Rekordowy finał akcji Polska Biega w Lubuskiem

Bieganie? To z jednej strony odreagowanie, a z drugiej nałóg. Tak, dziś już "niestety" biegam nałogowo - mówi gorzowianin Marek Rusakiewicz. W sobotę biegała cała Polska. Biegali również Lubuszanie.

13 maja 2009 r.: Gorzowski finał akcji Polska Biega odbył się w parku Słowiańskim. Do krótkiego, bo niespełna czterokilometrowego biegu wystartowało 60 biegaczy. Pierwszy na metę przybiegł Kamil Popiel, uczeń SP nr 21. - Do prawie końca Błotnej byłem pierwszy, potem dziewczyny mnie wyprzedziły, zrobiłem sobie mały odpoczynek, a dalej biegłem cały czas piąty. Na końcu przyspieszyłem, no i wygrałem - relacjonował zdyszany, ale szczęśliwy. Kamil trenuje piłkę nożną i biega, ale tylko na treningach. Kiedyś może przyjdzie czas i na bieganie rekreacyjne, po parkach czy lasach. A że warto biegać, widać na przykładzie nestorów gorzowskiego biegania.

Wiesław Markowiak ma 74 lata i biega już pół wieku. - Samo zdrowie. Do dziś nie biorę żadnych lekarstw - mówi. Wziął udział tylko w pierwszym, krótkim dystansie, bo na następny dzień szykował się do kolejnego półmaratonu w Pszczewie. - Na 27 edycji pszczewskiego biegu biegłem już 20 razy. To pobiegnę i teraz. A dzisiaj odpoczywam - mówi. Pan Wiesław zaczynał bieganie jeszcze w Łodzi, razem z kolegą wychodził na łąki koło jednego z osiedli codziennie wczesnym rankiem. W 1965 r. przyjechał do Gorzowa i czuł się trochę osamotniony. Wkrótce poznał jednak innych biegających i to pozwoliło mu zaadaptować się do nowego środowiska. Dziś biega średnio cztery razy w tygodniu, głównie po parku Kopernika i nad Wartą. - Zawsze rekreacyjnie, dla zdrowia. Dlatego najważniejsze jest, aby znaleźć czyste powietrze, środowisko, bo bieganie po ulicach wśród samochodów to nie jest to. Czasem też korzystam z boiska przy gimnazjum. Ja się w ogóle dziwię, że w naszych szkołach jest tak mało tartanowych bieżni. Powinny być w każdej szkole - mówi.

Stanisław Grochowski, w koszulce gorzowskiego Klubu Biegacza rozgrzewa się przed startem do Biegu Słowiańskiego. To już dłuższy dystans, bo aż 10 km. Wystartuje do niego - razem z guru gorzowskich biegaczy Zbigniewem Petri - kwadrans wcześniej niż inni. To taki handicap dla seniorów. - Biegam tylko dla zdrowia. I może też, aby pokazać tym młodszym, co jeszcze może taki zdrowy 70-latek. Przyjemnie, jak się wygra z młodszymi i składają potem gratulacje - opowiada. Choć przyznaje, że dziś to już nie to, co kiedyś. W maratonie biegł kilometr w 4 minuty, a dziś na 7 minut musi się postarać. - Powziąłem sobie taki równy plan: 10 maratonów i 50 półmaratonów i go wykonałem. A dziś nie ten wiek, nie to trenowanie i organizm starszy - dodaje.

Marek Rusakiewicz stara się biegać przynajmniej kilka razy w tygodniu. Najbardziej lubi lasy koło Wojcieszyc. - Jako młody chłopak trenowałem wyczynowo w AZS. Potem zająłem się biznesem, polityką i nie było już czasu. Przyszły kłopoty zdrowotne i wtedy wróciłem do biegania. To był główny motyw - tłumaczy. Biega od lat i zauważa, że coraz więcej spotyka się nowych biegających. - To cieszy, coraz więc również dziewczyn się widzi na trasie, wcześniej to było prawie niespotykane - stwierdza. Bieganie to jakby namiastka wszystkich sportów, ale Marek Rusakiewicz radzi, aby stosować również gimnastykę. - To potrzebne, zwłaszcza rozciąganie - doradza.

Eryk Gucia to przyszłość gorzowskich biegaczy. Ma dopiero 2 lata i 3 miesiące, a już biegł w Polska Biega. Wprawdzie na plecach taty, ale od czegoś trzeba przecież zacząć. - Obciążenie było przyjemne, a bieg wspaniały. Biegam na razie tylko od święta. Ale może wreszcie wystarczy mi silnej woli, żeby wcześniej wstawać i biegać codziennie przed pracą - mówi Marcin Gucia.

Natomiast Wojtek Stawiarski biegł również pierwszy raz, ale "samodzielnie". Jego tata Marek biega od siedmiu lat. Mama sama nie startowała, ale dopingowała obu panów. - Przebiegłabym oczywiście te cztery kilometry, ale ja wolę spacery. Zaczęłam chodzić z kijkami. Proszę sobie wyobrazić, że po drodze słyszę różne uwagi, na przykład: gdzie pani narty wywiało, zgubiła pani deski? A wydaje się, że to nie powinno dziś wzbudzać sensacji - mówi Anna Stawiarska. - Kiedyś na widok biegających też ludzie się w czoło pukali, bo sport to się uprawiało na stadionach albo w hali. Albo byłeś sportowcem, albo siedziałeś w domu - dodaje jej mąż.

W sobotę w Gorzowie odbył się bieg Polska Biega, XXVIII Bieg Słowiański i biegi dla dzieci i młodzieży w różnym wieku. Ale biegano również w całym województwie.

W Zielonej Górze w biegu wzięła udział rekordowa liczba osób. 2,5-kilometrową trasą pobiegło 120 zielonogórzan. Najmłodszy z uczestników miał 5 lat. Biegacze wystartowali przy Hotelu Leśnym przy ul. Sulechowskiej i biegli leśnym duktem. Maciej Wysocki z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji był zaskoczony frekwencją. - Zazwyczaj w tego typu biegach bierze udział maksymalnie 15 osób. W ub.r. akcja była niewypałem. Teraz dopisali zwłaszcza najmłodsi. Ze Szkoły Podstawowej nr 11 w biegu wzięło udział aż 60 dzieci - mówi Wysocki i dodaje, że każdy z uczestników otrzymał pamiątkowy dyplom, a na osłodę batony energetyczne. - Nie przewidzieliśmy żadnych nagród za I miejsce. W tym biegu nie chodzi o to, aby zwyciężyć, ale żeby we własnym tempie pokonać trasę i polubić bieganie - zaznacza Maciej Wysocki i dodaje, że w przyszłym roku Zielona Góra zamierza pobić tegoroczny rekord.

W ubiegłym tygodniu biegły już Strzelce Krajeńskie, a w tę sobotę Górzyca, Witnica, Kołczyn, Przytoczna, Gubin, Lubski, Kożuchów, Żary Małomice i Bytom Odrzański. W niedzielę do Słubic dobiegła natomiast sztafeta Polska Biega, w której uczestniczył m.in. olimpijczyk Tomasz Kucharski. Trasa w naszym województwie biegła przez Międzyrzecz, Sulęcin i Ośno.