Pieska sprawa - Jacek Hugo-Bader opowiada o swoim bieganiu

- Biegam od 13 lat. Odkąd żona kupiła psa, żeby dzieci miały żyjątko i lepiej się rozwijały. Wiedziaaaałem, że tak będzie. Dzieci rozwijają się fantastycznie, ale to ja muszę wychodzić z gadziną na spacery - tak na łamach Gazety Wyborczej w 2006 roku pisał biegacz, dziennikarz i podróżnik Jacek Hugo-Bader. Na prośbę naszych czytelników przypominamy jego artykuł jako inspirację.

Gazeta Wyborcza, wydanie z dnia 29.09.2006 r.

Skoro już idę z nim do lasu (mieszkam obok Olszynki Grochowskiej, w której padł krwawy remis w czasie powstania listopadowego), to co za różnica, czy po cywilnemu, czy w gaciach do biegania. I tak trwonię czas po próżnicy, to chociaż się podratuję. Amerykanie wyliczyli, że średnia długość życia ich dziennikarzy to 49 lat - najkrótsza ze wszystkich grup zawodowych. Mniej niż kaskaderzy! Wiadomo: pośpiech, rywalizacja, zazdrość, zarywane noce, uliczne żarcie, wóda, papierochy... Właśnie mam 49 lat. Zobaczymy, czy warto było męczyć się 13.

Jakiś czas później wygadałem się koleżce Jurkowi Płusie, że prawie codziennie biegam przez godzinę. Zbliżał się termin XIX Maratonu Warszawskiego. Namówił mnie. Miałem równo 40 lat, on - 50. Od tego startu przestałem biegać lajtowo, wyłącznie przyjemnościowo. Codzienne bieganie było przygotowaniem do maratonów. Zaliczałem po dwa starty w roku, potem trzy, a w tym roku cztery maratony. Przygotowuję się solidnie. Korzystam z podręcznika, w którym rozpisane są treningi na cały sezon. To dość upierdliwe, jeśli duży trening, na przykład BNP (mój bieg z narastającą prędkością ma 25 kilometrów), wypadnie w Wigilię albo imieniny żony, kiedy z odwiedzinami przychodzi rodzina, albo kiedy jesteś w delegacji w Aszchabadzie, a temperatura wynosi 49 stopni Celsjusza.

25-kilometrowy trening to z rozgrzewką dwie i pół godziny. Do tego przebieranie, prysznic i są trzy godziny. Chyba mi odbiło, żeby tak czas marnować! Odbiło i uzależniło. Jestem uzależniony od wysiłku. Inny mój koleżka Piotrek Piotrowski powiedział, że sport jest dla tych, którzy lubią, jak ich boli. Zdanie, które jest syntezą mojej filozofii biegania. Jest o mnie. Czerpię niewypowiedzianą przyjemność z tego, co czuję na ostatnich kilometrach maratonu, kiedy umieram ze zmęczenia, a boli mnie wszystko.

Poza tym nie jest to takie rozkoszne. Mam kłopoty z kręgosłupem, po długim biegu wysiadają mi stawy biodrowe, a po treningu siłowym i szybkościowym - kolano. Na razie mam sposób na te dolegliwości. Ignoruję je i przechodzi, ale wiem, że długo tak się nie da. Kiedyś trafię do ortopedy, a ten powie - koniec z bieganiem.

Pies ma 13 lat, co w przeliczeniu na ludzkie daje 91 lat, więc jak jest gorąco albo czeka mnie trudniejszy trening, odmawia wyjścia. Przez niego zacząłem biegać. Więc może on wie lepiej, kiedy powinienem przestać. Ale ja nie chcę. Cholerny kundel! Miał nam ułatwić wychowanie, a wszystko skomplikował.

Tekst: Jacek Hugo-Bader.