Red Bull Bieg Zbójników 2016. "Zjedziemy i będzie dobrze", czyli o dwóch takich, co wybrali się na biegówki

Oglądaliście "Jak to się robi?" z legendarnymi Janem Himilsbachem i Zdzisławem Maklakiewiczem? Pamiętacie niezapomnianą scenę na nartach? "Pan pierwszy raz na nartach?" - pytał reżyser Kozłowski (Maklakiewicz). "Drugi!" - krzyczał pisarz Narożny (Himilsbach). No więc dla nas to był pierwszy. Wybraliśmy się do Białki Tatrzańskiej, gdzie rywalizowaliśmy w trzeciej edycji Red Bull Biegu Zbójników. Rywalizowaliśmy? Raczej walczyliśmy o przetrwanie...

Momentami mieliśmy nawet nieodparte wrażenie, że na serio uczestniczymy w sequelu komedii Andrzeja Kondratiuka z 1973 r. Podobnie jak dwójka głównych bohaterów na Podhale dojechaliśmy pociągiem i z nartami raczej nie mieliśmy zbyt wiele wspólnego.

 

Dzień przed zawodami, prawdziwym rzutem na taśmę, zdążyliśmy na trening z Anną Guzik , dyrektorką sportową Red Bull Biegu Zbójników i trenerką narciarstwa biegowego PZN. Na miejsce zbiórki na Kotelnicy Białczańskiej dotarliśmy skuterem, prując pod górę na sygnale 80 km/h. Widok szusujących obok narciarzy, z zaciekawieniem wpatrujących się w pędzący śnieżny dyliżans był bezcenny.

NARTY BIEGOWE - OD CZEGO ZACZĄĆ I ILE TO BĘDZIE KOSZTOWAŁO

Po odmówieniu kilku zdrowasiek szczęśliwie stawiliśmy się na zajęciach. Po chwili padło niemal takie samo pytanie, jak w filmie: - Panowie pierwszy raz na biegówkach? - zapytała z wyraźną troską Anna Guzik, spoglądając na nasze nieporadne ruchy przy zakładaniu nart. - Tak, pierwszy raz. Jutro startujemy!

- Serio? Aha... No dobrze. To zaczynamy rozgrzewkę - zarządziła, jakby nie dowierzając, że mówimy serio.

Damian i Bartek na treningu z Anną Guzik przed Red Bull Biegiem ZbójnikówDamian i Bartek na treningu z Anną Guzik przed Red Bull Biegiem Zbójników Damian i Bartek na treningu z Anną Guzik przed Red Bull Biegiem Zbójników Damian i Bartek na treningu z Anną Guzik przed Red Bull Biegiem Zbójników

Dwugodzinny trening pod okiem ekspertki okazał się dla nas zbawienny. Zresztą nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko w trymiga ogarnąć podstawowe umiejętności, czyli bieg na tzw. jodełkę, hamowanie w torach, skręcanie na zjazdach. Tak, decydując się na start w Red Bull Biegu Zbójników nie mieliśmy o tym większego pojęcia.

"Zjedziemy i będzie dobrze"

Doświadczenie narciarskie mieliśmy znikome i zakładaliśmy, że na trasie czeka nas raczej walka o przetrwanie, to nie brakowało nam pewności siebie.

-- My nie damy rady? - pytaliśmy. Przecież Bartek to prawdziwy harpagan. W ubiegłym roku ukończył pełnego Ironmana [3,8 km pływania, 180 km na rowerze i 42,195 km biegu]. A Damian realizuje intensywny trening do kwietniowego maratonu w Łodzi i szykuje się na wynik w granicach 3:30.

Start zaplanowano na godz. 12, ale my już po 7 byliśmy na nogach. Sam widok z hotelu, z którego rozpościerał się przepiękny widok na Tatry, dodawał skrzydeł. Wsunęliśmy energetyczne śniadanie i w pełnym rynsztunku pojechaliśmy na szczyt Jankulakowskiego Wierchu. Odebraliśmy pakiety startowe i stawiliśmy się na odprawie, podczas której organizatorzy szczegółowo wyjaśniali zasady rywalizacji.

