Deszczowi biegacze: Maratończycy na jeden dzień opanowali Wrocław

Ponad trzy i pół tysiąca biegnących w deszczu uczestników 31. Wrocław Maratonu opanowało wczoraj miasto. Wygrał Kenijczyk Phalex Katembu, ale najważniejsze były udział w imprezie biegaczy amatorów oraz promocja zdrowego stylu życia.

Zgodnie z tradycją ostatnich lat wrocławski maraton zdominowali biegacze z Afryki. Jednak tym razem ich rywalizacja była niezwykle dramatyczna. Prawie 3600 uczestników 31. Wrocław Maratonu - w tym zdecydowana większość biegaczy amatorów - wystartowały ze Stadionu Olimpijskiego w niedzielę rano, przy lekko świecącym słońcu. W ciągu godziny warunki atmosferyczne zmieniły się całkowicie. Na niebie pojawiły się deszczowe chmury, a później na biegnących spadła wielka ulewa.

Do 25. kilometra biegu liderem był Kenijczyk Samuel Rutto. Jednak pokonując kolejne kilometry, Rutto zaczął odczuwać skutki rywalizacji. Dramat zawodnika rozegrał się po przebiegnięciu 25 kilometrów. Kiedy Kenijczyk wbiegał na pl. Jana Pawła II , nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Wyczerpany zrobił sobie krótką przerwę, a w tym czasie minęło go czterech kolejnych startujących.

Zmęczonemu zawodnikowi nie pomogli nawet żołnierze, w tym miejscu dopingujący maratończyków transparentem z napisem: "Don't stop". Rutto był tak wyczerpany, że na kilometr przed metą zszedł z trasy biegu.

Słabość kolegi wykorzystał inny Kenijczyk Phalex Katembu. Po doskonałym finiszu został zwycięzcą maratonu.

- Jestem tak zmęczony, że przez najbliższy tydzień nic nie będę robił, tylko odpoczywał - tłumaczył Katembu po wbiegnięciu na metę.

Większość startujących narzekała na padający deszcz, który utrudniał bieg.

- Maraton był bardzo ciężki - opowiadał wrocławianin Tomasz Sobczyk, który zajął dobre, szóste miejsce. - Po przebiegnięciu 25 kilometrów czułem, jak odcina mi prąd. Ale przezwyciężyłem słabość. Później, kiedy przebiegałem obok Stadionu Miejskim, zaczęło solidnie padać. Nawierzchnia zrobiła się bardzo śliska. Mimo to dobiegłem do końca i bardzo się cieszę z uzyskanego wyniku - podkreślał.

Padający deszcz wystraszył też część z kibiców. Niektórzy z nich stojąc na trasie biegu, rezygnowali z dopingu. Ale nie wszyscy. Przy ul. Legnickiej stała grupa żołnierzy oraz uczniów ze szkoły podstawowej. Z kibicowskimi kołatkami, okrzykami wspomagali uczestników. Oczywiście najwięcej kibiców zgromadziło się na Stadionie Olimpijskim, gdzie znajdowały się start i meta biegu.

- Niesamowite, że tak wiele osób z różnych zakątków świata, połączonych wspólną pasją potrafi zgromadzić się w jednym miejscu i wspólnie biec. W maratonie uczestniczy mój starszy brat. Startuje drugi raz i wspieramy go całą rodziną - tłumaczył pan Jacek z Wrocławia.

Trasa maratonu prowadziła przez centrum Wrocławia. Zamknięte ulice na kilka godzin sparaliżowały większą część miasta. Czasami tramwaje oraz autobusy stały przez pół godziny, ale większość pasażerów nie narzekała. Bieg prowadzony ulicami Wrocławia wpisał się już w tradycję miasta i ludzie przyzwyczaili się do takich kłopotów.

- Raz w roku można się trochę pomęczyć - przyznała ze spokojem starsza pani w tramwaju numer 7, kiedy na wiele minut utknęliśmy w korku na ul. Powstańców Śląskich.

Keniczyk Katembu przebiegł maraton w 2 godz., 18 minut i 53 sekund, a za wygranie imprezy otrzymał 15 tys. złotych. Jednak dla wielu z uczestników, którzy kończyli maraton kilka godzin później, najważniejszy był sam start i fakt ukończenia biegu.

W ramach 31. Wrocław Maratonu zorganizowano imprezy towarzyszące. Piąty raz wystartowano w biegu rodzinnym na dystansie 1609 m pod hasłem "Mila Olimpijska". Pobiegła również sztafeta charytatywna "Biegu po Nadzieję", sygnowana przez prof. Alicję Chybicką. Zebrane podczas imprezy środki zostaną przeznaczone na budowę Przylądka Nadziei - nowej siedziby dla Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii, Hematologii Dziecięcej AM we Wrocławiu . Ponadto zawodnicy brali udział w charytatywnej akcji biegowej dla czteroletniego Szymona z Wrocławia, który urodził się z wadą serca - "Biegnę dla Szymona".

W czasie trwania imprezy na Stadionie Olimpijskim odbywał się pokaz dyscyplin nieolimpijskich, które za cztery lata będzie można zobaczyć we Wrocławiu podczas World Games.

Więcej o niedzielnym maratonie czytaj na wroclaw.sport.pl