Panna Anna dla PolskaBiega.pl: Ugięły się pode mną kolana, serce zaczęło bić szybciej...

Jest tyle zawodów na całym świecie, w których chciałabym pobiec! Tyle maratonów, biegów górskich, wyścigów na krótszych dystansach - przecież we wszystkich nie trzeba walczyć o życiówkę! Zabawa też może być celem samym w sobie. I to jakim przyjemnym! - pisze Anna Szczypczyńska, autorka bloga PannaAnnaBiega.pl.

WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY SZCZYPCZYŃSKIEJ NA BLOGU PANNAANNABIEGA.PL

To już drugi rok, kiedy nie zmierzę się z królewskim dystansem w normalnym, ludzkim tego słowa znaczeniu. W zeszłym roku kontuzja pokrzyżowała moje wiosenne plany startowe, więc przesunęłam cele na jesień. Ale wiadomo jak to w życiu bywa: kilka miesięcy może sporo zmienić. Zupełnie nieoczekiwanie pojawił się w nim nowy obiekt zainteresowań, który sprawił, że poczułam się jak nastolatka. Ugięły się pode mną kolana, serce zaczęło bić szybciej niż podczas wyścigu na 10 km, a ja nie mogłam myśleć o niczym innym niż tylko o tym, żeby znowu go zobaczyć, poczuć, być obok. Ten nowy kochanek to góry. Dlatego jesienią, zamiast ścigać się na asfalcie, postanowiłam przenieść się w teren. Wybrałam Ultramaraton Bieszczadzki.

W tym roku to już w ogóle wszystko wywróciło się do góry nogami. Oprócz gór, ciągnącego się bez końca stanu zapalnego rozcięgna podeszwowego, zmian w pracy, doszedł prawdziwy kochanek, taki z krwi i kości, który też miał jakieś swoje plany, pomysły, marzenia i trzeba było wszystko ułożyć od nowa. Ale to nie on najbardziej namieszał. Treningi zaczęłam dużo później niż planowałam. Stan zdrowia i tryb życia pozwalały na luźne truchtanie, ale o wycisku w postaci interwałów czy dłuższym wybieganiu mogłam pomarzyć. Układanie jakiegokolwiek planu treningowego nie miało sensu. Zaraz okazywało się, że boli stopa, albo wypada kolejny wyjazd i muszę spędzić 12 godzin w samochodzie.

ZUGSPITZ ULTRATRAIL: A JEDNAK BIEGAMY Z GŁOWĄ

Dla kogoś, kto zawsze miał jasny cel: pierwszy maraton, nowa życiówka w połówce, na dychę, na magicznych 42 km, takie prawie roczne "niby trenowanie" z nadzieją: jeszcze będę biegać jak dawniej, to koszmar. Motywacja spada, pewność siebie zostaje w domu. Lecisz przed siebie, ale raptem każdy trening to walka o przetrwanie. Masz wrażenie, że jest tylko po to, żeby kompletnie nie stracić tego, co zbudowało się przez lata. No i dla przyjemności rzecz jasna, ale w którymś momencie to bieganie bez jasno wytyczonego celu robi się tak bardzo stresujące, że zapominasz o całej frajdzie, jaką wcześniej ci dawało. W głowie powstaje jakaś dziwna blokada, która na każdym kroku krzyczy ci do ucha: "nie dasz rady". Błędne koło, totalny bałagan. Koniec! Bez względu na to, jak się życie ułoży, trzeba wybrać sobie nowy cel, nawet jeśli coś stanie na przeszkodzie i nie uda się go zrealizować.

Zobacz wideo

Wytyczyłam sobie kilka i od razu zaczęłam trenować z przyjemnością. Debiut w triathlonie, bardzo trudne wyzwanie w górach (ale na to wyznanie jeszcze przyjdzie czas) i maraton, no bo jak inaczej? Jasne, głupotą byłoby zakładanie, że teraz przygotuję się tak, by poprawiać życiówkę, więc znalazłam inny wymiar: zabawę. Jeszcze w styczniu udało mi się zapisać na imprezę, o której marzyłam od kilku lat: Marathon du Medoc. Już region, w którym rozgrywa się bieg, mówi sam za siebie: Bordeaux. Będą stroje, będzie wino i pyszne jedzenie na trasie (ciekawe jak wygląda "bieg" w takich okolicznościach przyrody). Dwa miesiące później czeka mnie kolejny fantastyczny maraton we Francji: tym razem French Riviera Marathon Nicea-Cannes, którego zostałam ambasadorką. Żeby mieć pewność, że po całym sezonie dam radę, tutaj postanowiłam skorzystać z fajnego rozwiązania: 2x21km. Sztafeta z drugą połówką to może być całkiem fajna sprawa. Piękne otoczenie, genialna atmosfera, a ja marudzę, że nie mam celu? Co za bzdura!

SPONTANICZNY START CZY PLAN OD "A DO Z"? [FELIETON]

Jest tyle zawodów na całym świecie, w których chciałabym pobiec! Tyle maratonów, biegów górskich, wyścigów na krótszych dystansach - przecież we wszystkich nie trzeba walczyć o życiówkę! Zabawa też może być celem samym w sobie. I to jakim przyjemnym! Rozpisałam sobie nowy plan treningowy i będę się go trzymać. Ty też znajdź sobie cel. Taki twój i tylko twój.

WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY SZCZYPCZYŃSKIEJ NA BLOGU PANNAANNABIEGA.PL

ODWIEDŹ PANNĘ ANNĘ NA FACEBOOKU!

Partner - materiał

Najciekawszy sprzęt do biegania