Kalistenika. Rzeźbienie ciała, piękno i siła

?Supernowy system treningowy! Sylwetka Herkulesa w x dni? - tak mógłby brzmieć tytuł zgodny z trendem wydawnictw o zdrowym trybie życia. Nie będzie, bo kalistenika jest stara jak świat

Każdego roku o tej porze rzesze misiów budzą się ze snu. Przecierają oczy, patrzą w lustro i ogarnia je trwoga. Tu wisi, tam oklapło, przybyło parę kilogramów. Rozpoczynają desperackie poszukiwania remedium, które pozwoli latem na plaży zdjąć koszulkę bez wstydu. Te bardziej leniwe misie poszukują "super" systemów, które w krótkim czasie pozwolą im wypracować sportową sylwetkę, najlepiej w domu, bo nie lubią siłowni i żeby nic nie kosztowało. Mamy dla nich kalistenikę, sztukę ćwiczeń z użyciem własnej masy ciała. Praktykowali ją starożytni Grecy.

Uprawiali ją olimpijczycy walczący w pankrationie. Uprawiała ją młodzież, dla której kalistenika była podstawą dobrego wychowania, w myśl zasady "w zdrowym ciele zdrowy duch". Wreszcie kalisteniki jako zaprawy kondycyjnej używali hoplici. Według relacji Herodota, kiedy zwiad króla Kserksesa dotarł do wąwozu Termopile, zobaczył trzystu Spartan, którzy oddawali się ćwiczeniom fizycznym.

Kallos i sthenos w języku greckim znaczą tyle, co piękno i siła. O ile w piękno nietrudno uwierzyć, patrząc na posągi greckich bogów i herosów, ale siła? Jak pompki, brzuszki czy przysiady mogą dać ogromną siłę? I to wszystko bez maszyn z ogromnym obciążeniem, bez wizyty na siłowni i drogich suplementów.

A jednak taki Siegmund Breitbart ich nie miał. Syn żydowskiego kowala w 20-leciu międzywojennym był jednym z najsłynniejszych siłaczy na świecie. Łamał podkowy, giął stalowe pręty, układając z nich kwiaty, i rozrywał stalowe łańcuchy, a podstawą jego treningu była właśnie kalistenika.

Wiatr ze wschodu i z zachodu

Jeśli Spartiaci i atleci w pasiastym trykocie podkręcający wąs nie przekonują cię, wejdź na YouTube'a i wpisz w wyszukiwarkę "kalistenika". Najlepiej w języku rosyjskim, bo tam uliczny trening oparty na ćwiczeniach z wykorzystaniem własnej masy ciała i elementów gimnastycznych wykonywanych na drążkach i poręczach, jest niezwykle popularny. "Mołodcy" dają popis nieprawdopodobnej siły, zwinności i gibkości, wykonując bez trudu gimnastyczne figury. W 2013 roku w Moskwie odbył się finał zawodów pucharu świata w kalistenice i ulicznym treningu. O kalistenice robi się też głośno za wielką wodą za sprawą takich ludzi jak Frank Medrano. Ten weganin zaskakuje swoją fizyczną siłą i zadaje kłam twierdzeniu, że mięśni zbudować bez białka zwierzęcego się nie da. Zdążył już napisać książkę, w której dzieli się tajnikami treningu i diety bez produktów pochodzenia zwierzęcego.

 

W Polsce kalistenika też wraca do łask. Istnieją fora internetowe, na których ćwiczący dzielą się doświadczeniem, organizowane są warsztaty i zawody. Wydano też dwie części książki "Skazany na trening", którą napisał ponoć były więzień ze Stanów Zjednoczonych, który dzięki temu treningowi zyskał sobie szacunek współosadzonych.

Dlaczego warto?

Po pierwsze, trening nie wymaga sprzętu. Tym, co wywołuje opór, potrzebny do budowania mięśni i siły, jest naturalna siła przyciągania ziemskiego, która oddziałuje na nasze ciało. Wykonując pompki, przysiady, wykroki, walczymy z grawitacją. Skoro jest ona powszechna, ćwiczenia możemy wykonywać gdziekolwiek chcemy, i to zupełnie za darmo.

Po drugie, kalistenika opiera się na ruchach funkcjonalnych, czyli zbliżonych do tych, które wykonujemy podczas codziennych aktywności, na przykład przy podnoszeniu siatek z zakupami, wstawaniu z krzesła. Dzięki temu zyskujesz siłę potrzebną na co dzień i zwiększasz dynamikę ruchu.

Siła to nie tylko ogromne mięśnie. Równie ważne są dobrze rozwinięty układ nerwowy, który przekazuje impulsy do i z mózgu, żeby podnieść nogę i rękę, to ścięgna, które przenoszą siłę skurczu na części szkieletu i pomagają go wprawić w ruch, czy wreszcie stawy, które niwelują tarcie między kośćmi. Przy ruchach funkcjonalnych wszystkie te układy pracują jednocześnie i dzięki temu są wzmacniane w naturalnej dla nich współpracy.

Trening kalisteniczny jest bezpieczny. Źle dobrany trening na siłowni może przynieść więcej szkody niż pożytku. Zbyt duże obciążenia, niepoprawnie wykonywany ruch, błędna postawa podczas ćwiczeń są prostą drogą do naderwanych więzadeł, ścięgien czy uszkodzeń kręgosłupa.

 

Często prowadzi też do dysproporcjonalnego rozwoju niektórych grup mięśniowych kosztem innych. Przypadki "domorosłych" kulturystów, którzy ćwiczyli głównie "klatę" i "łapę", a zapomnieli o treningu nóg, nie są odosobnione. Barczysty chłop na nogach jak zapałki wygląda co najmniej zabawnie.

Przy kalistenice nie ma takiego niebezpieczeństwa. Każdy ruch wykonywany podczas ćwiczeń nie izoluje jednej partii mięśni, a jako ruch złożony angażuje mnóstwo różnych grup. Dzięki temu sylwetkę, którą zbudujemy, będą cechować nienaganne proporcje.

Ćwiczenia te nie są też trudne technicznie, no i każdy z nas zna je z lekcji wychowania fizycznego. Istnieją też uproszczone wersje tych ćwiczeń, jeśli nie czujemy się na siłach, żeby wykonać poprawnie pompkę lub raz podciągnąć się na drążku. W przypadku tego pierwszego możemy oprzeć ciało w podporze przodem nie na stopach, ale na kolanach. Przy podciąganiu możemy natomiast spróbować podciągania z podskokiem.

Kolejną zaletą kalisteniki jest też różnorodność. Wariantów samej pompki jest co najmniej tuzin. Każde z tych ćwiczeń oddziałuje mocniej na inną partię mięśni. Jeśli będziemy czuli się na tyle pewnie z własnym ciałem i nie będziemy się wstydzić aktywności na świeżym powietrzu, to zakres potencjalnych ćwiczeń wzrośnie jeszcze bardziej. Możemy do nich wykorzystać drążki, poręcze, drabinki na placu zabaw. Podciąganie, dipy, muscle upy.

 

Wachlarz jest naprawdę szeroki, a wszystkie ćwiczenia można modyfikować zgodnie z poziomem aktywności fizycznej. W internecie znajdziecie mnóstwo wariantów łączenia ćwiczeń z wykorzystaniem masy własnego ciała w skuteczne programy treningowe. Pamiętajcie, by najpierw skonsultować program z profesjonalistą.

Triathlon na samych warzywach? Można!