MŚ piłkarzy ręcznych 2015. Lijewski: Nie oglądać swoich kwaśnych min

- W Oviedo chcemy się sprawdzić, z dobrymi humorami polecieć do Kataru, a dobre humory są tylko po zwycięstwach - przekonuje Krzysztof Lijewski. Od piątku do niedzieli w Hiszpanii nasi szczypiorniści zagrają towarzysko z Norwegią, Węgrami i zespołem gospodarzy. 16 stycznia, na początek MŚ, zmierzą się z Niemcami, których pokonali w eliminacyjnym dwumeczu. - Gdyby coś takiego zrobiła FIFA, byłby skandal na cały świat. A u nas środowisko poburczało przez trzy dni i koniec - mówi jeden z liderów kadry o wprowadzeniu Niemców na mundial kuchennymi drzwiami.
Łukasz Jachimiak: Przez Oviedo, gdzie zagracie towarzysko z Norwegią, Węgrami i Hiszpanią, lecicie do Kataru na mistrzostwa świata. Chyba bez wielkiej presji, skoro nikt nie oczekuje od was medalu?

Krzysztof Lijewski: Myślisz, że da się zagrać na mundialu bez presji?

Myślę, że z zupełnie innymi oczekiwaniami będziecie musieli się zmierzyć za rok, na mistrzostwach Europy w Polsce.

- Wiadomo, że turniej we własnym kraju będzie psychicznie trudniej znieść. Za rok kibice i dziennikarze nie dadzą nam zapomnieć, o co gramy. I dobrze, bo z drugiej strony czego mielibyście oczekiwać od zawodników, którzy od lat grają na najwyższym poziomie? Przecież w naszej kadrze każdy potrafi grać w piłkę ręczną i praktycznie każdy grał już o bardzo dużą stawkę. U nas nie ma zawodników niesprawdzonych, takich, którzy się boją. A jak tacy się zbiorą w drużynie, to ta drużyna wie, że presja jest dobra, bo jeszcze bardziej mobilizuje. Ani za rok, ani już teraz nie mamy się czego bać. Wyjdziemy na parkiet i będziemy walczyć.

O co w Oviedo? Tam macie przede wszystkim złapać świeżość po ciężkich treningach?

- Najważniejsze, żeby zachować zdrowie, żeby nikt nam z kadry po tych meczach nie wypadł. Ale nie lubię, jak sportowcy mówią przed takimi turniejami, że wyniki nie mają znaczenia. My w spotkaniach z Norwegią, Węgrami i Hiszpanią chcemy się sprawdzić. Po to przez ostatni miesiąc zasuwaliśmy, żeby teraz ze spokojnymi głowami i dobrymi humorami polecieć do Kataru, a dobre humory są tylko po zwycięstwach. Pewnie, że w sparingach nie damy z siebie tyle, ile w meczach mistrzowskich, ale pracować na wynik nie zaczniemy dopiero w Katarze. My już od miesiąca robimy wszystko, żeby mundial skończyć ładnym obrazkiem.

Ładny obrazek to miejsce w "ósemce"? Ostatnie mistrzostwa skończyliście na 1/8 finału, byłby więc postęp.

- Ładny obrazek mamy mieć w lustrach, w które będziemy chcieli spokojnie spojrzeć po każdym meczu. Naprawdę nie myślimy o ostatecznym miejscu. Ono będzie dobre, jeśli w tych lustrach nie będziemy oglądać swoich kwaśnych min.

Nie mów, że zupełnie nie myślisz o wyniku, bo chyba nie da się całkiem wyłączyć takiego myślenia.

- Każdy mecz chcę wygrać, ale wiem, że rzadko udaje się wygrać wszystko. Dlatego najważniejsze jest, żeby za każdym razem do końca gryźć parkiet, a wtedy my sobie wybaczymy i kibice na pewno też nam wybaczą, jeśli któregoś spotkania nie uda się wygrać.

Michael Biegler stwierdził, że trafiliście do europejskiej grupy. Poza Arabią Saudyjską rzeczywiście nie macie egzotycznego rywala, bo nawet niżej notowana Argentyna jest groźna, o czym przekonaliście się na MŚ 2011, kiedy pokonaliście ją tylko jedną bramką, a ona sprawiła sensację, bijąc Szwedów, czyli gospodarzy.

- Zawsze się mówi, że mistrzostwa Europy są trudniejsze od mundialu. To zwykle jest prawda, ale nie tym razem. W Katarze nie będzie odpoczynku w meczach z maruderami [Polska zagra kolejno z Niemcami, Argentyną, Rosją, Arabią i Danią]. Ale trudno, nie ma co płakać, takie było losowanie.

