Ola Mądzik, zabiegana kobieta: "Chcę ukończyć prestiżowy cykl World Marathon Majors"

Maraton w Tokio - organizacyjnie bezbłędnie, rewelacja. Paryż? Brak toalet, bałagan na trasie. Berlin? Solidnie, choć bez szału. Teraz czas na Boston, najstarszy maraton na świecie. Tak o swoich biegowych wyprawach pisze Ola Mądzik, która realizuje ambitny projekt w postaci ukończenie wszystkich zawodów z cyklu World Marathon Majors.

ZAPISZ SIĘ NA CRACOVIA MARATON

Wszystko zaczęło się od zmiany pracy w 2011 roku. Trafiłam do korporacji, gdzie działała sekcja biegowa. Wtedy jeszcze nie myślałam o bieganiu, aż do dnia kiedy przyszedł do mnie kolega Paweł i zapytał, czy nie chciałabym wystartować w "Biegnij Warszawo". Byłam zaskoczona ponieważ moje kontakty z tą dyscypliną zakończyłam w liceum. Dziwiłam się. "10km? Jak?!" Usłyszałam: "Masz 3 tygodnie. Dasz radę." Byłam nowa i jakoś tak głupio było odmówić. Zaczęłam truchtać, pokonując coraz to dłuższe odcinki, ale w dniu startu obleciał mnie strach - co jeśli nie dam rady? Z natury jestem jednak uparta i łatwo się nie poddaję, więc spróbowałam. Było warto! Czas na mecie: 1 godzina i 7 minut. Byłam megadumna, że dałam radę i dotarłam do mety. Wtedy wiedziałam już, że połknęłam bakcyla

Potem były kolejne starty

i coraz wyżej podnoszona poprzeczka. Półmaraton, maraton . Z treningu na trening czułam się pewniejsza, wiedziałam, że to jest to co mi odpowiada, co chcę robić w wolnym czasie. Poznałam wielu ludzi zakręconych na punkcie biegania jak ja. Z czasem starty w samej Warszawie to było mało. Z grupą przyjaciół poznanych na GoldenLine zaczęliśmy wyszukiwać biegi najpierw w okolicy jak Tarczyn czy Garwolin, a z czasem poniosło nas do Parchatki czy do Wrocławia, a nawet do Pragi. Część jechała walczyć o życiówki, część "zającowała" w maratonie (miałam tą przyjemność w Poznaniu), a część jako kibic - w Krakowie na królewskim dystansie startowała tylko Agnieszka, a miała nas czworo kibiców.

Szalony pomysł

Pewnego dnia Mariusz wrzucił na naszym forum informacje o maratonie w Tokio. Pomyślałam, że skoro samo losowanie nic nie kosztuje, to spróbuję, a najwyżej będę mieć fajne wakacje. Jak się potem okazało tylko ja miałam szczęście i pół roku później wyleciałam do Japonii. Podobnie było z losowaniem w Berlinie i miałam pewny start, a wynik z warszawskiego maratonu dawał mi miejsce w Chicago i Bostonie. Wtedy powstał pomysł z ukończeniem wszystkich sześciu World Marathon Majors w dwa lata. Pomysł może szalony, ale ja w niego mocno wierzę.

JAK KOBIETY WYWALCZYŁY SOBIE PRAWO STARTÓW W MARATONACH

Tokio był pierwszym z sześciu maratonów i chyba najbardziej mnie przerażał. Pierwszy raz miałam lecieć tak daleko sama, nie znając tamtejszej kultury i nawet jednego słowa po japońsku. Na szczęście moja koleżanka była rok wcześniej i podpowiedziała co i jak - gdzie spać, jakie bilety kupić, co warto zobaczyć. Maraton był głównym, ale nie jedynym celem podróży. Przed wyjazdem miałam dokładnie opracowany plan zwiedzania i motywator w rękawie - będzie życiówka to w nagrodę jadę na jeden dzień do Kioto ;-). Do tej pory ukończyłam osiem maratonów, a ten w Tokio to jak dla mnie najlepiej zorganizowany ze wszystkich. Począwszy od Expo, gdzie sprawnie wydawane były pakiety, po logistykę przed i po biegu jak i porządek w trakcie. Wolontariuszy było więcej niż potrzeba, ale dzięki temu wszystko przebiegało sprawnie i bez zarzutów.

Paryż, Berlin, Chicago...

Po Tokio wybrałam się ze znajomymi na maraton do Paryża. Potraktowaliśmy to jako powód do odwiedzenia stolicy Francji. Tu było organizacyjnie najgorzej - jak dla mnie. Mała liczba toalet przed startem, bałagan na trasie, kibice, którzy wchodzili na drogę i przeszkadzali uczestnikom, brak znajomości angielskiego u wolontariuszy, który uniemożliwił mi skorzystanie z punktu medycznego. Do tego fatalnej jakości koszulka na mecie ehhh.

KOBIETY TO SŁABA PŁEĆ? POZNAJ AMY PALMIERO-WINTERS

Berlin Nie mam większych uczuć w stosunku do tego biegu. Organizacyjnie w porządku. Przyjechałam, zrobiłam swoje i wyjechałam. Ale jest jednak coś co mnie urzekło i zostało w sercu. Moi rodzice, a właściwie moja mama. Pojechali ze mną i jestem im za to ogromnie wdzięczna, ale sposób w jaki mi kibicowała tego nie da się opisać. 400 metrów do mety, brama Brandenburska, a moja mama tak głośno krzyczała, że usłyszałam ją w tłumie - to niesamowity kopniak, by szybciej stanąć na mecie.

KOBIETY TO LEPSZE MARATONKI? JEST NA TO TEORIA!

Tydzień później wyleciałam z moim przyjacielem Mariuszem (tym samym, który namówił mnie na Tokio) na maraton do Chicago. Przed biegiem postanowiliśmy trochę pozwiedzać i wylądowaliśmy w słonecznej Kalifornii. Przez Las Vegas, Grand Canyon, Bryce i Zyon trafiliśmy do Doliny Śmierci i słynnego Badwater. Nie mogliśmy odmówić sobie pobiegnięcia w 35-cio stopniowym upale o 10 rano po trasie najcięższego z ultramaratonów. Przyjemne uczucie i tym większy szacunek dla tych, którzy decydują się na start. Wróciliśmy do Las Vegas, a stamtąd wylecieliśmy do Chicago. Maraton genialnie zorganizowany o nieludzkiej porze - 7:30 - co oznaczało pobudkę o 4:30, żeby zjeść i dotrzeć na start. Tu organizacyjnie pierwsza klasa, ale jedna rzecz mocno mnie zdziwiła - na trasie stali wolontariusze z wazeliną gdyby ktoś potrzebował, a za chwilę druga osoba z ręcznikami żeby móc wytrzeć ręce. Nie spotkałam się z czymś takim do tej pory.

Ola Mądzik w Dolinie ŚmierciOla Mądzik w Dolinie Śmierci poranamajora.blogspot.com poranamajora.blogspot.com

Za kilka dni wylatuję na maraton do Bostonu i ciekawa jestem jak przygotowany jest najstarszy maraton na świecie, ale najpierw muszę przygotować plan zwiedzania ;-)

TEKST: Ola Mądzik , autorka bloga poranamajora.blogspot.com