Fajni państwo od wuefu

- Mam superzawód, robię to, co lubię, i uczę czegoś dobrego. No i mogę wcinać, ile chcę, bo wszystko spalę - rozmowa z Adamem Skrobukiem, wuefistą z 15-letnim stażem i członkiem maratońskiej drużyny ''Gazety Wyborczej''.

Małgorzata Smolińska: Organizowaliśmy w Warszawie wielki test Coopera. Twoi uczniowie wiedzą, co to?

Adam Skrobuk: Nie będą ci wdzięczni, że o tym przypomniałaś. Co roku na jesieni robię teścik wszystkim klasom licealnym. Połowa to lubi, ale dla niektórych taka 12-minutówka to problem. Pocieszam ich, że w teście Coopera nie chodzi o to, żeby się dołować, tylko żeby sprawdzić możliwości.

10 października w Poznaniu jako jeden z ''Gazetowej'' drużyny zadebiutowałeś w maratonie z dobrym czasem: 04:21.42. Co na to uczniowie?

- Pokazuję medal. Uchodzę za bohatera, choć dopiero po kilku dniach schodzenie po schodach przestało boleć. Inni nauczyciele też są pełni podziwu.

Inni wuefiści w twojej szkole też biegają?

- Z bieganiem jest słabiej, ale wśród kolegów jeden uprawia kulturystykę, dwaj grają w tenisa. Ja jestem z tych, co to nawet trzy razy w ciągu dnia muszą zmieniać koszulkę. Biorę udział w pokazie jakiejś gry, potem ćwiczenia, gierka, bieg po stadionie. W wakacje jeżdżę na obozy sportowe, ostatnio w sierpniu w Dźwirzynie trenowałem z piąto- i szóstoklasistami piłkę ręczną. Nie oszczędzam się. Pół roku temu podczas gry w piłkę naderwałem mięsień pośladka; potem musiałem robić przerwę w treningach przedmaratońskich. Ale w Poznaniu dałem radę.

Jesteś trenerem szczypiorniaka?

- Wyznaję zasadę, że wuefista musi być wszechstronny. Jestem też trenerem lekkiej atletyki II klasy, instruktorem pływania. Moja szkoła to tysiąc uczniów, ale świetnie wyposażona. Basen, orlik, hala, bieżnia 330 m, siłownia, salki do: tenisa stołowego, zajęć korekcyjnych, dla klas 1-3. Jest nas 13 wuefistów.

Gdy zgłaszałem się do ''Gazetowej'' drużyny, z którą przygotowałem się do startu w maratonie, powiedziałem sobie, że jeśli miałbym tym wariactwem przekonać któregoś z moich uczniów do uprawiania sportu, to warto! I warto dążyć do realizacji marzeń. To było jedno z moich trzech. Został jeszcze triatlon i deska z żaglem.

Wuefiści skarżą się, że postrzegani są jako nauczyciele drugiej kategorii.

- Coś w tym jest. Sport w szkole jest często marginalizowany. Zabieramy uczniów na zawody, zarywają lekcje - źle. A jak zawody są po południu, to nikt nam za nadgodziny nie płaci. Przed zawodami trenujemy po lekcjach, przed lekcjami - wszystko społecznie.

Frustrujecie się tym?

- Akurat w mojej szkole dyrektorem jest nauczyciel wuefu, łatwiej o zrozumienie, stanowimy zgraną ekipę. Ja kompleksów nie mam.

A wuefista, który nie umie zrobić skłonu? W moim liceum w Jeleniej Górze uczyła nas pani w wieku przedemerytalnym, z nadwagą, w ogóle się nie ruszała.

- Cóż, czarna owca znajdzie się w każdym środowisku. Mam szczęście współpracować z ludźmi, którzy kochają ten zawód. To, co najbardziej mnie martwi, to wuef w najmłodszych klasach. W klasach 1-3 odebrano lekcje wuefistom i przekazano paniom od nauczania zintegrowanego. Stworzenie tego systemu spowodowało, że my, wuefiści, straciliśmy kontakt z najmłodszymi uczniami. Szkoda. A przecież 5-9 lat to ''złoty wiek'' dla rozwoju fizycznego dzieci. Rozkręćcie w ''Gazecie'' jakąś akcję, żeby uświadomić, że coś tu jest źle zorganizowane!

Jaka jest według ciebie, wuefisty maratończyka, recepta na lekcje sportu?

- Świetnym pomysłem jest kierunek w liceum ''rekreacja ruchowa''. Od września jestem wychowawcą w takiej klasie - pomysł bomba! Jeżdżą na obozy sportowe, uczą się, jak organizować zawody, udzielają się w wolontariatach, zdobywają uprawnienia wychowawców kolonijnych, ratowników. Po trzech latach potrafią niewiele mniej niż studenci Instytutu Kultury Fizycznej. Wuefu powinni uczyć tylko ludzie przygotowani, z pomysłem na aktywność dla każdego wieku. I pełni zapału.

Skąd go wziąć?

- To się ma we krwi albo się człowiek zaraża od innych. Dlatego warto robić coś poza szkołą, na przykład taki maraton. Mnie świetnie też robi gra w United Vampires. To zespół złożony z ojców moich uczniów i kumpli, gramy w amatorskiej lidze piłkarskiej. Jestem chodzącą legendą tego zespołu (śmiech). Mam superzawód, robię to, co lubię, i uczę czegoś dobrego. Żona mnie wspiera, córeczka Zosia rośnie na sportowca. No i mogę wcinać, ile chcę, bo wszystko spalę. Piękna sprawa.

Adam Skrobuk, 37 lat, mieszka w Szczecinie. Uczy wuefu w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3, jest wychowawcą w klasie o profilu rekreacji ruchowej w X LO. Od początku lipca przygotowywał się z ''Gazetową'' drużyną do maratońskiego debiutu. 10 października przebiegł 11. Poznań Maraton im. Macieja Frankiewicza