Polska Biega maratony dla wnuków: 30 września - Dzień Próby

Sezon maratoński w pełni. Drużynę "Gazety", składającą się z babć i dziadków czeka kolejny test. Za sześć dni maraton w Warszawie. Wystartuje w nim trzech dziadków. Jan Półzięć, Wacław Winiarz i Jerzy Nowak. Maratończycy z Wrocławia wysoko podnieśli poprzeczkę.

Tydzień temu pisaliśmy o tym, w jakim stylu Halina Kokocińska, Krystyna  Mokrzycka i Franciszek Pendolski z drużyny "Polska biega dla wnuków" pokonali maraton wrocławski. Wojciech Staszewski, ich trener, kursował między nimi na trasie, dopingował, dawał napoje, batoniki energetyczne i wskazówki. Potem na mecie podsumował zadowolony: "Byli lepsi, niż zakładałem. Dwoje pobiło rekordy życiowe. Widać, że doświadczenie maratońskie, jakie mają babcie i dziadkowie, to kapitał nie do przecenienia. Przed maratonem robiłem ostrożne założenia, a oni wszyscy pobiegli znacznie lepiej, nawet Krysia, która tydzień wcześniej zaliczyła morderczy 100-kilometrowy Bieg 7 Dolin w Krynicy Górskiej".

Przed trzema dziadkami: Jankiem, Wacławem i Jurkiem, którzy w najbliższą niedzielę ruszą z mostu Poniatowskiego na trasę 34. Maratonu Warszawskiego, nie lada wyzwanie. Panowie mają mocne doświadczenie maratońskie, ale nie wiadomo, czy uda im się poprawić życiówki. A dwa tygodnie później pobiegną w maratonie poznańskim Magda Tomczyk, Marek Bekerman i Arkadiusz Orzechowski.

Od pięciu lat zachęcamy czytelników "Gazety", by przygotowywali się z nami do największych jesiennych maratonów. Przez kilka, kilkanaście tygodni trenuje ich Wojciech Staszewski, a na łamach "Gazety" i Polskabiega.pl piszemy, co robią i co czują. W akcjach "Polska biega maraton" biorą udział osoby na różnym poziomie wytrenowania, które maratonem chcą zamknąć jakiś rozdział życia, otworzyć nowy, coś udowodnić sobie i światu. Tegoroczna drużyna składa się z babć i dziadków. I - jak widać na przykładzie trójki z maratonu wrocławskiego - doskonale udowadnia światu, że maraton z 50, 60, 70 latami na karku to dopiero czad! I nieważne, co o tym myśli zazdrosna sąsiadka lub nieobeznany z bieganiem dziennikarz z innej gazety.

Jan Polziec.Jan Polziec. fot. Bartosz Frydrych fot. Bartosz Frydrych

Jan Półzięć 56 lat, Strzyżów woj. podkarpackie 2 wnuczki, 19 maratonów

Najbliższa niedziela to dla Janka dzień ważny z trzech powodów. Po pierwsze, to będzie powrót do źródła - właśnie w Warszawie przebiegł swój pierwszy maraton. Po drugie, ma chrapkę na nową życiówkę. Dotychczasowa to 3:28:48. Trener Staszewski powiedział, że ma trzymać się zająca biegnącego na wynik 3:30, a od 30. kilometra przyspieszać. - W życiu bym na taki pomysł nie wpadł! Takie to proste - przyspieszyć po 30. kilometrze! Jestem ciekaw, jak będzie z realizacją tak genialnego planu taktycznego - żartuje Jan. Czuje, że jest w dobrej formie, nigdy nie trenował tak regularnie i tak dużo - cztery razy w tygodniu. Być może dlatego w dotychczasowych maratonach na końcówce drastycznie siadało mu tempo. A trzeci powód? Janek tłumaczy: - Zrobiliście ze mnie reprezentanta dziadków, i to nie tylko tych biegających, więc nie mogę dać plamy. A oprócz tego biegam dla rodziny, wnuków przede wszystkim. Najpierw jak córka była w ciąży, potem, jak - synowa i jak się u kuzynostwa dziecko miało urodzić. Takie były moje ciche intencje, tylko w sercu. Teraz mówię o tym głośno - biegnę dla was, dzieci!

