"W trakcie kryzysu miałem przed oczami całe życie" - Mateusz ukończył maraton kozłując piłkami do kosza

Mateusz "Kofi" Kufel wpadł na niecodzienny sposób, żeby pokonać trasę maratonu w Poznaniu.

 W niedzielę 9 października na ulice Poznania wyruszyło tysiące biegaczy. Mimo mało sprzyjającej pogody nie brakowało głośnego dopingu i iście maratońskiej atmosfery. Wśród zawodników 17. PKO Poznań Maraton można było dostrzec Mateusza, który postanowił  w dość nietypowy sposób pokonać królewski dystans. Podczas pokonywania kilometrów kozłował piłkami do kosza.

Wyczyn wydaje się niemożliwy do wykonania – a jednak! Mimo kryzysów na trasie, zawodnik ukończył maraton i ustanowił nowy rekord Polski czasem 04:20:35.

-  Od 8 lat organizuję pokazy z użyciem piłek do kosza. W tej chwil wdrażamy nowe technologie audio-wizualne oraz iluzję sceniczną. Szukałem sposobu na realizację czegoś wyjątkowego z intencją pozostawienia światu czegoś więcej niż zwykły bieg. Przez całe przygotowania wspieraliśmy Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, prowadząc zbiórkę na profilu biegacza. Niestety przez małe problemy techniczne uniemożliwiono nam start w Warszawie i musieliśmy przełożyć temat na Poznań - opowiada Mateusz "Kofi" Kufel.

Kofi dodaje, że w  życiu nie ma barier i przekonuje, iż powinniśmy się otworzyć na wszelkie wyzwania. - Wszystko wyszło fantastycznie. Chcę przekazać ludziom, że jedyne, co nas w życiu ogranicza, to wyobraźnia. Wiem jak to brzmi, bo czasami jest bardzo ciężko, ale nie ma sytuacji, z której nie można wyjść. Kibice byli niesamowici! Bałem się problemów na trasie, ale doping, pomoc biegaczy oraz wsparcie na każdym etapie było niesamowite.

Mimo euforii na mecie, nie zabrakło również chwil słabości. - W trakcie kryzysu miałem przed oczami całe życie. To był ból nie do opisania. 10 lat uprawiam sport, ale moment, w którym po 38 kilometrze wszystkie ścięgna od kozłowania piłek są napięte jak łuk wyrywając stawy, jest nie do opisania. Trzeba być świrem. Serio. Miałem przed oczami moich przyjaciół i jedną myśl, że choćby mieli mi uciąć nogi - skończę to.

I udało się. Mateusz szczęśliwie dobiegł do mety z maratońskimi towarzyszami.

WIĘCEJ PODOBNYCH HISTORII ZNAJDZIESZ TUTAJ