Panna Anna dla PolskaBiega.pl: "Zagryzłam zęby i drobiłam dalej" [FELIETON]

O bieganiu w górach, codziennej motywacji i o tym, że czasami warto wywrócić życie do góry nogami i zacząć zmiany na lepsze - pisze w pierwszym felietonie dla PolskaBiega.pl Anna Szczypczyńska, autorka bloga PannaAnnaBiega.pl.

WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY SZCZYPCZYŃSKIEJ NA BLOGU PANNAANNABIEGA.PL

"O matko, jak można było doprowadzić się do takiego stanu?" - truchtałam powoli w górę i czułam jak brakuje mi sił. Mimo wszystko nie przechodziłam do marszu, dzielnie "drobiłam" jak przykazano mi na pierwszym obozie biegowym, na który się w życiu wybrałam. Pamiętam, że dwa lata temu przeklinałam to słowo: "Sam sobie drób, ja będę szła" - mówiłam do siebie pod nosem i nie słuchałam poleceń trenera. Czyli jest postęp, nawet duży, bo od dwudziestu minut powolutku truchtam w górę. Nie buntuję się, nie zatrzymuję, tylko dzielnie drobię przed siebie. Po czterdziestu minutach czuję, jak po moich policzkach płyną łzy. To ze złości na siebie. Kilku miesięczne zmęczenie zaczyna ze mnie wychodzić.

Laptop do łóżka, budzik na 6

Za to pokochałam góry: jest przestrzeń, cisza, natura ale jest też wycisk. Wszystkie te elementy połączone ze sobą dają coś, co pozwala się wspiąć na wyższy poziom: raptem jesteś sam ze sobą i musisz w tym wytrwać. Musisz siebie zaakceptować w stu procentach, bo w przeciwnym razie nigdzie nie dojdziesz. Raptem okazuje się, że to trudniejsze niż myślałam: widzę siebie nie taką, jaką lubię. Jestem zmęczona, zniechęcona, zaniedbana, kłócę się o bzdury, rzadziej się uśmiecham i wszystko robię w wiecznym stresie: "Muszę już iść, bo mam jeszcze kupę pracy", "Nie, jeszcze przez dwa miesiące nie mam nawet jednego wieczoru wolnego, nie spotkamy się". Jest tylko praca, szybki trening i w domu znowu praca do późnych godzin. Do łóżka zabieram laptopa i romansuję z nim do pierwszej w nocy, budzik nastawiam na 6 rano i pierwsze co, to znowu biorę go do łóżka, żeby dwie godziny przed pójściem do pracy, poodpisywać na maile, przygotować teksty. Po pracy idę na szybki trening. Ale powiedzmy sobie szczerze: co to za trening, kiedy człowiek śpi po 4 godziny, czasem nawet dwie (teraz zasłaniam twarz ze wstydu, choć wiem, że mnie nie widzisz) i tak ciągnę już trzeci miesiąc. A tak naprawdę już trzeci rok, ale nigdy wcześniej to się nie odbywało aż na taką skalę.

Nie patrzeć na siebie surowym okiem

Panna Anna, która codziennie namawia cię do tego, żebyś dbał o regenerację, wysypiał się, dobrze jadł, trenował z głową, by jak najdłużej czerpać z tego radość, raptem sama tak bardzo zatraciła się w tym pędzie, że nie ma siły. Szewc bez butów chodzi - mówią. Ale ja nie będę tym szewcem. Wywróciłam swoje życie do góry nogami po raz kolejny, właśnie po to, żebym sama chodziła w fajnych butach. Tfu, biegała. Po co te wynurzenia? Po co post, który ma w sobie mało pozytywnej energii? Właśnie po to, żebyś zobaczył, że ja też potrafię się zapomnieć, zapędzić, wkręcić w sytuację, w której nie powinnam być. Ale grunt to sobie uświadomić, gdzie teraz jesteś i zaakceptować to. Nie patrzeć na siebie surowym okiem, tylko podać sobie rękę i ułożyć w głowie plan działania, a konkretniej plan naprawczy.

Plan działania

Dlatego zagryzłam zęby i drobiłam dalej. Czułam jak łzy powoli płynęły po moich policzkach, ale nie poddałam się. Układałam w głowie plan działania. Przetrwałam w każdym wymiarze: najpierw wdrapałam się na Szrenicę, a potem w domu przeorganizowałam resztę. Czasem trzeba tak się sponiewierać, by dotarło do ciebie to, co naprawdę jest ważne. To co, działamy?

WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY SZCZYPCZYŃSKIEJ NA BLOGU PANNAANNABIEGA.PL

ODWIEDŹ PANNĘ ANNĘ NA FACEBOOKU !