Kompresja sprawdzona doświadczalnie

Od ponad roku na polskim rynku poszerza się oferta rozmaitych ubrań i skarpetek kompresyjnych, które kosztują fortunę, a producenci zachwalają ich niemal kosmiczne właściwości. Z początku brzmiało to dla mnie jak bełkot marketingowy - skarpetki, które o kilka procent poprawią Twoje wyniki, bo wspomagają usuwanie mleczanu z mięśni, poprawiają krążenie, i właściwie gdyby założył je Haile Gebrselassie - maraton poniżej dwóch godzin mielibyśmy w kieszeni.

Nie wszystko, co zapowiadały firmy jest prawdą - wiemy to chociażby zaglądając w tabele rekordów - gdzie nie znajdziemy poprawy o 3-4%. Ale niektóre rzeczy, sprawdzone empirycznie przekonały mnie, że kompresja ma sens.

Legginsy CW-X dotarły do mnie jeszcze zimą i od razu zabrałam je na treningi w siarczystym mrozie. I... zmarzłam jak diabli! Nie dlatego, że jestem jakaś wyjątkowo wrażliwa na zimno, gdy następnego dnia wyszłam na trening w innych, równie cienkich legginsach - wszystko było w porządku, nie czułam zimna oplatającego moje nogi. To fakt, chociaż trudno mi go wytłumaczyć. Mimo to, podobało mi się uczucie sprężystości nóg, mięśni zebranych w ryzach przez dosyć ciasny materiał spodni. Uda nie drgają w nich, energia nie jest rozpraszana, nogi są gotowe do boju. To chyba podstawowy atut tych spodni - namacalny.

Cudowne właściwości

Spodnie czy skarpety kompresyjne, ciasno otulające nogi mają poprawiać ukrwienie, a to ma za sobą pociągać szybsze usuwanie mleczanu. Podkreśla się również ich właściwości regeneracyjne. Interesując się takimi produktami wielokrotnie czytałam, że należy je nosić po ciężkich zawodach czy treningach, a bolesność mięśniowa będzie trwała krócej, nie będzie tak uciążliwa. Niektórzy producenci zalecają również stosowanie ich podkolanówek podczas długich podróży samolotem czy autobusem, gdy puchną nam nogi. Lecieliście kiedyś przez Atlantyk? Albo spędziliście trzy dni w autobusie na wycieczce? Nogi potrafią się zamienić w krąglutkie serdelki. Z resztą - po długich i ciężkich zawodach woda także napływa do spracowanych, obolałych i uszkodzonych mięśni, sprawiając dodatkowy dyskomfort. Po etapowych zawodach na pustyni wróciłam do domu o 4 kilogramy cięższa! Trzy dni i kilka wizyt w toalecie później - pozbyłam się wody i waga wróciła do normy. Legginsy albo skarpety kompresyjne nie pozwalają wodzie gromadzić się w nogach, po prostu woda nie ma jak spływać w dół. Gdy je zdejmujemy - widzimy jak wszelkie szwy, znaczki i inne drobne nierówności wpiły się w nasze nogi - widać, że woda naprawdę chciała się tam dostać.

W praktyce

Stwierdziłam, że nawet jeśli nie wierzę w cudowne właściwości kompresji - wypróbować ich zdolności regeneracyjnych nie zaszkodzi. I zadziałały - nie, żeby ból mięśni nie pojawił się wcale, nie żebym czuła się świeża i nietknięta, ale dolegliwości trwały zdecydowanie krócej. Na pewno dodatkowo pomógł masaż, który stosowałam na zmęczone zawodami nogi (legginsy mu z resztą sprzyjały, bo ręce przyjemnie i bezwysiłkowo ślizgały się po gładkim materiale), ale nogi nie spuchły i było po prostu lepiej. Teraz zabieram je ze sobą na zawody - wiem, że się przydadzą, zwłaszcza po wyścigu. I w te właśnie zdolności regeneracyjne uwierzyłam - zadziałały.

Życiówkę od tamtej pory poprawiłam, ale ani skarpety ani legginsy nie miały w tym swojego udziału... Otaśmowanie

Legginsy CW-X mają poza właściwościami kompresyjnymi jeszcze jedną właściwość - wbudowany kinesiotaping. To taśmy stosowane przez sportowców, wspomagające działanie mięśni i ścięgien. Z pewnością widzieliście nie raz biegacza z oklejoną na niebiesko, czarno lub różowo udem, łydką, stopą. Taśmy takie stosuje się przy kontuzjach, po urazach, naciągnięte z konkretną siłą, przyklejone w bardzo konkretny sposób mają wspierać mięśnie. CW-X postanowił wykorzystać tę ideę w swoich strojach, dlatego w legginsy wszyto taśmy, które mają ustawiać nasze mięśnie podczas pracy - np. wspierać mięśnie otaczające rzepkę czy pracować współkształtnie do ścięgna Achillesa. Czy rzeczywiście działają? Na pewno czuć je na nogach, czuć, że mięśnie są zebrane w charakterystyczny sposób, co pozwala sądzić, że mogą mieć jakiś wpływ na to jak działają w czasie biegu. Legginsy takie wymagają jednak dobrego naciągnięcia i dobrego ułożenia na nodze, dobrania odpowiedniego rozmiaru i dodatkowego zawiązania ich w pasie - taśmy potrafią po prostu zsuwać je z tyłka!

To ciekawe rozwiązanie dla osób lubiących nowinki techniczne. Nie są tanie, nie należy się spodziewać rewolucji, ale warto wypróbować coś takiego na sobie.

Magda Ostrowska-Dołęgowska

Dołącz do nas na Facebooku.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.