Supertata na trasie

Bieganie z dzieckiem? Jak najbardziej - najlepszym dowodem, że można jest Piotr Sawicki, który ze swoją córeczką Zuzią trzykrotnie pokonał Maraton Warszawski. On biegł, ona ''śmigała'' w wózku.

Piotr Sawicki (analityk z warszawskiej korporacji) o bieganiu z wózkiem:

Zacząłem biegać dziesięć lat temu, akurat jak urodził się Jasiek. Robiłem więc treningi o dziwnych porach, na delegacji, na urlopie. Moja żona też biega, więc kupiliśmy do domu steper rotacyjny Orbitrek. Ćwiczenie na nim to coś między wchodzeniem po schodach a nartami biegowymi, fajnie daje w kość.

Dopiero od urodzin córki cztery lata temu mamy wózek biegowy. Zuźka lubi, jak się zmieniają krajobrazy, a na koniec zasypia. Kupiliśmy dobry amerykański wózek, lekki, z dużymi pompowanymi kołami. Nawet po leśnych ścieżkach z korzeniami można swobodnie zasuwać.

Wózek w bieganiu nie przeszkadza. Ale jeżeli wiatr wieje od przodu, to opór jest o wiele większy. Z drugiej strony to dobry trening dla siły nóg.

Trzeba tylko zatroszczyć się o dziecko. My biegniemy, to nam ciepło, ale dla dziecka warto wziąć koc. I moskitierę przeciw owadom - komar na biegnącym nie siada, a dzieciaka ugryzie. Dobrze wziąć zabawkę, picie, herbatniki.

Trzy razy przebiegłem z Zuzią Maraton Warszawski. Jej się podobało, ludzie klaskali, a na podbiegu przed metą usłyszałem, jak jeden biegacz mówi do drugiego: "Trzymaj się tego supertaty". Chciałem pokazać ludziom, że dzieci to nie koniec biegania. Nasz najlepszy czas z Zuzią to było 3:22. Mówisz, że to rekord Polski w bieganiu z wózkiem? Nie wiem, po rekordy już bez wózka jadę na koniec sezonu do Poznania.

not. Wojciech Staszewski