Lokomotywy Polska Biega

Organizują biegi w wioskach, w małych miasteczkach, gdzie nie jest łatwo o wsparcie i sponsorów. Poświęcają własny czas, czasem też pieniądze. Lokomotywy, bez których nie byłoby tych imprez. Jak oni to robią i dlaczego?

Adam Protasiewicz

Bieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego, Łapy, woj. podlaskie

Zaczęło się od tragicznej śmierci Waldka Kikolskiego. Był niedowidzącym biegaczem, który z uporem wprost proporcjonalnym do postępów choroby zdobywał coraz lepsze wyniki. Zwyciężał w biegach maratońskich, od Berlina, przez Lizbonę, po Los Angeles i japońskie Miyazaki. Zdobywca złota na paraolimpiadzie w Barcelonie, Atlancie i Sydney. Jednocześnie skromny chłopak znany w swoim miasteczku przez wszystkich. Po olimpiadzie w Barcelonie miał propozycję pracy w tym mieście. Nie skorzystał - został w Łapach. 13 lat temu zginął w wypadku samochodowym. Krystyna Grabowska, ówczesna dyrektorka Ośrodka Kultury Fizycznej, wymyśliła Bieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego. Zawsze pod koniec kwietnia, bo wtedy zmarł Waldek. Start i meta są przy jego rodzinnym domu. Od kilku lat jestem dyrektorem OKF i zajmuję się tym biegiem, który odbywa się w ramach Polska Biega. Sam wolę pływanie, piłkę, rower. Za bieganiem nie przepadam, ale bardzo lubię patrzeć na biegnących.

Bieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego w ŁapachBieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego w Łapach Archiwum organizatora

Na głównym dystansie (5 km) zwykle startuje 300 osób, z czego około 20 to niepełnosprawni z całej Polski. Niewidomi biegną połączeni metrową szarfą z przewodnikami, cały czas obok siebie. Inni - niedowidzący, osoby o kulach - doskonale dają sobie radę sami. Pokazują, że niepełnosprawność to względne pojęcie. Wydaje mi się, że sportowcy niepełnosprawni inaczej odbierają rywalizację: nie walczą z rywalami ani z czasem, tylko przede wszystkim sami ze sobą. No bo jak można wytłumaczyć człowieka, który jedzie przez pół Polski opóźnionym pociągiem. Przez telefon dowiaduje się, że bieg właśnie się rozpoczyna. Prosto z dworca wybiega na trasę szczęśliwy, że w ogóle biegnie. Otrzymuje skromny upominek i po kilku godzinach wraca do domu. Robert Pawłowicz, o którym mówię, przeszedł w dzieciństwie chorobę Heinego-Medina, jest o kulach. Mimo to biega, gra w tenisa, pływa; nie bez powodu ma przydomek "Niezniszczalny". Dla takich jak on trening to rodzaj terapii, to sięganie po sens życia. Bieg integruje lokalną społeczność: bardzo zaangażowany jest Zespół Szkół Mechanicznych, była szkoła Waldka, urząd miejski, inne szkoły, pomagają też strażacy, policjanci, stowarzyszenia sportowe, środowiska katolickie.

Bieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego w ŁapachBieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego w Łapach Archiwum organizatora Archiwum organizatora, fot. Agam Protasiewicz

Takie poczcie jedności jest bardzo potrzebne w naszym miasteczku, które w ostatnich latach wyjątkowo dotknął kryzys. Upadły dwa największe zakłady przemysłowe, które zatrudniały trzy tysiące osób. Brak pracy i beznadzieja dla młodych i starszych wyzierają z każdego kąta. Finanse publiczne są bardziej niż skromne. Mamy problemy, bo chcielibyśmy jak najlepiej przyjąć sportowców, ale nie brak nam determinacji. Robimy Polska Biega, bo to nasze małe święto, pamięć, którą trzeba kultywować, i wiara w piękno sportu bez komercji i nadęcia. To jeden z moich najważniejszych w roku dni. Marzy mi się, żeby kiedyś na bieg przybyła pani Irena Szewińska - jej zwycięstwa to dla mnie niezapomniane przeżycia z młodości.

