8. Półmaraton Warszawski - ratlerek wśród 10 tysięcy biegaczy [RELACJA i GALERIA]

Ponad 10 tysięcy ludzi na mecie, słońce, mróz, dookoła śnieg i zimny wiatr. 8. Półmaraton Warszawski odbył się w prawdziwie zimowej aurze, mimo to był biegiem o wyjątkowym rozmachu i skali. Oto nasza subiektywna relacja z warszawskiego biegu. Przedstawiamy również galerię zdjęć.

Za oknem biało. Temperatura na minusie, zimny wiatr. Ostatnio trenuje się ciężko. Gdy na chodnikach i w lesie stale leży lub pojawia się śliska warstwa śniegu lub błota pośniegowego - trudno rozwinąć szybkość. W dodatku - gdzie się nie odwrócić - tam ktoś kicha, kaszle i narzeka na ból głowy. Takiej pogody pod koniec marca nie pamiętam odkąd biegam. I z radością korzystałabym ze śniegu, gdyby nie to, że postanowiłam zmierzyć się ze swoją życiówką w półmaratonie. Ale jak tu się ścigać w takich warunkach?

Zobacz galerię zdjęć z 8. Półmaratonu Warszawskiego.

- Rezygnuję. Odpuszczam! - słyszałam dookoła. Zrezygnował mój brat i jego kontuzjowany przyjaciel - w takich warunkach, gdy chce się rozwinąć prędkość na treningu, łatwiej zrobić sobie krzywdę. Dlatego z 13 tysięcy ludzi, którzy zapisali się na 8. Półmaraton Warszawski, niecałe 3000 osób odpuściło. Ja chodziłam przejęta już od kilku dni. Nie jestem wrażliwa na pogodę, ale przecież walka o cenne sekundy czy minuty życiówki zależy również od warunków. Lodowaty wiatr, który o mało nie porwał mnie w piątek, gdy szłam odebrać pakiet startowy nie nastrajał pozytywnie. W dodatku podczas treningów miałam nieodparte wrażenie, że ktoś wrzucił mi do butów ołowiane wkładki, a powietrze jest tak gęste, że można je kroić nożem, a nie nim oddychać. Postanowiłam nie przejmować się za bardzo formą - półmaraton będzie sprawdzianem, ale jeśli się nie uda zrealizować założeń - to też będzie jakiś sygnał.

Przed startem 8. Półmaratonu Warszawskiego, przez niektórych nazywanego Pierwszym Zimowym Półmaratonem Warszawskim.Przed startem 8. Półmaratonu Warszawskiego, przez niektórych nazywanego Pierwszym Zimowym Półmaratonem Warszawskim. Kinga Stańczuk Kinga Stańczuk

Przed startem - niektórzy nazwali tegoroczną imprezę Pierwszym Zimowym Półmaratonem Warszawskim. Od prawej - Marcin Olejnik, Gaweł Boguta i Krzysztof Dołęgowski.

Wyciągnęłam z pakietu startowego koszulkę. Napisy "Półmaraton Warszawski" i "Warszawa" w wielu różnych językach po raz kolejny uzmysłowiły mi jak dużym i niezwykłym wydarzeniem stała się ta impreza. Ponad 10 000 ludzi! Potężna logistyka. Ilu wolontariuszy trzeba postawić na ulicach, ile toalet musi stanąć w Miasteczku Półmaratońskim, ile ton wody i izotoników trzeba przewieźć na punkty żywieniowe? Nawet jak sprawdzałam dojazd na start, miałam okazję zagłębić się w skomplikowanej logistyce objazdów, zmian tras autobusów. Biegam w Półmaratonie Warszawskim od kilku lat. Doceniam pomysły odnośnie trasy, która zawsze jest atrakcyjna - zarówno dla mieszkańców Warszawy, jak i "turystów". Wyobrażam sobie jak trudną partią szachów była organizacja tegorocznej imprezy. Partią wygraną, bo nie zauważyłam niedociągnięć. Nie stałam w kolejce po pakiet startowy, mimo, że w ciągu dwóch dni, w tym samym miejscu odbierało je 10 tysięcy ludzi. Nie miałam również problemu z oddaniem i odebraniem depozytu. Ani sekundy nie czekałam na wolnego ToiToi'a.

8. Półmaraton Warszawski w liczbach: Liczba zawodników zgłoszonych do startu w imprezie: 13 200 Liczba zawodników na starcie: 10 142 Liczba zawodników, którzy ukończyli bieg w limicie czasowym: 10 074 Liczba kobiet biorących udział w biegu: 1 892

Na starcie stanęłam trochę spięta. W strefie na 1:35. W sektorze przede mną stał mój mąż z przywiązanym do koszulki balonikiem. Tym razem miał sprawdzić się jako zając na 1:25. Jeszcze rankiem, nad kanapkami z dżemem i miodem, zamartwiałam się pogodą i swoją formą. Krzysiek nie stresował się ani trochę. On ma po prostu wykonać swoją robotę. 1:25 i kropka. Chociaż ja bym się na jego miejscu pewnie przejmowała odpowiedzialnym zadaniem. Postanowiło do niego dołączyć kilku naszych przyjaciół, dla niego to miał być prawie rodzinny start.

