Maratończyku trenuj ciało i ducha

Wzmacniać swój charakter możemy miedzy innymi przez trening sportowy. Jak przekonuje główny psycholog polskich olimpijczyków dr Marek Graczyk: "Wszyscy jesteśmy w stanie dokonać czegoś niezwykłego". Musimy tylko pamiętać by trenować nie tylko ciało ale i ducha.

Więcej o ORLEN Warsaw Marathon na: Sport.pl/orlenwarsawmaraton

- Poczułem ból w udzie. To było dobrze mi znane ciągnięcie w mięśniu. Dobiegłem jednak i wygrałem, bo byłem wystarczająco zdeterminowany - mówił na mecie olimpijskiego maratonu w Londynie Stephen Kiprotich. Ugandyjczyk został drugim w historii swego kraju złotym medalistą igrzysk, choć jako dziecko ubogich rolników wychowywał się w gliniance, a choroby zabrały mu aż trzy lata szkoły podstawowej. - Maraton to sport dla twardych. Mam mocną psychikę, dlatego sobie radzę - przyznaje dziewiąty zawodnik londyńskiego biegu, Henryk Szost. - Bardzo ciężko wytrzymać nawarstwiające się zmęczenie, treningowy rygor. To dyscyplina dla tych, którzy lubią wyzwania - dodaje najlepszy obecnie Europejczyk na tym dystansie.

Być jak Oprah

Tym, którzy nie wierzą, że stać ich na wystartowanie u boku Szosta w zaplanowanym na 21 kwietnia Orlen Warsaw Maratonie, warto przypomnieć zdarzenie po którym nastąpił renesans maratonu w USA. W 1994 roku Oprah Winfrey, gwiazda telewizji uznawana za jedną ze stu najbardziej wpływowych osób XX wieku, miała 40 lat. Bez sportowej przeszłości, za to z nadwagą zdecydowała się przygotować do maratonu. Pokonała 42 km i 195 m w przyzwoitym czasie 4:29:20. Sukces pierwszej na świecie czarnoskórej miliarderki zainspirował. Być jak Oprah zapragnęło wielu Amerykanów, zacisnęli zęby i zaczęli biegać. O tym, że w dyscyplinach wytrzymałościowych liczy się nie tylko zdrowie ale i charakter przekonywał gość ubiegłorocznego Poznań Marathon Scott Jurek. - Początkujący biegacze walczą ze swymi słabościami na dystansie 10 kilometrów, ja muszę być silny psychicznie, kiedy dopada mnie kryzys po kilkunastu godzinach i kilkuset kilometrach. Ale na poziom, na którym jestem, wejść może każdy, kto zdrowo żyje i wytrwale ćwiczy - opowiadał Amerykanin polskiego pochodzenia, który co najmniej od dekady jest jednym z najlepszych ultramaratończyków na świecie.

Bliżej niż do Jurka jest nam do tej, która niedawno po raz czwarty z rzędu wygrała plebiscyt "Przeglądu Sportowego" i TVP na dziesięciu najlepszych sportowców roku. Justyna Kowalczyk podkreśla, że wielkie sukcesy zawdzięcza tytanicznej pracy, a ta wiąże się z siłą charakteru, wytrwałością. - Ciężkiej pracy nauczyłam się w domu, od dziecka dobrze wiem, że tylko ona daje efekty - mówi mistrzyni olimpijska w biegach narciarskich. Kowalczyk przyznaje, że w okresach przygotowawczych przed kolejnymi sezonami pracuje tak mocno, że nieraz z wyczerpania zdarza jej się płakać. - Justyna nie pracuje z psychologiem, a szkoda, bo on mógłby jej bardzo pomóc, pokazać ćwiczenia psychoregulacyjne, dzięki którym lepiej radziłaby sobie z potężnym stresem, jaki cały czas przeżywa. Z drugiej strony ona takiego psychologa ma w swoim trenerze. Na igrzyskach olimpijskich w Turynie [2006 rok] widziałem, że Aleksander Wierietielny jest dla niej jedynym autorytetem, a zawodniczka reagowała źle, kiedy chociaż w część jego kompetencji wchodził lekarz, dr Robert Śmigielski - mówi dr Graczyk. - Z pomocą trenera Justyna od lat wychodzi z różnych opresji. Może byłoby ich mniej, gdyby czuwał nad nią psycholog, ale też dzięki temu, że w sztabie Justyny go nie ma, ona pokonując różne trudności bez fachowego wsparcia staje się jeszcze silniejsza - analizuje wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Najbliższy psycholog