Adam Wołk

Biegiem po Wichrowskich Lasach, Dobre Miasto, woj. warmińsko-mazurskie

Kilka lat temu urząd miasta w Dobrym Mieście zaproponował mi, żebym włączył nas do Polska Biega. Uczę wf. w gimnazjum ponad 20 lat i każde takie zadanie to dla mnie nowa przygoda. W tym roku pobiegniemy już po raz szósty. W pierwszej edycji startowało 70 osób, w ostatniej ponad 200. Biegną uczniowie, biegną wyczynowcy, np. 65-latek, który zaliczył maratony w Tokio i Nowym Jorku, ale najwięcej to "niedzielni biegacze". Są podzieleni na grupy wiekowe: do ośmiu lat (200 m), do 12, 13-15, 16-18 i główny bieg na 10 km. Na tym dystansie mamy także marsz nordic walking. Startują nasi mieszkańcy, ale przyjeżdża również Elbląg, Olsztyn, Kętrzyn, Ostróda, tak że impreza ma już charakter nie tylko lokalny. Niektórzy zawodnicy są bardzo przejęci, jak pewien siedmiolatek, który z rozpędu pobiegł w kilku kategoriach wiekowych. Liczy się nie tylko start, ale i cała otoczka: rozgrzewka, rozmowy, ognisko po biegu, gdzie strażacy serwują nam grochówkę. Jako nastolatek czynnie uprawiałem lekką atletykę w klubie MKS Juvenia i właśnie na jednym z ostatnich biegów spotkałem kolegę z tamtych czasów, który do nas dołączył. "Biegiem po Wichrowskich Lasach" prowadzi przez tereny nadleśnictwa Wichrowo, kilka kilometrów za miasteczkiem. Nie ma problemu z dotarciem, bo gmina podstawia autobus, który zawozi zawodników. Zaczynałem z pomocą innych nauczycieli wf., a dziś to już akcja zakrojona na większą skalę. Pomaga wicedyrektor Wojciech Gajewski, który też biegnie. Zaangażowało się nadleśnictwo, które wyznacza trasy i informuje o imprezie na swojej stronie. Urząd miasta dał 1,5 tys. zł na dyplomy, plakaty, statuetki dla zwycięzców i drobniejsze nagrody. Organizacja naprawdę nie jest trudna, wystarczy chcieć. Najlepiej próbować od małych kroków. Osobom, które nie mają jeszcze doświadczenia, radziłbym, aby zaczęły od własnego podwórka: szkoła, zakład pracy itp. Przygotowanie takiej akcji to wielka radocha. Zwłaszcza gdy na koniec niemal wszyscy zapewniają o swojej obecności w następnym roku.

Arkadiusz Kopniewski

Bieg Stowarzyszenia Wiejskiego "Strzecha", Potulice, woj. wielkopolskie

Robię ten bieg razem z mamą, oboje jesteśmy w Stowarzyszeniu Wiejskim "Strzecha", które powstało przed dwoma laty z inicjatywy kobiet w naszych Potulicach. To mała wielkopolska wieś, wszystkiego 500 mieszkańców. Mam 22 lata, jestem informatykiem, projektuję strony WWW. Zaczęło się od tego, że słyszałem, że ludzie biegają w sąsiednich wioskach. Sprawdziłem w internecie, znalazłem Polska Biega i wpadliśmy z mamą na pomysł, że dobrze by było zorganizować taką imprezę u nas. Na pierwszym starcie, przed rokiem, stawiło się 40 osób. Byliśmy zaskoczeni taką liczbą uczestników. Najstarszy zawodnik miał 60 lat, najmłodszy - trzy. Trochę dawał radę sam, trochę na plecach mamy. Ja i mama oczywiście też pobiegliśmy. Na mecie usłyszałem: "Jak najwięcej takich imprez" i to jest dla mnie frajda. To, że można coś zrobić dla innych, to, że we wsi się dzieje. Dla mnie sport jest naturalny, biegam często dla zdrowia i kondycji. Tutaj chodzi o to, żeby przekonać innych i zintegrować tę naszą małą społeczność. Na starcie oprócz zawodników było drugie tyle dopingujących. Zależy mi, żeby pokazać naszym dzieciakom i nastolatkom, że można fajnie bawić się nie tylko przed komputerem. Zwłaszcza że one mają utrudniony dostęp do takich imprez i innych atrakcji. Działamy dość spontanicznie i nie musimy naszych mieszkańców motywować. Na 25 maja cała czterdziestka sprzed roku już się zapowiedziała oraz nowi; szacujemy, że wystartuje setka. Nagłaśniamy imprezę na naszej stronie, wieszamy plakaty po okolicznych wsiach.

