Zostać zbójnikiem. Debiut na biegówkach w Red Bull Bieg Zbójników [RELACJA]

W sobotę 24 stycznia stawiłem się w Białce Tatrzańskiej, aby stawić czoła nowemu wyzwaniu i przygodzie jakim są biegówki. Dla człowieka, który w życiu nie miał jakichkolwiek nart na nogach, było to nie lada wyzwanie. Na szczęście udało się ukończyć zawody i przeżyć tę nierówną walkę.

Przed startem

Gdy tylko dowiedziałem się o możliwości wystartowania w tej imprezie, ucieszyłem się na myśl o czymś nowym. Nigdy nie miałem do czynienia z biegówkami i w ogóle z nartami. Początkowo nie zdawałem sobie sprawy co mnie czeka. Wraz z upływającym czasem do startu, poziom stresu rósł, a umiejętności nie były na najwyższym poziomie. W zasadzie to umiejętności były zerowe.

W Białce Tatrzańskiej pojawiłem w dniu zawodów, na kilka godzin przed startem. Dookoła było czuć atmosferę sportowego święta. Wszędzie zawodnicy, którzy mieszali się z kibicami oraz turystami, którzy szaleli na stoku. Wielkość imprezy była dla mnie w zasadzie kameralna, bo mając doświadczenie ze startów w biegach i zawodach triathlonowych, to ludzi było zawsze więcej. Ale nie przeszkadzało to w niczym. Czuć było, że zaraz wydarzy się coś niezwykłego. W biurze zawodów pełno ludzi, sprawnie odebrałem pakiet. Następnie udałem się do wypożyczalni sprzętu, gdzie szybko zaopatrzyłem się w buty, kijki i narty. Pierwszym wyzwaniem była nauka... wpinania butów. Przeszkadzał w tym wszechobecny śnieg.

Red Bull Bieg ZbójnikówRed Bull Bieg Zbójników fot. Marcin Kin fot. Marcin Kin

Byłem coraz bardziej zestresowany, bo miałem zerowe doświadczenie, a czasu na ogładę biegówkowego elementarza nie było wcale. Nie pomagał też fakt, że wokół mnie byli zawodnicy, którzy nie raz się ścigali na takich zawodach. Na szczęście była ze mną moja dziewczyna, która dodawała mi otuchy i zagrzewała do walki. Jak sama mówiła, nie mam się co przejmować, bo będzie "śmiesznie i fajnie". Natomiast jeśli ukończę zawody na miejscu wyższym niż ostatnie to będzie to sukces. Po zapoznaniu się ze sprzętem, nadszedł czas na odprawę techniczną. Po odprawie wszyscy zawodnicy udali się w okolice wyciągu, który parami zwoził nas na dół stoku na start.

Start

Na wyciągu linowym można było podziwiać widoki i lekko się odstresować. Ale widok stromych stoków jakoś nie poprawiał nastroju. Na szczęście bojowe nastawienie, że trzeba ukończyć zawody i dobrze się bawić, brał górę. Na dole wszyscy skupieni i gotowi do walki. Start miał się odbyć o godz. 11:30 z przygotowanych do tego celu torów do stylu klasycznego. Niestety wszystko się przedłużyło przez niesprawnego drona od nagrywania materiału video. Niektórzy zawodnicy śmiali się, że "ten dron to drań" :) Wszyscy marzliśmy, a mną wręcz telepało ze stresu i zimna.

Red Bull Bieg ZbójnikówRed Bull Bieg Zbójników fot. Łukasz Nazdraczew

fot. Łukasz Nazdraczew

Ale jest! Wreszcie ruszyliśmy, narty do przodu, kijki w ruch i momentalnie wszyscy mnie minęli. Zostałem na końcu stawki. Mijali mnie jeszcze górale z telefonami, nagrywając filmiki video i pytali czy nie pociągnąć za kijki na pierwszej górce. Odpowiedziałem, że nie ma takiej opcji. Musiałem dać radę samemu choćby nie wiem co. Na wspomnienie, że to mój pierwszy raz na nartach usłyszałem: "no to kolego szacunek!".

