Dziękuję ci, Witku. Przepraszam cię, Miki

Chciałbym z serca podziękować tysiącom organizatorów, którzy włożyli tyle pracy w przygotowanie 611 biegów w naszej akcji

Jeśli pozwolicie, podziękowania złożę na ręce pana Witolda Sikorskiego, nauczyciela matematyki i informatyki w szkole podstawowej w zachodniopomorskich Bobolicach (5 tys. mieszkańców). Poznałem go, kliknąwszy na mapie na www.polskabiega.pl w punkcik niedaleko Koszalina. Zadzwoniłem.

Okazuje się, że w piątkowe popołudnie w Bobolicach lało, ale w strugach deszczu, na miejskim stadionie, na dystansie na 3200 m pobiegła setka biegaczy (''Równo sto, policzone!''). Witold ma 48 lat, biega od 12. Zaczął, gdy kupił pierwszy komputer i zobaczył, jak to wciąga. Zaniepokoił się o swoje zdrowie, wzrok i rosnący (wtedy) brzuszek. Jest nieźle zakręcony - zaliczył 120 maratonów, ''wszystkie krajowe oczywiście, sporo w krajach ościennych (Niemcy, Czechy, Słowacja). Dwa tygodnie temu byłem w Madrycie''". Żona Grażyna zaczęła z nim jeździć, ale znudziła się jej rola kibica i sama zaczęła biegać, zaliczyła nawet kilka maratonów. W piątek oczywiście ścigała się po bieżni i nawet wybiegała podium w kategorii kobiet! Trenują jednak osobno, Grażyna woli krótsze dystanse. Jeżeli, drogi Czytelniku, jeszcze masz wątpliwości, czy warto biegać, zadzwoń do Witolda. Usłyszysz, że bieganie to sposób na poznawanie świata, ale świat to nie tylko Madryt, Poznań czy Berlin, to przede wszystkim fajni, ciekawi ludzie (''Biegacze to inni ludzie. To inny świat. Mój świat''). Ponadto długi samotny trening jest ''okazją, żeby przemyśleć wszystkie sprawy. Mam godzinę czy dwie tylko dla siebie, mam wtedy czas na wszystko''. Witold zachęca do biegania, jak może. Atrakcją piątkowych zawodów była nagroda - ''wypasiony rower''. Wylosował go Adrian Winkowski, jego uczeń. Witold martwi się, że tak niewielu WF-menów zaraża dzieciaki sportową pasją, ale jak mają zarażać, gdy sami jej nie mają?

Poza podziękowaniem chciałbym też - w imieniu dziesiątków tysięcy nas wszystkich, którzy staraliśmy się, by w ten weekend o bieganiu było w Polsce głośno - przeprosić trzymiesięcznego Mikołaja Stolarczyka za to, że nasz gromki okrzyk: ''Polska? Biega!'', na mecie w warszawskim parku Szczęśliwickim przerwał mu sen. Mikołaj - syn dzielnej Agnieszki, która bieganiem pokonała cukrzycę, i Artura, który na warszawskiej Ochocie prowadzi z żoną klub Crazy Runners - był chyba najmłodszym zarejestrowanym uczestnikiem naszej akcji - w wózku widniał dumnie biegacki numer z ''Gazety'' z wielkim napisem ''MIKI''. Na szczęście Miki skrzywił się tylko ze dwa razy i usnął znowu. A my, crazy runners, zaczęliśmy rozmawiać o tym, co w bieganiu fajne, o butach, kontuzjach, wynikach. Zapraszamy za rok!