Bieg w Potulicach w 2012 rokuBieg w Potulicach w 2012 roku fot. Angelika Kopniewska fot. Angelika Kopniewska

Do biegu każdy z uczestników przygotowuje się indywidualnie, widziałem, że niektórzy truchtają. W tym roku pobiegniemy, tak jak ostatnio, cztery kilometry przez las za wsią. Trzeba dogadać się z leśnikami, bo to teren nadleśnictwa - z tym nie ma problemu. Jedna osoba ze stoperem liczy czas, a kilku chłopaków z ochotniczej straży pożarnej zabezpiecza imprezę i pilnuje punktów kontrolnych, żeby ktoś nie robił skrótów. Gmina Wągrowiec dała nam 500 zł na nagrody - będą puchary dla najlepszych i medal dla każdego. Organizacja jest wyzwaniem, ale jak się dobrze zmobilizujemy, to wystarczą dwa tygodnie na przygotowanie.

Tomasz Klimek

Plewiska Biegają, woj. wielkopolskie

Myślę sporo podczas treningów, wtedy wpadają mi do głowy różne pomysły. Jednym z nich było zorganizowanie biegu właśnie w rodzimych Plewiskach, wsi na obrzeżach Poznania. Poszedłem z tym do gminnego ośrodka sportu i do naszego księdza Romana, który jest również prosportowy, sam uprawia nordic walking. Wszyscy przytaknęli, z wielką chęcią, a ksiądz nagłośnił naszą imprezę z ambony. Okazało się też, że jedna z mieszkanek Plewisk - Iwona Rasińska - biega maratony i bardzo chciała pomóc w inicjatywie. Wspólnymi siłami w 2009 r. zorganizowaliśmy pierwszy bieg. Wyłożyłem wtedy z własnej kieszeni 3 tys. zł na nagrody, reklamę i prowadzącego.

Polska Biega w Plewiskach w 2012 rokuPolska Biega w Plewiskach w 2012 roku Archiwum organizatora Archiwum organizatora

Na początku startowało 20 dzieci i 30 dorosłych, z malowniczego placyku za remizą. Podczas ostatniej edycji było już ponad sto osób oraz cała masa widzów. Najbardziej integrujący jest wspólny doping, rozmowy między mieszkańcami o startujących znajomych. Organizacja takiej imprezy wymaga przede wszystkim chęci. Nie należy bać się prosić o pomoc, nie zniechęcać się odmowami. Warto bieg wcześniej obmyślić, napisać scenariusz, wypunktować zalety dla sponsorów, dla władz miasta czy gminy. Przestrzegam przed planowaniem biegu na niedzielę: w maju są komunie i frekwencja spada nawet o połowę. Warto też zorganizować dodatkowe atrakcje: u nas były rywalizacje dla "kijkarzy" i rowerzystów, pokazy zabytkowych samochodów, spotkania z ironmanem, fitness i joga. Koszty na początku były po mojej stronie, a teraz sponsorzy sami przychodzą, m.in. z lokalnego klubu fitness. Imprezę nagłośniłem w prosty sposób: zakleiłem plakatami całe Plewiska. Teraz nie muszę tego robić, bo ludzie sami pytają, kiedy będzie bieg. Ważne jest to, że ludzie widzą, że można zrobić coś prawie za darmo i przy tym dobrze się bawić. To motywuje do organizacji innych imprez. Motywuję też własną osobą, bo kiedyś ważyłem 120 kg, a teraz 83. Prowadzę firmę zajmującą się projektami unijnymi, ale nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Biorę udział w zawodach triatlonowych, w tym roku startuję w połówce Iron Mana w Poznaniu. Jestem trenerem osobistym, instruktorem spinningu i nordic walkingu.

Polska Biega w Plewiskach w 2012 rokuPolska Biega w Plewiskach w 2012 roku Archiwum organizatora Archiwum organizatora

Po startach w Polska Biega dwóch moich sąsiadów zdobyło koronę maratonów, a dwóch innych znajomych zdecydowało się na triatlon. Sporo osób zaczęło biegać ot tak, po prostu. Robię to, żeby zachęcić ludzi do sportu. Sam przy okazji poznałem mnóstwo życzliwych osób; mówili o mnie w Plewiskach: "ten, który biega". Serce rośnie, jak widzę coraz więcej osób, które chcą uprawiać sport, jak przychodzą i mówią, że dzięki tej akcji właśnie pokonali swoje pierwsze kilometry. To jest nie do opisania!

Tekst: Aneta Augustyn