Wacław Winiarz 59 lat, Lubaczów woj. podkarpackie 3 wnuków, 2 maratony

- Jestem nastawiony bojowo! - mówi Wacław o starcie w maratonie warszawskim. - Coś niedobrego dzieje się z mięśniem uda, plastry noszę, biorę przeciwbólowce. Ale choćby mi dym uszami szedł, a noga rozpadała się na pół, nie poddam się i z trasy nie zejdę! - W niedzielę kilkanaście osób będzie czekać na niego na mecie na Stadionie Narodowym. - Wolałbym mniej splendoru. Ale skoro bomba poszła w górę, to trzeba lecieć! - śmieje się. - Zwłaszcza że na bank będzie też mój syn i wnuki: Adaś i Szymek. Zazdrości świetnych czasów Krysi, Halince i Frankowi, którzy tydzień temu przebiegli 42,195 km we Wrocławiu. Boi się, że przez kontuzję nogi może nie wyrobić założonego planu. Na razie Wojtek Staszewski liczy, że to będzie 4,5 godziny. - Treningi Wojtka to rewelka! Do tej pory biegałem tak, jak doradzali mi koledzy, ale nigdy nie czułem się tak dobrze. Mam za sobą 2,5 tygodnia w Szklarskiej Porębie - góra, dół, góra, dół. Forma niesamowita! Wacław będzie biegł w koszulce zapraszającej do maratonu z ukraińskiego Jaworowa do Lubaczowa. - Bieg będzie 13 maja, będzie super, zapraszam - mówi.

Jerzy Nowak - biegnie w 34. Maratonie Warszawskim w ramach 'Polska Biega maratony dla wnuków'Jerzy Nowak - biegnie w 34. Maratonie Warszawskim w ramach "Polska Biega maratony dla wnuków" fot. Lukasz Wegrzyn fot. Lukasz Wegrzyn

Jerzy Nowak 61 lat, Szczecin 5 wnuków, 1 maraton

30 września to oficjalnie mój ostatni dzień w pracy, po 45 latach jako maszynista lokomotyw w Elektrowni Dolna Odra (całe życie w jednej firmie!) zaczynam nowy rozdział, emeryturę - mówi Jurek. - Koledzy zrobili mi w sobotę pożegnanie i dali gadżeciarską koszulkę biegową - na pewno wezmę ją do Warszawy. To będzie drugi start Jerzego na 42,195 km. Debiutowi trzy lata temu towarzyszyła euforia, teraz czas na prawdziwy sprawdzian możliwości. - Nie powiem, że czuję się szczególnie mocny. Jak sobie robię teraz wyliczenia, to zastanawiam się, jak ja mogłem wykręcić wtedy aż 3:35! Na lepszy czas się nie nastawiam, po sześćdziesiątce to już życiówki nie w głowie. Ale trener każe biec pierwszą połowę za balonikiem na 3.45 (biegacz-zając ma balonik, na którym wypisany jest planowany wynik), a potem stopniowo przyspieszać. Hm, zobaczymy - puszcza oko Jurek. Przed nim kilka dni regeneracji i tylko jeden trening, jak mówi: wykańczające interwały (czyli bieg w zmiennym tempie: raz wolno, raz bardzo szybko). - Na maraton dziadka zjadą się wszystkie wnuki: Radek, Ala, Ola, Tomek i Zosia. Będzie syn Paweł, córka Agnieszka, żona Ela. Będzie prawie jak w Boże Narodzenie.

Więcej informacji o akcji znajdziesz w dziale: "Polska Biega maratony dla wnuków".