Pokonaj z nami maraton: Wracam do sił

Mogłoby się wydawać, że cztery dni urlopu nic nie zmieniły w moim życiu i nie wpłynęły w żaden sposób na moje treningi, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że pozwoliłam sobie na "winkowanie", a zaraz potem wyprawiłam huczne urodziny w Warszawie - moje ciało to odczuło. Dlatego ostro wzięłam się do roboty!

Jak wygląda mój dzień?

W pracy nazbierało się wiele spraw. Wydawałoby się, że te kilka dni to nic wielkiego, ale teraz gonią mnie wszystkie możliwe terminy. Wstaję codziennie o 6.30. Parzę sobie kawę, bez której zapachu nie mogłabym zacząć dnia, jem płatki owsiane z siemieniem lnianym, jogurtem naturalnym i malinami (uwielbiam lato!) albo robię sobie koktajl owocowy z kefiru, błonnika i malin lub truskawek. Przez dwie godziny pracuję z domu, a potem robię sobie przerwę na trening. Po treningu jadę do redakcji i tam spędzam resztę dnia. Późnymi wieczorami randkuję z ukochanym, czytam, idę na rower z koleżanką, no a w tym tygodniu niestety również pracuję. Trzeba to wszystko ogarnąć! Właściwie nie ma dla mnie rozróżnienia czy jest poniedziałek czy sobota. W weekendy po prostu piszę w plenerze i tylko przez jakieś 2-4 godziny dziennie.

Mój plan treningowy z ubiegłego tygodnia

Odpoczywałam w niedzielę. W poniedziałek zrobiłam magiczne 20 kilometrów. Tym razem pobiegłam w nieznane. Wstyd się przyznać, ale po raz pierwszy zgubiłam się w Warszawie - moim ukochanym mieście. Jak dobrze, że mamy teraz GPS w telefonach! Podczas biegu testuję różne aplikacje, ale ostatnio biegam ze SportsTrackerem. Jest mapka więc w razie nagłych wypadków można się szybko odnaleźć. Biegło się świetnie mimo fatalnej pogody: upał przed burzą, duchota.

We wtorek poszłam na siłownię: trening funkcjonalny. Obwody rozmaitych ćwiczeń na całe ciało. Wykończyła mnie jedna, konkretna seria: 4 razy wykroki z 4 kg hantlami (40 sekund) i przejście do pompek na hantlach z podnoszeniem hantli po każdej pompce. Oprócz tego martwy ciąg, wskakiwanie na skrzynię, przysiad i inne cuda. W środę miałam takie zakwasy, że nie mogłam usiąść na rowerze. Planowałam trening interwałowy w parku, ale przebiegłam sobie wolnym tempem 11 kilometrów, żeby się rozluźnić. Wieczorem pojeździłam na rowerze. No dobra, przyznam się: pojechaliśmy na Guinessa. Raz na jakiś czas lubię go sobie wypić.

W czwartek znowu trening funkcjonalny na siłowni - było ciężko. Zakwasy wciąż obecne ale nie poddałam się. Sporo ćwiczeń z piłką lekarską tym razem. W piątek odpoczywam - wieczorem sesja na basenie. W sobotę trening na przyspieszenie: rozgrzewka, 20 minut bardzo szybkim tempem, a potem cool down. W niedzielę dłuższe wybieganie, 22 km.

Boli, oj boli

Jedyną przeszkodą jest śródstopie. Tak naprawdę boli mnie od marca. Na początku to był bardzo ostry ból, ale już od trzech miesięcy wszystko jest w porządku i tylko czasem moja stopa daje się we znaki. Sporo ćwiczę więc jednak poszłam do ortopedy. To nic poważnego, zrobimy jednak RTG i USG, żeby mieć pewność. Martwię się tylko jednym: czy ja na pewno umiem dobrze sobie dobrać buty? Tekst: Ania Sz.

Dołącz do nas na Facebooku.