Czekając na start starałam się przekuć lekki stres na gotowość bojową. Jak zwykle wszystko ustąpiło gdy minęłam linię startu. Świeci słońce, słyszę głos Niemena - piosenkę, która nierozerwalnie kojarzy się z półmaratonem i maratonem w Warszawie. - To chyba będzie dobry dzień - myślę.

8. Półmaraton Warszawski - zając na 1:258. Półmaraton Warszawski - zając na 1:25 Marta Szewczuk Marta Szewczuk

Ekipa na 1:25.

Przez pierwsze kilometry biegnie mi się ciężko. W dodatku wolno. Ale tym się za bardzo nie przejmuję. Pocieszam się, że przecież to jest mój styl. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się pobiec drugiej połowy wolniej niż pierwszą. Zwykle na ostatnich kilometrach przyspieszam, a euforia niesie mnie do mety. Mija mnie Ania Pawłowska-Pojawa, z którą ścigamy się w kategorii dziennikarek. Robi to z taką lekkością i pewnością siebie, że gdyby moje ego było mężczyzną, dostałoby potężnego kopniaka w miękkie. - Dogonię Cię na ostatnich kilometrach Aniu. Zrobię to, na pewno - mówię sama do siebie i męczę dalej kolejne kilometry. Robiąc rundkę wokół Teatru Wielkiego zdaję sobie sprawę, że w ogóle nie obchodzą mnie widoki. Rany! Tak zawsze zachwalam trasy półmaratonów i maratonów, a teraz - mam to gdzieś. Jest mi tak ciężko. Powtarzam jak mantrę - jeszcze się zbierzesz, Magda. Jeszcze będziesz wojować. Ale to będzie pod koniec. Walka umysłu z tym, co krzyczy serce. Tylko, o ile u innych maratończyków czy półmaratończyków - serce w euforii pcha ich do przodu, moje próbuje mnie zdołować. To głowa podtrzymuje mnie na duchu. Pobiegniesz drugą połowę szybciej, mazgaju, bo zawsze tak jest i nigdy nie wiesz jak to się dzieje.

8. Półmaraton Warszawski - meta8. Półmaraton Warszawski - meta Marta Szewczuk Marta Szewczuk

Chłopaki cieszą się z nowych życiówek. Udało im się urwać sporo z 1:25. Krzysztof Dołęgowski - po prawej, był pacemakerem na ten czas. Dobiegł do mety w 1:24:59.

Za półmetkiem zaczynam powoli łapać drugi oddech. A za 13. kilometrem przyspieszać. Włączam sobie muzykę. Prodigy. Słuchając jej w czasie ostrych treningów wyobrażam sobie siebie jako małego ratlerka, którego ktoś spuszcza ze smyczy. Jestem mała, ale mam dużo zębów i jestem gotowa kąsać. O tak, muzyka potrafi wiele zdziałać. Wiem, że fajniej jest rejestrować to, co się dzieje dookoła, rozmawiać z ludźmi, cieszyć się atmosferą niż izolować się słuchawkami, ale im krótszy wyścig, tym mniej o to dbam. Jestem samolubna. Szczerzę więc zęby i... widzę, że ludzie dookoła więdną. Czasem próbuję się chować od wiatru, ale okazuje się, że człowiek, za którym próbuję biec... słabnie jakby.

8. Półmaraton Warszawski - Olek Tittenbrun świętuje poprawioną o pół godziny życiówkę w półmaratonie. 8. Półmaraton Warszawski - Olek Tittenbrun świętuje poprawioną o pół godziny życiówkę w półmaratonie.  Marta Szewczuk Marta Szewczuk

Olek (po lewej) cieszy się ze spektakularnej życiówki. Poprawił swój czas w półmaratonie o pół godziny! Dobiegł w 1:23.

Boję się podbiegu i wiatru. A teraz, za 15. kilometrem będzie jedno i drugie. Ale gdy przychodzi mi się z nimi zmierzyć - podbieg maleje, a wiatr słabnie, a nawet daje mi przyjemne orzeźwienie. Uczucie bezsilności rozpływa się. - Dlaczego ludzie tak słabną? - Zastanawiam się, lecz odpowiedź znajduję na zegarku, mijając flagę 17. kilometra. Ostatni kilometr pokonałam w 4:16. Wcześniejsze były po 4:36 i sprawiały mi problem. Teraz zaczynam frunąć, a moje kły robią się coraz większe. Gdy doganiam Anię, moje ratlercze zęby są już tak wielkie, że powinnam zacząć się o nie potykać. Za 19. kilometrem zaczynam się śmiać. Biegnę i nie potrafię się powstrzymać. Z boku muszę wyglądać na nieźle szurniętą. To dzika radość z tego, że po raz kolejny moja taktyka się sprawdza. Mózg nie kłamał. Ja naprawdę tu jestem, naprawdę przyspieszam. Pędzę jak szalona od kilku kilometrów, choć wcześniej chciałam płakać z bezsilności. I w dodatku zaraz będę na mecie!

