Mistrzostwa Europy piłkarzy ręcznych. Ten blamaż trzeba bardzo szybko zmazać

Jako trenera potrzebujemy nowego człowieka. Najlepiej z Polski, bo reprezentacja ma mało czasu. Młodego, z entuzjazmem, z nowym spojrzeniem. Żeby osobowością i pomysłami przekonał zawodników, żeby ich za sobą porwał.
Rozmowa z Wojciechem Nowińskim, komentatorem Polsatu, byłym zawodnikiem i trenerem

ŁUKASZ JACHIMIAK: Michael Biegler podał się do dymisji, a ZPRP ją przyjął. Jest pan zaskoczony?

WOJCIECH NOWIŃSKI: Należało się spodziewać dymisji. Po tym, co się wydarzyło w meczu z Chorwacją - a w dalszym ciągu nie znajduję na to nazwy, wiem tylko, że "katastrofa" to za delikatne słowo - była to absolutnie logiczna kontynuacja wypadków. Wszyscy powinni sobie zdawać sprawę z tego, że po takiej porażce trener traci kredyt zaufania nie tylko u widowni, ale i u zawodników.

Po meczu Biegler powiedział, że gracze wyglądali, jakby dźwigali 50-kilogramowe worki, a on nie potrafił tego ciężaru z nich zdjąć. Nawet wielki Kamil Syprzak odbijał się od Chorwatów.

- Zawiodło przygotowanie fizyczne i psychiczne. Byli zawodnicy, którzy wykazywali wyraźne oznaki zmęczenia, jak Syprzak, a byli i tacy, którzy byli przemotywowani, co bardzo przeszkadzało w grze.

To było wyraźnie widać zwłaszcza po Michale Jureckim.

- Oczywiście, po nim najbardziej. Emocje wzięły górę. Trzeba też powiedzieć, że ze świetnie dysponowaną Chorwacją wypadliśmy po prostu bardzo blado sportowo w obronie i w ataku.

Ich obrona 3-2-1 była absolutnie do przewidzenia. Podejmowaliśmy próby rozbicia tej defensywy, ale albo zbyt czytelne, albo za wolne. Brakowało pomysłu, bo grę w ataku chcieliśmy koncentrować w środkowym sektorze boiska, który przy ustawieniu 3-2-1 jest broniony najlepiej. Każdy wie, że przy takiej obronie trzeba szukać pozycji rzutowej na skrzydłach albo między pierwszym i drugim obrońcą. To są newralgiczne punkty obrony, a my graliśmy tak, jakby to była dla nas nowość. A kiedy już pojawił się pomysł, to brakowało tempa. Dlatego odbijaliśmy się też od obrony 6-0 i 5-1, choć jeszcze 6-0 kilka razy wykorzystaliśmy. Ale wystarczyło, że wysunął się jeden Duvnjak, i całkowicie dezorganizował nasz atak. Klasyczny sposób grania okazał się dla naszej drużyny strasznie wysoką przeszkodą. Nie chcę kopać leżącego, ale od długiego czasu było widać u nas brak organizacji ataku.

Trener Biegler zachował się honorowo, federacja też zrobiła to, co zrobić powinna, ale problemu nam to nie rozwiązuje. W kwietniu są eliminacje olimpijskie, w sierpniu prawdopodobnie udział w igrzyskach, czyli w drużynie rewolucji nie wolno robić, ale trzeba zrobić coś, co pozwoli jej grać inaczej. Jak?

- Musimy choć częściowo zamazać krakowski blamaż, uzyskując awans do igrzysk. A żeby tego dokonać, nie wolno nam nagle wszystkiego zmieniać. Należy wykonać drobny retusz, nie może być mowy o rewolucji, nie wolno teraz odmładzać drużyny. Zresztą nie mamy młodych zawodników, którzy mogą wejść do drużyny i utrzymać jej poziom sportowy. Podstawowi gracze już wielokrotnie udowodnili, że potrafią grać w piłkę ręczną. O zmianie generacji możemy myśleć dopiero po igrzyskach. Trzeba przeorganizować system gry, a czasu jest mało.

Co trzeba i można zmienić najpilniej?

- Zgrupowań nie będzie już tak dużo, jak było przed Euro. Ale zawodników mamy bardzo doświadczonych, myślę, że kilka nowych rozwiązań gry można wprowadzić bardzo szybko. Oczywiście zespołowych, nie indywidualnych. Myślę o ataku pozycyjnym. Trzeba też zorganizować szybki atak w drugie i trzecie tempo. Tego zupełnie nie pokazujemy, a te elementy miały bardzo duży wpływ na poziom gry naszego zespołu. W defensywie też trzeba spróbować nowych systemów ustawienia. Nowy trener powinien popróbować różnych.

Potrafi pan wskazać dobrego kandydata na nowego trenera?

- Nie chcę tego robić. W tej chwili wszyscy mówią, kto powinien zostać trenerem. I ci, którzy się na piłce ręcznej znają, i ci, którzy się nie znają kompletnie.

Pan się zna, dlatego proszę o wskazanie kierunku.

- O igrzyska będziemy walczyć już w kwietniu, dlatego trenera szukałbym w Polsce. Przyjazd szkoleniowca zagranicznego oznaczałby, że potrzebuje czasu na rozpoznanie, a rozpoznanie nie może następować bojem. Trzeba się poznać wcześniej, nie narażać się na nerwowe eliminacje. Dlatego postawiłbym na któregoś z naszych młodych trenerów.

Dlaczego młodych, a nie doświadczonych?

- A którzy z tych doświadczonych mogliby być brani pod uwagę?

Daniel Waszkiewicz, Bogdan Kowalczyk, Jarosław Cieślikowski, który z Bieglerem do końca walczył o stanowisko w 2012 roku. Ale zaznaczam, że nie mam przekonania do tych nazwisk, tylko chcę poznać pańskie zdanie.

- Wymienione nazwiska to już historia. Potrzebujemy nowego człowieka. Z entuzjazmem, z nowym spojrzeniem. Żeby swoją osobowością i swoimi pomysłami na grę przekonał zawodników, żeby ich za sobą porwał. Starszym szkoleniowcom byłoby o to bardzo trudno.



Ale łomot! A memy po porażce Polaków jednak bawią