Walka na trasie

Początek trasy to podejście, ale nie dość strome i udało się je w miarę sprawnie pokonać, potem trochę płaskiego terenu aż dobiegłem do pętli, która trzeba było pokonać 2,5 razy.

Jak to zwykle bywa ciągle albo pod górkę albo z górki. Z charakterystycznych momentów trzeba wymienić: podejście gdzie dawałem radę sforsować je wchodząc bokiem. Przejście nad balami drewna, czy też tzw. S gdzie zjeżdżało się ok. 1-1,5m w dół i były to dwa zakręty po 90 stopni. Moim sposobem na ten fragment trasy to jazda przed siebie i ok. 2-3 wywrotki w różnej konfiguracji. Ciekawym etapem była najszybsza i największa górka, tuż po rozwidleniu dróg na metę lub kolejne okrążenie. Pierwszy raz zjeżdżając wskoczyłem w tor, rozpędziłem się do ok. 31 km/h (wg. zapisu z mojego Garmina) i spektakularnie się wywaliłem.

 

Ale że człowiek twardy to tylko się otrzepałem ze śniegu i pognałem dalej. Na kolejnym okrążeniu ten sam zjazd zaatakowałem środkiem z ułożeniem nart w trójkąt czy tzw. pług dla zmniejszenia prędkości. Tym razem wykręciłem 23km/h i upadek był w głównej mierze na twarz :) Znowu się otrzepałem i poleciałem dalej. Pomyślałem sobie, że nic gorszego już nie będzie więc nie ma co się martwić. Z racji mojego braku umiejętności pokonywania wzniesień na tzw. jodełkę, martwiłem się o ostatnie 200m do mety gdzie było stromo. Na szczęście nie tak stromo jak miałem to zakodowane w głowie.

Finisz

Będąc w ogonie stawki dziwnie było widzieć jak organizatorzy zabierają oznaczenia trasy itd. Nigdy tego nie doświadczyłem, ale musiał być ten pierwszy raz. Na szczęście miłe dziewczyny z teamu Red Bulla dopingowały na ostatnich metrach i jakoś udało się zakończyć tę nierówną walkę. Na mecie czułem się zwycięzcą, bo wszyscy na mnie czekali, a emocje i radość były na takim poziomie jak bym sam wygrał te zawody. Lecz zająłem tylko albo i aż przedostatnie miejsce. Wielkie brawa należą się też ostatniemu zawodnikowi czyli Panu Krzysztofowi Daniłowiczowi, którego poznałem na starcie i przez dużą część trasy biegliśmy wspólnie.

Red Bull Bieg ZbójnikówRed Bull Bieg Zbójników fot. Wojciech Kołacz fot. Wojciech Kołacz

Red Bull Bieg ZbójnikówRed Bull Bieg Zbójników fot. Marcin Kin fot. Marcin Kin

Po biegu

Oglądając ceremonię zakończenia zawodów i wręczania nagród dla najlepszych, miałem w głowie tylko jedną myśl: było warto, udało się! Narty biegowe to dla mnie nowe doświadczenie, ale jakże pozytywne. Mimo trudów startu, w ogóle się nie zraziłem i myślę, że w przyszłości ponownie spróbuję tego sportu. Jest to ciekawe urozmaicenie normalnego biegania i jeśli tylko ma ktoś możliwość, niech koniecznie spróbuje swoich sił w takiej odmianie biegania. Tylko uprzedzam i radzę, żeby nie brał przykładu ze mnie. Bo porwałem się na lekko głęboką wodę, ale na szczęście umiem pływać więc Bieg Zbójników nie był mi straszny. Czekam na kolejną edycję zawodów. Do tego czasu na pewno będę lepiej przygotowany ;)