Maraton Piasków. Trzech Polaków w pierwszej 50. "Marzę o prysznicu, normalnym łóżku, coli, smoothies i KFC"

Czterech Polaków z drużyny Cobi Poland ukończyło Maraton Piasków, jeden z najtrudniejszych biegów na świecie, czyli 240 km po Saharze. Trzech z nich zostało sklasyfikowanych w pierwszej 50.

Biegowe ciekawostki, porady i newsy. Śled ź nas na Facebooku i Twitterze  @PolskaBiega

Masz pytania? Podyskutuj z nami na  FORUM!

- Dziennie będę przyjmował 2,3 tys. kalorii, a spalał od 4 do 8 tys., w zależności od długości etapu. Będzie mi brakowało białka, węglowodanów. Mikrouszkodzenia w mięśniach będą się nawarstwiały, nogi będą coraz słabsze. Cały patent polega na tym, żeby wszystko odpowiednio zbilansować. Nie mogę zacząć za szybko, ale też nie za wolno, żeby zająć dobre miejsce. Chcę skończyć w pierwszej "50" - mówił serwisowi Polskabiega.pl Stefan Batory tuż przed wylotem do Maroka.

I ukończył. Dla 36-letniego zawodnika był to trzeci start w ultramaratonie na Saharze. Batory, który jest właścicielem jednej z największych aplikacji do zamawiania taksówek w Polsce, wystąpił tam razem z Robertem Podlesiem, Dominikiem Jagiełłą i Hubertem Buśko w drużynie Cobi Poland Team. Pięniądze, które uzyskali od sponsorów mają przekazać na rzecz dziecięcego hospicjum Promyczek z Otwocka.

Wizyta w rzeźni

Cała czwórka wypadła świetnie. Najlepiej spisał się Buśko, który zajął 25. miejsce, a dalej: Batory 43., Jagiełło 44., Podleś 107. Na bieżąco relacjonowali swoją wyprawę na stronie maraton-piaskow.cobi.pl . - Mięśnie czworogłowe się nie zregenerowały i przypominały o sobie przez cały etap. Słabnące mięśnie przestały też trzymać kolana i to było drugie źródło bólu. Trzecim były już tradycyjnie odciski i jak zwykle, wygram w tej konkurencji w namiocie. Bardzo się też boję o te czwórki. Jak mi się nie zregenerują do długiego etapu, to będzie dramat. Teraz czuję, że robiłem za mało siły i długich wybiegań. Teraz idę do rzeźni na wycinanie pęcherzy - pisał Batory po drugim etapie.

Marzę o prysznicu, smoothies, KFC...

Na szczęście dla Batorego i całej polskiej ekipy, obyło się bez groźnych kontuzji i w efekcie zajęli satysfakcjonujące miejsca. Nic dziwnego, że ostatnia relacja z etapu była już o wiele bardziej optymistyczna. - Już po zawodach. Patrick Bauer [dyrektor wyścigu] powitał mnie na linii mety, pogratulował i osobiście zawiesił medal na szyi. Jestem zadowolony z całokształtu. Dobrze rozłożyłem siły, jedzenie mi wchodziło i wyjątkowo nie mam żadnych pęcherzy. To był bardzo szybki etap. Wiedziałem już, że ludzie wydobywają jakieś poukrywane zasoby energii i żeby nie wypaść z top "50" będę musiał dać z siebie wszystko. Choć trasa była łatwa, to tempo było dosyć mocne. Nie mogłem sobie pozwolić na żadną przerwę na marsz. Biegliśmy cały czas łącznie z podbiegami, które na wcześniejszych etapach podchodziłem, żeby oszczędzać siły. Jedynym wyjątkiem był ued, w którym był piasek z pyłem. Marzę teraz o prysznicu, normalnym łóżku, coli, smoothies, KFC." - napisał.