Jak idzie poznańskiej drużynie?

Poznańska drużyna ''Gazety'' już wie, że na starcie trzeba mieć nie tylko mocne nogi, ale i łokcie. A kryzys prędzej czy później może dopaść każdego. Choć półmaraton w Pile wyczerpał zawodników, czekają na październik.

Niedziela przed tygodniem. Wyjeżdżamy z Poznania. Cel: Międzynarodowy Półmaraton w Pile. Startują w nim: Zosia Wawrzyniak, Paweł Wróblewski, Piotr Walkowski, Tomek Paprocki, Magdalena Wojciechowska i Zuzanna Płoszewska-Bryk z poznańskiej drużyny "Gazety". To ich obowiązywało niedzielne lekkie i bardzo wczesne śniadanie, by nie musieli wspominać go później z niesmakiem na trasie. Wszystkich wspiera Mikołaj Śląski. Kontuzjowany, więc nie może biec. Za to koi przedstartowe nerwy całej reszty.

Godz. 8.30. Pora na odebranie pakietów startowych, przede wszystkim numerów i ukrytych w nich mikroczipów, które mierzą czas. Na starcie pilskich zawodów melduje się ostatecznie ponad 1700 osób.

Godz. 9. Do startu jeszcze dwie godziny. Rozpoczynają się dyskusje: jak zawiązać buty, gdzie przypiąć numerek, jakiej muzyki słuchać? - Mam na odtwarzaczu wszystkie płyty Rammsteina; ale będę leciał. Też musicie spróbować - zachęca Paweł.

Godz. 10. Trzyletni Tadeusz biega wokół Zuzy. - Mama, gonię cię - wykrzykuje. A Zuza rozkłada ręce: - Odkąd zaczęłam treningi, on biega cały czas. Teraz to zabawne, ale wyobraźcie sobie, jak biega, np. gdy idziemy po zakupy albo spacerujemy po mieście. On się w ogóle nie męczy - wzdycha.

10.30. Idziemy na start. - Naprawdę aż tylu ludzi biega? - dziwi się Magda, gdy przedzieramy się przez tłumy biegaczy. Mijamy prezydentów Poznania Ryszarda Grobelnego i Mirosława Kruszyńskiego. - Oni dobrze biegają? - pyta z nutą biegackiej konkurencji w głosie Mikołaj.

Godz. 11. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden. Start! Zanim ostatni zawodnik opuszcza linię startową, mijają dwie minuty. Mikołaj nie może się na dziwić: - To ile to musi trwać w Poznaniu, gdzie tych ludzi jest dwa razy więcej. Ależ ja chciałbym już biegać - powtarza już chyba po raz dziesiąty.

W tych pierwszych minutach Paweł musi się trochę rozpychać łokciami. - Bo jak ten tłum ruszy, to jest trudno - przyznaje.

Zaczynamy gonitwę. Trasa pilskiego półmaratonu jest zaplanowana tak, że startujących bez problemu można złapać już na 4 km - kiedy kończą tzw. małą pętlę.

11.15. Tomek Paprocki mija nas tak nagle, że nie zdążyliśmy zrobić mu zdjęcia. - Łaaa! - krzyczy jeszcze. Ale dla migawki aparatu jest za szybki. - A mówił, że będzie biegł wolniej. Nikt mu chyba nie wierzył - będzie się później śmiała Magda.

Wypatrujemy więc kolejnych. Mikołaj przypomina sobie kolory koszulek: - Magda jest niebieska, a Piotr czerwony.

11.25. Macha nam uśmiechnięty Piotr. Lecimy na skróty, by sprawdzić, czy będzie się też uśmiechał na 14 km.

11.55. Zuzę łapie kolka. - Pan obok doradza, żeby wytrzymać. Rady i uśmiech na twarzy są bezcenne - opowiada. I wytrzymuje.

Południe, 14 km. Rozpoczynamy wypatrywanie naszych. Tym razem jesteśmy gotowi i udaje nam się uchwycić na zdjęciu Tomka.

12.20. Zuza mija 14. km. Jest tak skupiona na biegu, że zdaje się nie dostrzegać ani nas, ani depczącego jej po piętach pacemakera, który prowadzi zawodników, chcących pokonać maraton w dwie godziny. - Naprawdę biegł za mną? - zapyta nas później. - Byłam tak skupiona, że wszystko jest w sumie możliwe. Wyłączyłam nawet muzykę, bo mi przeszkadzała.

12.25. Zofię łapie kryzys. - Ten podbieg jest taki dołujący - mówi o 14. km. - Jeszcze jakiś chłopak mnie zagadywał, ale chociaż był miły, nie miałam siły z nim rozmawiać. Powiedziałam, że muszę posłuchać muzyki. Pomogło.

Wszyscy z uśmiechami mijają 14. km. Oddychamy z ulgą i idziemy w okolicę 20. km.

12.39. Tomek jako pierwszy kończy Półmaraton w Pile. I o minutę poprawa wynik sprzed dwóch tygodni ze swojego pierwszego startu z Lesznie. - Było trochę szybciej - mówi skromnie. Ale Mikołaj ocenia wprost: - On jest niesamowity.

12.50. Paweł: - Myślałem o tym, jak Tomek ma dobrze, bo pewnie już skończył.

13.02. Na metę niemal równocześnie wpadają Zuza i Zofia. - Nawet nie widziałam, że biegniemy prawie obok siebie - powie potem Zuza.

13.05. Teraz kryzys łapie Pawła. - Puls nie chce spaść poniżej 177. Kolano odmówiło posłuszeństwa. Cieszę się, że dopiero teraz, a nie już wcześniej, bo nie wiem, czy dałbym radę.

13.06. Na metę wbiega Magda. - Wyglądasz, jakbyś w ogóle nie biegła - śmieje się Mikołaj. Magda: - Może nawet z tym maratonem sobie jednak jakoś poradzimy.

13.15. Docierają Piotr i Paweł.

Paweł: - Piotr mnie dogonił na trasie i mówi dawaj, dwaj. No, przecież nie miałem wyjścia.

Piotr: - Czas nawet lepszy, niż planowałem.

13.30. Endorfiny powoli odpływają i zaczyna się marudzenie. - Nie wyobrażam sobie maratonu - powtarza jak refren Paweł.

- Macie na pokonanie jeszcze raz tego dystansu dodatkowe cztery godziny - przypominam. Paweł: - A, no to może jednak się uda.

O tym jak czują się po półmaratonie i jakie są ich plany na 11. Poznań Maraton w październiku, możecie przeczytać na www.maratonpoznan.blox.pl