Pokonaj z nami maraton: Razem raźniej!

Jestem typem samotnika i chyba między innymi dlatego, tak bardzo pokochałam ten sport. Jestem tylko ja, moja muzyka, moje miasto, mój las. Kolejne zorganizowane biegi pokazały mi jednak, że w grupie biega się raźniej. Przynajmniej raz na jakiś czas.

W zeszłą sobotę wzięłam udział w Pucharze Maratonu Warszawskiego - bieg przygotowujący do wielkiego dnia, tym razem na 25 kilometrów. Przyznam szczerze, że taki dystans zrobiłam wcześniej może dwa razy, bo zazwyczaj moje dłuższe wybieganie kończy się na półmaratonie. Z kilku powodów: ciężko wygospodarować więcej czasu na długi bieg, trudno zaplanować sensowną trasę, gdy biega się po mieście i wiecznie trzeba się zatrzymywać na światłach. Ale to jeszcze nic, z tymi przeciwnościami mogę walczyć. Jest inna, która bardziej mnie hamuje: pokonywanie tak długiego dystansu w samotności.

Walka ze sobą samym

To nie chodzi o to, że bieg w którymś momencie mnie nuży. Raczej nie mam z tym problemu, bo staram się, by mój tydzień był urozmaicony: każdego dnia mój trening biegowy wygląda inaczej, nie wspominając już o rarytasach, które wprowadziłam od nie dawna z gatunku: trening siłowy oraz pływanie. Tutaj chodzi o coś zupełnie innego. Po 20 kilometrach zaczyna się odczuwać duże zmęczenie - przynajmniej ja, jako początkujący biegacz, tak mam. Tutaj zaczyna boleć biodro, tam odzywa się kolano, a jeszcze gdzie indziej otarcie powstałe na skutek potu. Wówczas dalszy bieg to walka samemu ze sobą. Ciało krzyczy: "Już jesteś zmęczona. Daj spokój, 20 kilometrów to nie w kit dmuchał. Mało kto tyle biega", z drugiej jednak myślę sobie: "Jej, to dopiero połowa maratonu " i jestem przerażona. Zauważyłam, że kiedy biegnie się z innymi, łatwiej zmotywować siebie samego do dalszej pracy.

Kumpel do biegania

Na jednym z biegów poznałam Marcina. Dla niego to też będzie pierwszy maraton. Nie spotykamy się, nie biegamy razem. Każdy ma swój świat i biega tak, jak lubi. Jednak czasem wymieniamy się mailami i mówimy co kto zrobił w danym tygodniu. To fajny rodzaj motywacji. Spotkaliśmy się na tym biegu i było raźniej. Nie pokonaliśmy całej trasy razem, ale nawet te 10 czy 15 kilometrów pokonanych wspólnie, zrobiło dużą różnicę. Nie były to zawody, więc nigdzie nie pędziliśmy. Chodziło o to, by mieć przyzwoite tempo i zobaczyć jak się czujemy po 25 kilometrach. I jak się czujemy? Byłam zmęczona ale szczęśliwa. Nie wiem czemu tak to lubię, ale to najlepsze uczucie na świecie. Ciekawe co powiem po maratonie. Pewnie rzucę jakieś niecenzuralne słowo i powiem: "Nigdy więcej!". Nie, myślę, że rozkocham się w bieganiu jeszcze bardziej. W tek walce z własnym słabościami, z głową, kolanami, biodrami

Lubię biec do celu

I jeszcze jedna refleksja na koniec. Zauważyłam, że lubię mieć wyznaczony cel. Mam znajomych, którzy postanawiają sobie: "Dziś zrobię 10 km" i wiedzą, że trasa ma np.:2,5 km więc robią cztery okrążenia. Ja nie znoszę robić nawet dwóch. Niestety w lesie do zrobienia było aż 5 okrążeń. Sama w życiu nie pokonałabym w ten sposób 25 kilometrów. Z grupą pewnie pokonałabym jeszcze 5km. W tym tygodniu mam za sobą już podbiegi w Parku na Moczydle (poniedziałek), trening siłowy wzmacniający nogi i brzuch (wtorek), trening siłowy pleców, klatki i ramion oraz krótki bieg tuż po, a późnym wieczorem pół godziny na basenie (środa), bieg a la recovery (czwartek). A dziś wyruszam na dłuższe wybieganie i nie będzie krążenia! Trzymajcie kciuki!

Anna Szczypczyńska

Przeczytaj również:

Pokonaj z nami maraton: Każdy może! Pokonaj z nami maraton: Czas zacząć! Pokonaj z nami maraton: Pierwszy sprawdzian Pokonaj z nami maraton: Pierwsze długie wybieganie Pokonaj z nami maraton: Wracam do sił Pokonaj z nami maraton: Sprinty Pokonaj z nami maraton: Kryzys Pokonaj z nami maraton: Pierwszy półmaraton typu trail

Dołącz do nas na Facebooku.

Anię w przygotowaniach do 34. Maratonu Warszawskiego wspiera adidas

adidas wspiera Anię w przygotowaniach do maratonu w Warszawieadidas wspiera Anię w przygotowaniach do maratonu w Warszawie adidas