursowej przedstawiciela resortu sportu wiąże się też z tym, że ministerstwo będzie partycypowało w kosztach utrzymania trenera, wykładając dla niego, tak jak dla Michaela Bieglera, 8,5 tys. brutto miesięcznie?

- Tak, ale co to są za pieniądze dla trenera reprezentacji Polski? To tylko jeden element pensji.

To ile trzeba będzie dorzucić Dujszebajewowi, mimo że on bardzo dobrze zarabia w Kielcach?

- Co najmniej drugie tyle.

Chyba mocno się pan myli na korzyść związku. Przecież nawet uznawany za niedrogiego trenera Biegler dostawał 20 tysięcy.

- Może dodać trzeba będzie więcej. Rozmów na temat pieniędzy jeszcze nie było, na to będzie czas w piątek. Ale nie ma o co się martwić.





Czy brat Adama Małysza skakał? Co wiesz o rodzeństwach w sporcie? [QUIZ]