Po ciąży biega się szybciej

Dziecko mobilizuje, skrzydła rosną, nogi same się kręcą. A biegając z wózkiem zrzuca sięzbędne kilogramy w ekspresowym tempie - rozmowa z Ewą Witek-Piotrowską fizjoterapeutką, mamą siedmiomiesięcznej Łucji, maratonką.

Małgorzata Smolińska: Są takie opowieści, że kobiety po ciąży biegają szybciej.

Ewa Witek-Piotrowska: Łucja urodziła się w lutym, a ja osiągam prędkości, o jakich przed ciążą nie marzyłam. W dwóch ostatnich biegach na 5 km wycisnęłam z siebie 20 minut. Jakby otworzyła mi się głowa, nogi same szybciej się kręcą. Jedna z koleżanek robiła przed dziećmi maraton w 3:35, po pierwszej ciąży - w 3:07, po drugiej - w 2:59. Nie ma naukowego potwierdzenia tej teorii, nie tłumaczy tego żadna fizjologia, nic się przecież nowego nie uwalnia, a jednak tak jest! Także treningi robię na większych prędkościach. Niczego nikomu nie udowadniam. Czysta przyjemność.

Kiedy po porodzie można wrócić do biegania?

Współczesna medycyna niczego nie zabrania. Ja zaczęłam truchtać dziewiątego dnia po cesarce, moja koleżanka Dominika - już pięć dni po naturalnym porodzie. Na początku biegałam strasznie wolno: pięciokilometrowa pętla w 40 minut. Najważniejsze jest słuchanie swojego ciała. Jeśli pojawiają się zwiększone upławy krwi połogowej, jest gorączka, boli brzuch, siada samopoczucie, trzeba przeczekać, skonsultować się z lekarzem. Nic na siłę.

A mleko w piersiach się nie warzy?

(śmiech) Często słyszę takie pytania. Cały czas karmię Łucję piersią. Mleko ani się nie skwasi, ani nie będzie go mniej. Ważne jest dopasowanie specjalnego stanika dla karmiących i ściąganie pokarmu przed treningiem. Bez tego mogą zrobić się zastoje i zapalenie piersi. Karmiąca biegaczka musi też - jeszcze pilniej niż każda biegająca osoba - uzupełniać wodę. Gdy płynów w organizmie jest mniej, produkcja mleka może być słabsza.

A jak jest z jedzeniem?

Gdy biega się regularnie, trzy-cztery razy w tygodniu po 10 km, można zaszaleć i dorzucić dziennie z 500 kalorii. Ja jem wszystko. Do szóstego tygodnia po porodzie katowałam się restrykcyjną dietą, teraz sobie odpuściłam. Już nawet alergolodzy mówią, że dieta wykluczająca (bez nabiału czy niektórych warzyw) nie ma sensu.

Od pierwszego dnia po porodzie się gimnastykuję. Mięśnie brzucha, grzbietu, ud. Podczas ciąży zmienia się środek ciężkości, chodziłyśmy na ugiętych kolanach, piersi ciągnęły nas do przodu, a brzuch się rozciągnął i nie współpracuje. Ja ćwiczę w domu, ale wiem, że są zajęcia dla mam z niemowlakami - maluch służy jako ciężar, który trzeba podnosić. Czy może być coś fajniejszego?

Pięknie, ale ty przed ciążą biegałaś nałogowo, nawet w Biegu Rzeźnika na 75 km. Co mają zrobić dziewczyny, które nie biegały, a teraz, po ciąży, chcą schudnąć, wrócić do formy?

To samo, co wszyscy, którzy zaczynają biegać od zera (plus dobry stanik!). Na początku marszobieg. Potem skracać odcinki marszu. Dojść do nieprzerwanego biegu przez 5 km - to może zająć trzy miesiące. Każdy ruch to świetne antidotum na złe nastroje czy, nie daj Boże, depresję poporodową. Mnie też dopadło, przez kilka dni czułam się kiepsko. Bieganie pomogło. A potem okaże się, że trening to jedyny moment w ciągu dnia, gdy mama ma trochę czasu tylko dla siebie.

Trenujesz razem z Łucją?

Czasem biega z nią także mój mąż Andrzej, a najczęściej trenujemy we trójkę. To rozwiązanie problemu tych rodziców, którzy chcą biegać, ale nie mają babci ani opiekunki, żeby zostawić wtedy dziecko w domu. Ale do tego potrzebny jest jogger.

Jeszcze jeden?

(śmiech) Jogger to trójkołowy wózek do biegania. Wkłada się maleństwo, przypina, osłania i jazda! Nasz to landara, ma koła 20-calowe, nie mieści się do windy. Trzymamy go w samochodzie. Ale jest stabilny i ma ręczny hamulec. Mieliśmy sprowadzić wózek ze Stanów, bo tam taniej, w końcu kupiliśmy używany.

Waży z 15 kg. Do tego Łucja - 7 kg. Czyli grubo ponad 20 kg. Jest co pchać! Bieganie z wózkiem to doskonałe ćwiczenie siłowe po ciąży zamiast siłowni. Trzeba mieć parę, ale ważna jest też koordynacja. To ciężkie technicznie, bo ręce są unieruchomione i nie pomagają w bieganiu - ruch przenosi się na kręgosłup, ciało się inaczej wygina.

Andrzej prowadzi wózek prawą ręką, druga ręka normalnie się rusza. To dobre rozwiązanie. Jak ma przed sobą długą prostą, to popycha mocniej, puszcza obie ręce i ma chwilę wytchnienia. Żeby jogger nie uciekł, przyczepiamy go paskiem. Na zakrętach trzeba go nieco unosić.

A co na to Łucja?

Z dzieckiem nie robi się treningów szybkościowych, tylko długie wybiegania. Łucja zasypia, większe dzieci oglądają świat.

Trzeba mieć moskitierę, folię przeciwdeszczową, picie dla siebie i dla dziecka, pampersa, coś do jedzenia i koniecznie komórkę. Gdy podaję małej coś do jedzenia, staję - po historii z córeczką Ewy Błaszczyk boję się zakrztuszenia. Mam fioła na tym punkcie. Trzeba trenować z dala od ruchu ulicznego! Dzieci siedzą na poziomie rur wydechowych.

A gdy się ścigacie w zawodach...

...to też z Łucją. Na początku września w półmaratonie w Sochaczewie ja ją pchałam, bo Andrzej chciał zrobić życiówkę (i zrobił - 1:25). Było zdecydowanie ciężej niż bez wózka. Musiałam postawić daszek, bo świeciło ostre słońce, działał jak żagiel, stawiał opór. Normalnie na treningach Łucja jest grzeczna, a tam przez godzinę płakała; nie pomogły postoje, pojenie, nic. Dałabym spokój, ale trasa prowadziła drogą z miejscowości Kamion do Sochaczewa i tam czekał samochód, chcąc nie chcąc, musiałam dobiec do mety. Przybiegłyśmy z Łucją po godzinie i 43 minutach. Mam nadzieję, że odbiję sobie w niedzielę - Andrzej i ja startujemy bezwózkowo w maratonie w Warszawie. Moja życiówka to 3:48, w Poznaniu trzy lata temu. Chcę ją pobić. Mój plan to 3:20.

Mam 35 lat. Jestem dobrze przygotowana, treningi układał mi mój supermąż, a bieganie z Łucją i z joggerem zrobiło swoje. Jestem lekka jak piórko: ważę 58 kg, od 20 lat nie byłam tak szczupła.