Maratończyk zimy się nie boi. Jak przygotować się do wiosennych maratonów w zimowych warunkach?

21 kwietnia Orlen Warsaw Marathon. - Zimno nie jest dla maratończyków problemem, przecież Henryk Szost ustanowił rekord Polski, biegnąc w temperaturze 5 stopni Celsjusza - mówi Marcin Florek, wielokrotny mistrz Polski w triatlonie.

Więcej o maratonie czytaj na sport.pl/orlenwarsawmarathon

Z Marcinem Florkiem, specjalistą od przygotowania fizycznego w firmie Labosport, która prowadzi w treningach m.in. biegaczy, kolarzy i pływaków rozmawia Łukasz Jachimiak

Łukasz Jachimiak: Przygotowuje pan biegaczy do pierwszego Orlen Warsaw Marathonu?

Marcin Florek: Tak, mamy kilku zawodników, których szykujemy do tego biegu.

I na co ich nastawiacie? Na bieg kalendarzowo wiosenny, ale faktycznie rozgrywany w zimowej aurze?

Jesteśmy przekonani, że mimo wszystko do 21 kwietnia asfalt w Warszawie zdąży wyschnąć. A nawet jeśli zima nie odpuści, to organizatorzy na pewno odśnieżą trasę.

Gorzej, że ze względu na pogodę wielu biegaczy najpewniej nie zrealizuje swoich wynikowych założeń, bo ich przygotowania nie przebiegają zgodnie z planem.

Na pewno w tej chwili przygotowania są utrudnione. Ale śnieg to kłopot raczej dla najlepszych zawodników. Ci, którzy zamierzają walczyć o czołowe miejsca, już od jakiegoś czasu muszą szukać miejsc pozwalających na przeprowadzenie szybkich treningów. Pozostałym łatwiej pogodzić się z tym, że warunki, w jakich szykują się do maratonu, nie są idealne.

Nie są idealne to chyba za mało powiedziane?

Nie przesadzajmy, zimno nie jest dla maratończyków największym problemem. Przecież rekord Polski Henryk Szost ustanowił, biegnąc w temperaturze 5 stopni Celsjusza.

Ale Szost to czołowy maratończyk świata.

Jasne, innych dowodów na to, że niskie temperatury nie są problemem można znaleźć sporo. Wyniki niedawnego Półmaratonu Warszawskiego też to pokazują. Było minus 5 stopni Celsjusza, a nawet Kenijczycy pobiegli dosyć szybko. Zawodowcy sobie radzą, a wszyscy ludzie, którzy do Orlen Warsaw Marathonu podchodzą amatorsko i będą chcieli pokonać dystans dla zabawy, dla zdrowia, dla spełnienia swoich ambicji, do trudnych warunków też są przyzwyczajeni. Przecież oni przygotowują się do tego startu od kilku dobrych miesięcy i śnieg na początku kwietnia raczej już nie denerwuje. W śniegu biegają od dłuższego czasu.

Pan i pańscy koledzy prowadzicie w treningu głównie takie osoby, które z maratonem dopiero się oswajają?

W ofercie mamy plany treningowe dla ludzi, którzy zaczynają treningi od marszobiegu i nie są w stanie przebiec bez zatrzymania się nawet trzech kilometrów. Ale pracujemy też ze sportowcami prezentującymi najwyższy poziom, np. z szóstą zawodniczką ubiegłorocznych mistrzostw świata w triatlonie. I pamiętamy o tym, że dobremu zawodnikowi zależy na wyniku obiektywnie wartościowym, a entuzjaście na pobiciu rekordu życiowego, na złamaniu jakiejś własnej bariery.

Co można zrobić w ostatnich, trudnych dniach przygotowań, żeby zwiększyć swoje szanse na dobry rezultat?

Wyczynowcy, chcąc ominąć trudne warunki pogodowe, jeżdżą na obozy daleko na południe i szlifują formę bez przeszkód. Tym, którzy mieszkają w Warszawie, mogę polecić wyjazdy do niedalekiej Spały na treningi w hali dostosowanej do potrzeb biegaczy. Ale to też rozwiązanie raczej dla profesjonalistów. Większość uczestników Orlen Warsaw Marathonu uciec od śniegu może tylko na bieżnię mechaniczną. Ale wcale nie jest powiedziane, że warto, bo bieżnia nie zastąpi naturalnych warunków biegania.

