Bieganie to najtańszy, najskuteczniejszy sport

- Jak człowiek sobie pobiega, to mniej się stresuje, łatwiej przeżywa problemy - mówi Małgorzata Kędzierska, która m.in. dzięki bieganiu zyskała nie tylko wewnętrzną siłę, ale pozbyła się też ''nadprogramowych'' kilogramów.

Małgorzata Kędzierska, na urlopie wychowawczym, biega od dwóch lat: - W 2009 roku, miałam wtedy 34 lata, skończyłam dietę spowodowaną cukrzycą ciążową. I zaczęłam jeść! We wrześniu ważyłam 65 kilo przy wzroście 156 cm. Wróciliśmy z wakacji, obejrzałam swoje zdjęcia w kostiumie i załamałam się. Dramat! Wykasowałam je z aparatu, nie dałam przegrać do komputera. Zaczął mi siadać kręgosłup, masaże nie pomagały. Coś muszę ze sobą zrobić - pomyślałam. Nic mi się nie chciało, człowiek był zużyty, zmęczony życiem. Siedziałam w domu, nic prawie nie robiłam, ale wieczorem najchętniej tobym poszła spać.

Byłam już na urlopie wychowawczym, bo mamy małą córeczkę. Pracuję jako handlowiec, jestem po rachunkowości i kontrolingu, mąż jest mechanikiem samochodowym, instaluje alarmy.

Piotr Pacewicz: I wymyśliłaś sobie bieganie?

- Powoli. Najpierw był tylko fitness, dwa razy w tygodniu. Po 20 minutach pierwszych zajęć poczułam niesamowitą słabość. Co ja tu robię, Boże kochany! Ale nie poddałam się. I waga stanęła. Jadłam chyba nawet więcej, ale organizm też spalał więcej. Zaczęłam się nawet trochę lepiej czuć. Zachciało mi się gdzieś wyjść wieczorem.

Mąż sam się wtedy nie ruszał, przestali z synem, który ma 14 lat, nawet jeździć na piłkę.

Zmieniłam dietę na zdrowszą: nie smażone, ale gotowane, ostatni posiłek o 19. Powiem dokładnie, bo prowadzę kalendarz: we wrześniu 65 kg, w grudniu już 61, w styczniu 2010 - 59, w marcu 58

W kwietniu postanowiłam, że nie rezygnując z fitnessu, dodam bieganie. Plan treningowy ściągnęłam z internetu: trzy minuty biegu, minuta marszu coraz dłuższe odcinki biegu i tak małymi kroczkami doszłam do treningów po pięć-sześć kilometrów. Jesienią 2010 pobiegłam w Biegnij, Warszawo na 10 km w 60 minut, bez zatrzymania! Wśród kobiet byłam w czwartej setce. To był niesamowity sukces. Pamiętam swój numer startowy 2651. A waga spadła do 48 kg.

Biegam kilka razy w tygodniu na stadion Spójni [klub na warszawskim Żoliborzu], po drodze jest kanałek, przestrzegam, żeby jak najmniej po chodnikach, bo siadały mi kolana.

Już się wkręciłaś na dobre?

- Ludzie często źle zaczynają, zniechęcają się, a tu trzeba pomału. Trzeba coś o tym poczytać, odpowiednio się ubrać, zainwestować w buty. Cieszyć się małymi sukcesikami. Aż przyjdzie radość. Fizyczny wysiłek sprawia mi teraz przyjemność, mam inne nastawienie do życia, cieszę się każdym dniem, sama się do wszystkiego rwę, przestałam się wysługiwać rodziną. Nieraz wracam z biegu i niby jestem zmęczona, ale mam werwę, po prostu dostaję powera! Lubię jeść, a teraz mogę, ile chcę, mam ochotę na tort, zjem kawałek tortu, nie odmawiam sobie niczego, zwłaszcza że córeczka do dziś pociąga z cycka.

W ogóle trzeba coś ze sobą robić, ruszać się... W pracy siedzimy przy komputerze, w domu z pilotem w ręku, już nawet nie trzeba podchodzić do telewizora. Pogryzamy paluszki, chipsy, nie zdajemy sobie sprawy, co my robimy ze swoim życiem. Jak człowiek sobie pobiega, to mniej się stresuje, łatwiej przeżywa problemy. Od młodego do starego, każdemu to dobrze zrobi.

Mąż cię wspiera w sporcie?

- Tak i nie chodzi tylko o urodę. Widzi, że jestem weselsza, szczęśliwsza. Na tym biegu na 10 kilometrów byli ze mną z synem.

I kto był najszybszy?

- Nie, oni tylko mnie dopingowali, nawet żałowali, że nie mają siły na taki dystans. Teraz mąż też zaczął biegać. Jak czasem syn zostanie z Marysią, to idziemy razem. Ja mam na razie lepszą kondycje, ale mąż się poprawia.

Moja matka chrzestna, jak zobaczyła, jakie osiągnęłam wyniki, też zaczęła biegać i też schudła 10 kilogramów, a ma 51 lat. Jej córka też zaczęła, zadzwonili ostatnio, że jestem ich motywatorem. Moja przyjaciółka, w tym samym wieku co ja, też już biega. Nawet mama ze dwa razy próbowała, ale nie dała rady z powodu palenia. Teraz pod moim wpływem zaczęła siostra, fryzjerka, ale na razie tylko na bieżni w siłowni. Nie udało nam się jeszcze umówić na powietrzu.

Jak u Tuwima: ''Babcia za dziadka, Dziadek za rzepkę, oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!''.

- Dziadek i babcia, czyli moi teściowie, też w tym biorą udział. Potrafią zadzwonić: - Nie idziesz dziś biegać? Bo mogłabym przyjechać i zostać z Marysią.

Zasługujesz chyba na tytuł bohatera akcji Polska Biega!

- To jest najtańszy, najskuteczniejszy sport. Biegałam wczoraj, tyle radości, wiosna, śliczna pogoda, wstępuje we mnie radość. Wracam upocona, ale mam wewnętrzną siłę.

Co na to koleżanki w pracy?

- Pracuję z samymi facetami. Byli zdumieni moim wyglądem. Już ciąża mi służyła, dzięki córeczce zaczęłam dbać o sobie, a teraz jeszcze ta sylwetka. Mówią, że wezmą ze mnie przykład. Zobaczymy. Wracam do pracy za rok.

A nie żal ci czasu na fitness? Mówię jako nałogowy biegacz.

- Trochę ćwiczeń siłowych jest wskazanych, żeby ujędrnić ciało, bo po takim schudnięciu zostaje nadmiar skóry. Zmieniam kluby, szukam dobrych instruktorów, jak potrafią poprowadzić zajęcia, to w godzinę spalam masę tkanki tłuszczowej. Oczywiście wiosną czy latem przyjemniejsze jest bieganie na powietrzu. Tej zimy dopadło mnie lenistwo i ograniczyłam się do fitnessu .

A teraz już się cieszę na bieganie nad morzem, to coś niesamowitego.

Rozmawiał Piotr Pacewicz

Dołącz do nas na Facebooku