Nieprawda, było inne. Mundial mieliście przecież zaczynać od spotkania z Australią, a nie z Niemcami. Różnica ogromna.

- Można by się zwrócić do Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego doszło do takiej zmiany. Ale nie warto, bo temat jest zakończony. Dziwne, że takie rzeczy zdarzają się w naszym sporcie [W Oceanii nie ma kontynentalnej federacji uznawanej przez IHF, dlatego odebrała ona Australii miejsce w turnieju i przyznała "dziką kartę" Niemcom, którzy przegrali eliminacyjny dwumecz z Polską]. Wyobrażasz sobie, że Niemcy odpadają w eliminacjach do piłkarskiego mundialu w Rosji, a wtedy FIFA wymyśla coś, żeby ich uratować? To byłby skandal na cały świat, media nie dałyby działaczom żyć. A u nas środowisko poburczało przez trzy dni i na tym koniec. W efekcie musimy znów zagrać z Niemcami i znów udowodnić, że jesteśmy od nich lepsi.

Decyzja IHF odbija się na niemieckich zawodnikach? Wysłuchują jakichś docinek, złośliwości?

- Mam w niemieckiej kadrze wielu kolegów, świetnie znamy się z nimi z Bundesligi i wiemy, że nikt im z tego powodu nie docina. Słusznie, bo przecież nie pisali do IHF podań o wpuszczenie ich na mundial kuchennymi drzwiami. Po tym, jak z nami przegrali, pogratulowali nam i życzyli powodzenia. A skoro też się dostali do mistrzostw, to zagrają, bo są od grania, a nie od gadania. Tak samo jak my. Dlatego w zespole już jakiś czas temu przestaliśmy o tym rozmawiać. Lepiej zająć się sobą, zobaczyć, jaki mamy potencjał. Ani Niemców, ani nikogo innego nie musimy się bać.

Na ile ten potencjał zwiększył się po dołączeniu do kadry Andrzeja Rojewskiego [Polaka, który mieszka w Magdeburgu, a w przeszłości grał w reprezentacji Niemiec], czyli partnera dla ciebie na prawej połówce rozegrania?

- Wiadomo, że leworęcznych zawodników na wysokim poziomie zawsze jest mniej niż praworęcznych. Trener Michael Biegler na pewno podniósł poziom drużyny, sięgając po Andrzeja. Mamy też Michała Szybę i on również jest wartościowym zawodnikiem, bardzo dobrze pokazał się w turnieju Christmas Cup. Super, bo im większa rotacja, tym mocniejszy zespół.

Jest szansa, że za rok, czyli na ME i - obyście tam wystąpili - igrzyskach w Rio będziesz się uzupełniał z Rojewskim, jak ze swoim bratem [Marcinem], kiedy zdobywaliście srebro i brąz MŚ?

- Na wszystko trzeba czasu, ale z każdym treningiem z Andrzejem zgrywamy się coraz lepiej. Za kilkadziesiąt kolejnych godzin wspólnych zajęć znów obaj uznamy, że zrobiliśmy postęp. Będzie dobrze.

Myślisz czasem o Rio?

- Tylko wtedy, kiedy ktoś przypomina, że mistrzostwa w Katarze będą ważne w kontekście walki o przepustki na igrzyska. Na pewno nie można dać plamy, żeby nie skomplikować sobie drogi do Brazylii. Ale jeszcze nie myślę, jak byłoby tam się znaleźć. Jest jeszcze półtora roku, dlatego tabliczki z napisem "Rio" w tej chwili nie widzę.

A jak widzisz układ sił przed mundialem? Francja nadal znajduje się piętro wyżej od całej reszty?

- Nie lekceważyłbym Niemców, bo znając ich mentalność, wiem, że będą bardzo dobrze przygotowani. Po eliminacjach zmienili trenera, wpuszczą troszkę świeżej krwi do drużyny, to im może pomóc. Ale oczywiście to nie jest zespół pokroju Francji. Widać, że tam na niesamowitym poziomie stoi szkolenie. Stara gwardia stopniowo odchodzi, a nowi zawodnicy wchodzą w taki sposób, że ich zespół nic nie traci na jakości. Francuzi mają mnóstwo świetnych chłopaków, dlatego cały czas piekielnie trudno ich ograć. Był taki moment, w którym wydawało się, że pękną, ale błyskawicznie się pozbierali i znów są faworytem każdej wielkiej imprezy. Gdyby ten turniej był rozgrywany w Chorwacji, to powiedziałbym, że oni mogą Francuzom się postawić. Ale bez wsparcia swoich kibiców nie dadzą rady. To samo można powiedzieć o Hiszpanii i Danii. Te trzy drużyny mogą zawalczyć, ale według mnie Francja jest od nich ciut wyżej.

Polscy piłkarze ręczni w MŚ...