Z pomocy fachowców od treningu mentalnego nigdy nie korzystał też Robert Sycz. Co ciekawe, dwukrotny mistrz olimpijski w wioślarstwie, w przeciwieństwie do Kowalczyk, swoją siłę czerpał ze słabości. - Jestem wdzięczny żonie, mojemu najlepszemu psychologowi, który musiał wysłuchiwać, że jestem słaby i mi się nie uda - mówił na styczniowej Gali Mistrzów Sportu. - Zacząłem tak mówić jeszcze kiedy trenowałem i startowałem na poziomie klubowym. Koledzy się ze mnie podśmiewali, że tyle narzekam i może rzeczywiście trochę przesadzałem, ale wolałem wychodzić z pułapu zawodnika, na którego nie powinno się liczyć, by nie rozczarować i otoczenia, i siebie - tłumaczy były mistrz. Przed najważniejszymi zawodami Sycz od swojej narzeczonej, a później żony musiał usłyszeć, że nie stanie się nic złego, jeśli nie będzie sukcesu. - Dzieliłem się z nią swoimi obawami, żeby się upewniać, że świat się nie skończy, jeśli coś mi się nie uda. W ten sposób zdejmowałem z siebie presję. To ważne, żeby mieć kogoś, komu można w pełni zaufać, powiedzieć wszystko - tłumaczy. Być może Sycz znalazłby inny sposób, gdyby od początku kariery mógł liczyć na profesjonalną pomoc. - Kiedy zaczynałem poważną karierę, w naszej dyscyplinie, a może nawet w całym polskim sporcie, nie było jeszcze mody na współpracę z fachowcami w dziedzinie psychologii. Później tacy ludzie się pojawili, ale ja nie potrafiłem się do nich przekonać. Dlatego sam próbowałem znaleźć sposoby odwrócenia uwagi od ciężkich treningów, towarzyszącego im bólu i presji, którą bardzo często odczuwałem przed startem - mówi. Sycz, który po zakończeniu kariery rozpoczął pracę trenerską, przekonał się, ile daje odskocznia od wyczerpującej pracy. - Z bólem sobie jakoś radziłem, z badań, jakim byłem poddawany wynikało, że mam bardzo wysoki poziom odporności również na zmęczenie, ale przez te 20 lat w reprezentacji różne stresy się we mnie kumulowały. Czasami udawało się je rozładować mocnym treningiem albo prostymi środkami jak oglądanie filmów czy słuchanie muzyki. Jednak najlepiej służyła mi pasja, jaką w ostatnich latach kariery stały się dla mnie motocykle. Kiedy na nich jeździłem, potrafiłem odciąć się od wszystkiego, co mnie niepokoiło - opowiada Sycz.

Teraz człowiek, który w dwójce podwójnej wagi lekkiej wspólnie z Tomaszem Kucharskim zdobył dla Polski złoto na igrzyskach w Sydney (2000 rok) i Atenach (2004) będzie szukał klucza do psychiki podopiecznych. - Wiem, że będę musiał sporo czasu poświęcić na to, by moi zawodnicy wiedzieli, jak radzić sobie z bólem, jak przyzwyczaić się do wyjazdów na zgrupowania i coraz częstszych pobytów z dala od bliskich, wreszcie jak znosić coraz większy stres. Na pewno nie zaniedbam ich treningu mentalnego. Jeśli ktoś będzie chciał pracować z psychologiem, to będę go do tego zachęcał, bo wiem, że choćby Tomek Kucharski bardzo wierzył w pomoc fachowców i z niej korzystał. Sam też będę starał się rozładowywać napięcia, podchodząc do każdego indywidualnie. To jasne, że jednego odbuduje psychicznie wyjazd na popołudnie do domu, a innego trzeba będzie zabrać na długą rozmowę do lasu. Ludzi trzeba poznać, dopiero wtedy można im pomóc - uważa Sycz.

Ćwiczyć każdy może

To samo podkreśla Graczyk, dodając, że wytrzymałościowcy, to sportowcy, którzy samych siebie znają najlepiej. - Maratończyk, żeby nim zostać, musi być bardzo świadomy własnych słabości, a dzięki temu staje się silny. Przecież trenując trzeba codziennie toczyć ze sobą walkę w bardzo trudnych warunkach, odpowiednio się odżywiać, odpoczywać, prowadzić określony styl życia. To wszystko wymaga silnej woli, systematyki, odpowiedzialności, rzetelności - wylicza psycholog sportu. Mimo to Graczyk twierdzi, że praca z wytrzymałościowcami wcale nie jest łatwiejsza. - Inny jest jej charakter, bo jeżeli z żużlowcem w okresie startowym pracujemy głównie nad psychomotoryką, nad podejmowaniem decyzji, szybkością i koncentracją, to z maratończykiem nad umiejętnością czucia ciała. Jego prowadzimy w treningu relaksacyjnym, dbamy o to, żeby umiał się rozluźniać, żeby potrafił czyścić głowę z niepokojących myśli. Specjalistów od sportów wytrzymałościowych uczymy też pozytywnego dialogu wewnętrznego, który daje im większą odporność na ból - wylicza Graczyk.

Techniki wymienione przez profesjonalistę opiekującego się polskimi olimpijczykami poznać może każdy. - Na rynku dostępne są różne poradniki, płyty z muzyką relaksacyjną, treningi autogenne, oddechowe, materiały uczące relaksującego treningu Jacobsona. Tego jest mnóstwo, każdy kto chce, może rozpocząć trening mentalny podobny do tego, jakiemu poddają się mistrzowie - kończy psycholog sportu.

Tekst: Łukasz Jachimiak

Przeczytaj również: Co dzieje się w naszej głowie na zawodach? Talent, ciężki trening czy mocna psychika? Co decyduje o sukcesie w bieganiu? Oswoić emocje przed startem w biegu