BieganieBieganie Shutterstock Shutterstock

Czyli zamiast obrażać się na śnieg, trzeba zacisnąć zęby, założyć odpowiednie buty i realizować swój plan treningowy?

Buty wyposażone w kolce są dobre, sprawdzają się na lodzie i na śniegu, ale tak naprawdę wcale nie są konieczne. Bardzo wielu ludzi zimą biega w zwykłych butach biegowych. Jeśli ktoś nie jest wyczynowcem, one mu wystarczą.

Nie zwiększą prawdopodobieństwa kontuzji?

Jeśli ktoś nie biega bardzo szybko, to nie. Poza tym bieganie na śniegu pozwala mocniej zaangażować w trening mięśnie stabilizujące całe ciało, bo w takich warunkach musimy się koncentrować na utrzymaniu równowagi. Z siły tych mięśni później biegacz może skorzystać w suchych warunkach. Oczywiście jest i ta gorsza strona, bo biegając cały czas w dużym napięciu, łatwiej możemy nabawić się jakiegoś urazu. Ale to naprawdę dotyczy tych, którzy biegają bardzo szybko.

Po śniegu biega się znacznie wolniej niż po suchym podłożu - jak w takiej sytuacji kontrolować swoje postępy w treningu, jak sprawdzać, czy zwiększamy wydolność, kiedy każdy kilometr siłą rzeczy pokonujemy w gorszym tempie niż jeszcze jesienią?

To prawda, że bieg po śniegu jest wolniejszy niż bieg po suchym asfalcie, w zimę nie będziemy biegać w takim tempie, w jakim biegaliśmy jesienią, nawet jeśli w treningu przez ten czas poszliśmy do przodu i czujemy się mocniejsi. Tę naszą moc sprawdzać możemy w łatwy sposób. Wystarczy regularnie kontrolować zakresy tętna. One dużo mówią nam o wysiłku, pokazują, ile siły wkładamy w trening.

To dodatkowy wydatek, a więc dla tych, którzy wahają się, czy biegać zimą, argument na nie.

To raczej wymówka, bo takie urządzenie można kupić już za 50 zł.

A co pan powie tym, którzy twierdzą, że w zimowych warunkach trudno przygotować wysoką formę na maraton, bo podczas treningu łatwo się przeziębić?

Pewnie, że na mrozie nie oddycha się tak dobrze jak wtedy, kiedy na dworze jest ciepło, ale jak się zacznie treningi, to szybko można się do zimowych warunków przyzwyczaić. Ten kto biega zimą, wie, że trenować bez większych problemów można w temperaturze nawet do minus 15 stopni Celsjusza.

*

Gdzie indziej jest zimniej Polacy kochają biegać maratony wszędzie, a zwłaszcza tam, gdzie jest najtrudniej. 3 marca w 9. Maratonie Bajkalskim Radosław Serwiński zajął czwarte miejsce wśród 82 mężczyzn. W 20-stopniowym mrozie, biegnąc po zamarzniętym, najgłębszym jeziorze świata, w wietrze, w zaspach 31-latek z Bydgoszczy miał czas 3:19.49. Przegrał z trzema Rosjanami, do zwycięzcy Siergieja Kałasznikowa z Irkucka, który po bajkalskim lodzie biegł już po raz piąty, stracił 12 min. 59-letnia Hanna Sypniewska była ósma wśród 14 kobiet.

Za najtrudniejsze mroźne maratony uważane są Antarctic Ice Marathon i North Pole Marathon . Obydwa pokonał Krzysztof Szachna, członek elitarnego Seven Continents Marathon Club. - Okrutny wiatr, dokuczliwe słońce i dziura ozonowa - mówił po przebiegnięciu trasy na Antarktydzie w 2011 roku. - Dla mnie ten bieg był jak spacer po parku - mówi Ireneusz Szpot, który rok wcześniej na Antarktydzie zajął szóste miejsce, pokonując trasę w nieco ponad pięć godzin.

Zobacz również: Na bieganie nigdy nie jest za zimno. Zobacz film z maratonu na Antarktydzie. Nie ważne czy to Antarktyda, Afryka czy Poznań. Maraton u stóp najwyższej góry świata.