Od 200 metrów w 6 łap, do 42 kilometrów w 10 łap

Najczęściej inspiracją jest inna osoba, jednak czasem jest nią... zwierzę! Przedstawiamy historię Piotra Kołodziejczaka, założyciela biegowej grupy Husky-Team Bydgoszcz.

To był długi wieczór, jak każdy inny po wielu godzinach pracy, kiedy w telewizji oglądasz cokolwiek i rozmyślasz Akurat leciał znany chyba wszystkim właścicielom huskych film "Przygoda na Antarktydzie". Byłem świeżo po ślubie, jednak przyzwyczajenia już zaczęły się zmieniać i z regularnych treningów na siłowni zostały tylko wspomnienia. Czegoś zaczynało brakować Energia kumulowała się w środku, lecz nie znajdowała ujścia.

Film i przemyślenia nie dawały spokoju, więc kilka dni później znaleźliśmy nowego członka rodziny - Bustera. Był to zaledwie kilkutygodniowy syberyjski husky, jednocześnie moja nowa nadzieja na ruch. Buster podrastał i podrastał, aż pewnego dnia okazało się, że spacer w koło osiedla to zdecydowanie za mało. Pies tej rasy musi się wybiegać. Ale ja mam biegać razem z nim? Ja, który nigdy nie zrobił biegiem kilometra, nie licząc lekcji wychowania fizycznego w podstawówce? Ja, który spędzam życie przed komputerem?

Nic to, chodźmy nauczyć się biegać.

Ponieważ padał śnieg, wróciliśmy bardzo szybko - ja zasapany, pies zasypany. Dystans imponujący - przebiegliśmy całe, niewyobrażalnie trudne 200 metrów. "To zdecydowanie nie dla mnie" - pamiętam jak rozmawiałem o tym z żoną. A jednak dwa dni później znów biegałem, choć znów dystans nie zachwycał. Tak się zaczęło. Okazało się, że można ruszyć nogami - wyjść pobiegać, czy też dłużej pospacerować - i że może to być całkiem przyjemne. Czas mijał, nagle okazało się, że przebiegnięcie 5 km traktuję jak zwykły trening. Celem, do którego należy zmierzać stała się"dycha". Dojście do tego wyniku zajęło 3 miesiące. Później pojawiły się pierwsze imprezy sportowe z psami - dogtrekking, czyli marsz lub bieg z psami na orientację, po lesie z mapą w ręku. Bardzo szybko okazało się, że można współzawodniczyć a nie tylko spacerować w lesie. 10 km stało się dystansem treningowym.

Piotr KołodziejczakPiotr Kołodziejczak Piotr Kołodziejczak Piotr Kołodziejczak

W maju kolejnego roku urodził się pomysł - start w zawodach biegowych. "Bydgoszcz na start" - 10 km i pierwsze w życiu trofeum w postaci medalu pamiątkowego i koszulki. Spodobało mi się. Kolejne miesiące przynosiły coraz więcej treningów i coraz więcej startów na krótkich dystansach. Po zaledwie dwóch latach pojęcie "połówki" zmieniło znaczenie - z butelki na sklepowej półce stało się dystansem, który  planowałem pokonać. Cały czas trenowałem ze swoim czworonożnym przyjacielem, chciałem więcej i więcej. Pierwszy start w półmaratonie zakończyłem spektakularną porażką. Nie poddałem się jednak i ukończyłem bieg przy kolejnym podejściu. Zmieniło się także życie, w którym nagle pojawił się drugi Husky. Tym razem bardziej zaniedbany i wymagający wyleczenia Misiek. Treningi z dwoma psami to już większe wyzwanie, ale i więcej przyjemności. W międzyczasie doszła kolejna dyscyplina sportowa - bikejoring (psi zaprzęg z rowerem) i tak oto przygoda zaczynała nabierać tempa.

W pewnej chwili uzależnienie od biegania stało się tak wielkie, że poszukałem ludzi, którzy robią to samo. Pojawił się także pomysł - stwórzmy coś i działajmy! Tak powstał Husky-Team Bydgoszcz. Wspólnie biegaliśmy i pomagaliśmy zwierzętom, zaczęliśmy myśleć o dogoterapii dla dzieci.

Piotr KołodziejczakPiotr Kołodziejczak Piotr Kołodziejczak Piotr Kołodziejczak

Niestety rok 2014 przyniósł pasmo kontuzji. Nie mogłem biegać, było to frustrujące doświadczenie. Niezrealizowane cele przeniosłem na kolejny sezon. Po wyleczeniu urazów zacząłem odbudowywać formę.

W tym roku po raz pierwszy wystartuję na królewskim dystansie. Swoje pierwsze 42 km pokonam na Maratonie Warszawskim. Wziąłem udział w akcji "Biegam dobrze" i zbieram pieniądze na ten cel charytatywny. Od długiego już czasu posiadam przyznany numer startowy 10009.

Do zobaczenia na trasie!