Damian i Bartek przed startem w Red Bull Biegu ZbójnikówDamian i Bartek przed startem w Red Bull Biegu Zbójników Damian i Bartek przed startem w Red Bull Biegu Zbójników Damian i Bartek przed startem w Red Bull Biegu Zbójników

Tuż przed startem z głośników popłynęła muzyka z "Janosika", ulubionego serialu Damiana. Był tak podekscytowany, że... zapomniał o elektronicznym chipie, niezbędnym do pomiaru czasu. Na wariata pobiegł do punktu depozytu, gdzie przy pomocy wolontariuszy, w stercie kilkudziesięciu czarnych worków, na szczęście odnalazł zgubę i z podwyższonym ciśnieniem pognał na start. - Ale amatorka! - skwitowała całą sytuację Magda Sołtys z PolskaBiega.pl, która kibicowała nam na starcie.

Red Bull Bieg Zbójników niczym arcydzieła Alfreda Hitchcocka zaczął się od trzęsienia ziemi, czyli ponad kilometrowej wspinaczki na Kotelnicę. Na starcie lepiej poradził sobie Bartek, który zdołał wyprzedzić kilkunastu zawodników. Damian długo utrzymywał się na końcu stawki, ale im bardziej w górę, tym lepiej dawaliśmy radę. Złapaliśmy odpowiedni rytm i mozolnie, ale skutecznie przesuwaliśmy się do przodu. Nawet wyprzedziliśmy niektórych lepszych technicznie zawodników. Na krótko.

Problemy pojawiły się, kiedy doczłapaliśmy się na szczyt Kotelnicy Białczańskiej. Tam zaczynał się prawdziwy wyścig. Zamiast pionowej ściany, czekało na nas więcej płaskich odcinków i zjazdów, na których liczyła się wyłącznie technika.

"Zjedziemy i będziemy dobrze." - tak pewnie powiedziałby na naszym miejscu pisarz Narożny w "Jak to się robi?". - Może zrezygnować? - pomyślał Damian, kiedy po wskoczeniu w tory, na pierwszym zjeździe rozpędził się do 30 km/h. - Ja na pana miejscu bym nie rezygnował. Czym pan ryzykuje? Czego się bać? Co się może panu w śniegu stać? Miękkie to, białe. Ruszaj pan! Dalej, jazda! - genialny monolog mistrza Himilsbacha rozwiał wszelkie wątpliwości.

Bardzo dobrze wyglądamy

W wewnętrznej rywalizacji PolskaBiega.pl zwyciężył Bartek, który z czasem: 1 godzina, 6 minut i 4 sekundy zajął 100. miejsce. Dziewięć minut później, po dwóch upadkach na trasie, z wybitym kciukiem, na mecie zameldował się Damian, który po raz pierwszy w życiu był... ostatni. Bycie outsiderem nie zawsze jednak wiąże się z przykrym przeżyciem. Na pewno nie na Red Bull Biegu Zbójników , gdzie dla ostatniego zawodnika zgotowano prawie taką samą owację, jak dla zwycięzcy. Wspólne selfie, wywiady, czego chcieć więcej?!

- No i jak my wyglądamy? - mógłby w naszym imieniu zapytać Zdzisław Maklakiewicz, zważywszy, że zwycięzca zawodów Andrzej Pradziad osiągnął czas 25:49, a najlepsza zawodniczka Martyna Galewicz 28:34?

- Bardzo dobrze wyglądamy. Szuka pan pomysłu, ma pan pomysł. Nic lepszego pan nie wymyśli - odpowiedziałby Himilsbach.

TEKST: DAMIAN BĄBOL I BARTOSZ GOŁAWSKI

Zobacz wideo