I nagle, na kilkaset metrów przed końcem, czuję silny ból w brzuchu, żołądku, i głowie. Boże, nie! Tylko nie to, przecież ja zaraz zemdleję! Ciapki przed oczami. Dookoła są kibice, krzyczą, zagrzewają mnie do boju, ale nic nie słyszę. Muzyka się skończyła, w głowie świst. Wpadam trochę w panikę. Błagam, za metą! Za metą! Magda, zemdlejesz sobie za metą, nie rób mi tego! Nie umieraj tutaj, nie mdlej, nie odpływaj, nie przewracaj się. Zwalniam trochę, byleby tylko po cichu, przed omdleniem doczłapać jakoś do mety. Jest tak, jakbym stąpała po tafli lodu na jeziorze. Na paluszkach. W końcu mój mętny wzrok zaczyna rejestrować to, co widać na zegarze nad metą. Jezu, 1:35 z hakiem. Jak dobrze, jak dobrze... Tuż za linią mety zatrzymuję zegarek i nic mnie nie obchodzi. Kładę ręce na kolanach i czekam na obiecane omdlenie. Ale z tego stanu wyrywa mnie kolega, Piotr Falkowski: Magda! Magda! I jak?! Dopiero wtedy patrzę na zegarek. 1:34:53 netto. Usta mam tak zmrożone, że nie mogę mówić. Co za radość.

8. Półmaraton Warszawski - euforia na mecie. Magda Ostrowska-Dołęgowska i Piotr Falkowski8. Półmaraton Warszawski - euforia na mecie. Magda Ostrowska-Dołęgowska i Piotr Falkowski Marta Szewczuk Marta Szewczuk

Euforia na mecie. Dobrze jest mieć się z kim podzielić radością. Mnie trafił się kolega - Piotr Falkowski, również zadowolony ze swojego wyniku.

Idziemy świętować z przyjaciółmi - pobliski kebab na Francuskiej będzie do tego doskonały. Spacerujemy tam wzdłuż trasy półmaratonu i zagrzewamy ludzi do boju. Rany! Ależ ich tu dużo biegnie. Tu naprawdę jest 10 tysięcy ludzi. Płyną jak woda z kranu. W domu sprawdzam, że wśród półmaratończyków były aż 1892 kobiety! To 18,7%! Do tej pory dobrym wynikiem było 10%. Więc idzie ku dobremu. Jest nas, dziewczyn coraz więcej wśród biegaczy. Jeszcze bardziej niesamowite jest dla mnie to, że wśród tych 10 tysięcy ludzi co chwilę spotykamy kogoś znajomego. Na twarzach uśmiechy. Mnóstwo życiówek, mimo trudnych warunków. Mąż mój sprawdził się jako zając. Dobiegł do mety w czasie 1:24:59. Kilku ludzi z jego grupki urwało się na kilka kilometrów przed metą i wykręciło bardzo dobre czasy. Na Facebooku, co chwilę widzę nowe zdjęcia, radosne wpisy, gratulacje. Jaki dobry dzień! Cieszę się z tego, że tylu znajomych, z tak różnych "działek" biega. Że wolontariuszom chciało się stać na tym mrozie, że podawali picie do moich rąk, że dali mi medal i folię do przykrycia się. Że znaleźli się kibice, mimo mrozu. Że tylu ludzi pobiegło. I że wzięłam udział w takim europejskim biegu w moim mieście. Ratlerek we mnie merda ogonkiem.

Medale 8. Półmaratonu WarszawskiegoMedale 8. Półmaratonu Warszawskiego Kinga Stańczuk-Olejnik Kinga Stańczuk-Olejnik

Gratuluję wszystkim, którzy wzięli udział w 8. Półmaratonie Warszawskim. Dziękuję każdemu, kto przyłożył rękę do tej wyjątkowej imprezy. I polecam start w przyszłym roku. Wierzę, że będzie nas dużo, dużo więcej.

8. Półmaraton Warszawski miał rangę Mistrzostw Polski Kobiet w Półmaratonie. Złotą medalistką została Olga Kalendarova-Ochal, która pokonała trasę w 1:14:04. Srebro zawodów trafiło w ręce Dominiki Nowakowskiej, która dotarła do mety po 1:14:06, a brąz do Agnieszki Gortel-Maciuk (1:15:22).

Zwycięzcą 8. Półmaratonu Warszawskiego został Kenijczyk Martin Muia Mukule, który pokonał dystans w czasie 1:02:49. Na drugim stopniu podium stanął Abrha Milew Asefa z Etiopii, z czasem 1:02:50, a na trzecim miejscu uplasował się rodak zwycięzcy biegu Samuel Kemboi Rutto (1:02:52).

Tekst: Magda Ostrowska-Dołęgowska , 1:34:53, 51. miejsce wśród kobiet, 1019. w klasyfikacji generalnej, 2. wśród dziennikarek.

Przeczytaj również: Rekordowy półmaraton w Warszawie. Kenijczyk wygrał w 8. Półmaratonie Warszawskim.