Nikola Karabatić i jego koledzy staną przed sądem. Ustawili mecz?

Nikola Karabatić, jeden z najlepszych piłkarzy ręcznych na świecie, stanie wraz z 16 innymi osobami przed sądem za ustawienie meczu Montpellier - Cesson (28-31) z maja 2012 roku.
W tym gronie znajduje się jego brat Luka oraz kilku kolegów z Montpellier - Issam Tej, Dragan Gajić, Samuel Honrubia oraz Primoz Prost. Bracia Karabatić oraz Honrubia to aktualni mistrzowie świata; Francja podczas zakończonego niedawno mundialu pokonała w finale Katar 25-22.

Wspomniany mecz odbył się w ostatniej kolejce sezonu 2011/12. Montpellier miało już zapewniony tytuł mistrzowski, natomiast Cesson walczyło o utrzymanie. Ustawiona miała zostać pierwsza połowa. Mistrzowie przegrali ją 12-15. Na zwycięstwo beniaminka w tej części meczu postawiono łącznie ok. 80 tysięcy euro. Wygrana wyniosła ponad 250 tys. Zakładów miały dokonać partnerki oraz inne bliskie piłkarzom ręcznym Montpellier osoby.

Podejrzenia wzbudził nadzwyczajny wzrost zainteresowania wynikiem pierwszej połowy. Zaalarmowana została prokuratura, która wszczęła w tej sprawie śledztwo. Początkowo wszystkich sześciu zawodników zawieszono na sześć spotkań. Po odwołaniu anulowano jednak kary Nikoli Karabaticiowi (dzisiaj gra w Barcelonie), Gajiciowi i Tejowi.

Mętne tłumaczenia

W opublikowanym raporcie mającym 79 stron prokurator Patrick Desjardins zwraca uwagę m.in. na nieprzekonujące wyjaśnienia oskarżonych. Większość przyznała się do zawarcia zakładów - w tym Luka Karabatić z partnerką Jeny Priez - lecz zaprzeczyła, jakoby zrobiła to w zmowie. Jakiegokolwiek udziału wypierają się trzej piłkarze - Nikola Karabatić, Tej oraz Gajić.

Ale dowody zebrane przez prokuraturę są obciążające dla wszystkich. Na dzień przed meczem zanotowano znaczny wzrost liczby połączeń oraz wymienianych SMS-ów między zawodnikami. Nikola Karabatić ściągnął wtedy na telefon aplikację jednego z bukmacherów. Tłumaczył, że zrobiła to jego partnerka Geraldine Pillet, korzystając z jego telefonu. Ta przyznała się, że postawiła 1500 euro na Cesson. Tę wersję wydarzeń podważają jednak dwie rzeczy.

Tajemnicza wypłata

Po pierwsze, na trzy dni przed meczem właśnie taką kwotę Karabatić miał wypłacić z bankomatu. Co ważne, była to jego jedyna wypłata na przestrzeni kilku miesięcy. Po drugie, telefony Karabaticia i Pillet w momencie, gdy doszło do zawarcia zakładu, zalogowały się do sieci w różnych miejscach. Obrońca Jean-Robert Phung stara się podważyć wiarygodność takiej lokalizacji.

Dodatkowo, gdy 30 września po meczu z Paris Saint-Germain doszło do pierwszych aresztowań, Jeny Priez zadzwoniła do Luki Karabaticia i powiedziała mu, by "nie kłamał na policji". Skąd to wiadomo? Na telefony założono podsłuchy.

Prokurator Desjardins za mózg operacji uznaje Mladena Bojinovicia, obecnego zawodnika PSG. Używając sportowej terminologii, nazwał go "rozgrywającym". Serb oraz bracia Karabaticiowie nie zagrali w meczu z Cesson, ale jego zdaniem wzięli aktywny udział w całej operacji. Na niekorzyść Bojinovicia przemawia dodatkowo to, iż na policji nie złożył żadnych wyjaśnień. Tłumaczył, że nic nie pamięta.

"Nietypowy przebieg meczu"

Spotkanie Montpellier - Cesson przeanalizowali również eksperci. Doszli do wniosku, że zachowanie zawodników oraz dane statystyczne wskazały na "nietypowy przebieg meczu" oraz podkreślili mniejsze zaangażowanie piłkarzy. To jednak można tłumaczyć tym, iż był to ostatni mecz sezonu, gdy mieli już zapewnione mistrzostwo.

Desjardins podkreślił, że "wszyscy realizowali ściśle określone zadania, jak w prawdziwym zespole". "Zespół cały czas jest zjednoczony, nawet w obliczu porażki", stwierdził prokurator. Część pieniędzy miała być użyta na posezonową wycieczkę na hiszpańską Ibizę.

- Bardzo źle radzą sobie z tą sytuacją - powiedział obrońca braci Karabaticiów, Jean-Robert Phung. - Chcą zostawić za sobą tę sprawę tak szybko, jak to tylko możliwe. Wiedzieliśmy, że dojdzie do skierowania sprawy do sądu.

Proces rozpocznie się prawdopodobnie w połowie tego roku. Oskarżonym grozi do pięciu lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości 75 tysięcy euro.

Najlepsze gole weekendu, których nie widzieliście