Henryk Szost po Orlen Warsaw Marathon: Regeneracja? Gruba laba i PlayStation [WYWIAD]

Chciałem pobić rekord Polski. Nie dałem rady, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Niestety, mi ten szampan się wylał. Ale jestem mistrzem Polski, lampkę wypiję, dziękuję za doping, było fantastycznie! - mówi Henryk Szost, który z czasem 2:10:11 zajął dziewiąte miejsce w Orlen Warsaw Marathon.

Damian Bąbol: Obroniłeś tytuł mistrza Polski, zrealizowałeś minimum na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro, ale po minie widzę, że jesteś średnio zadowolony ze swojego występu.

Henryk Szost: Cóż, miałem ambitny plan. Zaryzykowałem bieg na rekord Polski. Byłem po mocno przepracowanym obozie w USA, chciałem zaatakować. Pomyślałem, że jak nie teraz to kiedy? Nie żałuję tej decyzji. Mój organizm wykonał dobrą robotę. Niestety, gdzieś po drodze sobie nie poradził. Taki jest jednak maraton, skrajnie nieprzewidywalny dystans. To nie jest bieg na 800, 1500 metrów czy 10 km, w których zawodnicy jadą jak po sznurku. W maratonie trzeba podejmować setki decyzji. Obrałem słuszną drogę, czyli poszedłem na ostrą walkę z Afrykanami. Poza tym, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Niestety, mi ten szampan się wylał. Ale jestem mistrzem Polski, lampkę więc wypiję, dziękuję za doping. Gratuluję wszystkim, którzy wzięli udział, było fantastycznie!

OWM 2015. PONAD 20 TYS. BIEGACZY NA ULICACH WARSZAWY [ZDJĘCIA]

Szkoda, że pogoda nie dopisała.

- Tego najbardziej się obawiałem, czyli mocnego wiatru i śliskiej nawierzchni, która utrudniała wchodzenie w zakręty na pełnej szybkości.

Do 30. kilometra wszystko szło dobrze, trzymałeś się ścisłej czołówki. Potem zaczęły się problemy.

- Nie wytrzymałem tempa. Zawodnicy z Afryki szarpnęli po 30. km bardzo mocno. Pędzili w granicach 2 minut i 50 sekund na kilometr i odpuściłem. Stwierdziłem, że nie jest to tempo, w którym byłbym w stanie dalej biec. Mimo że później czołówka nieco zwolniła, to zostałem sam. Musiałem więc w pojedynkę walczyć z trudnymi warunki. To była główna przyczyna tego, że nie pobiegłem poniżej 2 godzin i 10 minut.

rr r Henryk Szost na mecie Orlen Warsaw Marathon

Po wbiegnięciu na metę szybko zajęli się tobą ratownicy. Byłeś skrajnie wycieńczony, nogi miałeś jak z waty. Długo dochodziłeś do siebie?

- Jak tylko przekroczyłem końcową linię, w głębi duszy byłem szczęśliwy, że mam to za sobą. To był naprawdę bieg na bardzo mocny wynik. W połowie dystansu zegar wynikowy wskazywał czas: 1 godzina, 3 minuty i 26 sekund. To tempo, przy którym polska czołówka zawodników często nie może się uporać, biegając półmaraton, a co dopiero startując na królewskim dystansie. Dałem z siebie absolutnie wszystko. Na mecie rzeczywiście mną trochę porzucało, ale to jest wpisane w tę konkurencję. Wyjechałem organizm strasznie, ale na szczęście teraz czuję się już w porządku.

OWM 2015. SZOST MISTRZEM, WYGRAŁ ETIOPCZYK LEMI BERHANU [ZAPIS RELACJI]

Przed tobą zasłużony odpoczynek. Miesięczna laba z PlayStation? Tak będziesz się regenerował?

- Czas na konsolę na pewno się znajdzie, bo przede mną gruba, miesięczna laba (śmiech). Przede wszystkim chcę odpocząć. Ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki. Przygotowywałem się praktycznie do czterech maratonów. Teraz zamierzam wypocząć i nabrać sił. W tym roku planuję wystartować jeszcze w maksymalnie dwóch maratonach i zacząć przygotowania do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Nie chcę teraz myśleć o pierwszym treningu. Najważniejsze, że udało się dobiec do mety, pokonałem potężny kryzys i szczerze mówiąc reszta mnie za bardzo nie interesuję.

Rozmawiał Damian Bąbol