Buty trzeba wymyślić na nowo

Po 30 latach ścigania się na kosmiczne technologie ortopedzi ogłosili zwycięstwo natury. Chcecie mniej kontuzji? Zadbajcie o fundament - radzą biegaczom. Ta genialna, ale zniszczona cywilizacją konstrukcja wciąż jest do uratowania. Oto program "Stopa - reaktywacja". Rozmowa z dr. Robertem Śmigielskim*, ortopedą traumatologiem

Katarzyna Staszak: Naukowe publikacje przekonują, że najzdrowsze jest bieganie boso. Korespondentka "Gazety" z USA donosi: ludzie biegają w pięciopalczastych cichobiegach. O co tu chodzi? Ortopedzi zwariowali? A może to tylko chwilowa moda?

Robert Śmigielski: Nie, to prawdziwy przewrót. Trzy tygodnie temu byłem w Niemczech na medycznej konferencji o bieganiu, gdzie wszyscy najwięksi producenci sportowych butów mają swoje projektowe laboratoria. I buty dobrego PR-u tam nie miały. Wszyscy na nie strasznie jechali - że biegaczom szkodzą, że są winne takiej dużej liczby kontuzji, że upośledzają stopy, że trzeba wrócić do pierwotnej formy biegania, którą zatraciliśmy.

Czyli jednak boso?!

- Niekoniecznie. Biegajmy w butach, ale szukajmy rozwiązań, które będą najbliższe naturalnemu biegowi, dadzą stopie więcej swobody.

Latami zastępy konstruktorów pracowały nad butami, które chronią stopę. Szukali najlepszej amortyzacji. Przerabialiśmy w podeszwach systemy air, plaster miodu czy sprężyny. Jednak cokolwiek by się wymyśliło, stopa i tak daje o wiele lepszą amortyzację dzięki swojej genialnej konstrukcji - systemowi łuków poprzecznych i podłużnych. Ale coraz lepsze buty wyłączyły stopę z użycia, zagipsowały ją. Mamy więc świetny narząd, który przestaje spełniać swoją funkcję.

Brzmi to tak, jakby sportowe buty były groźniejsze niż szpilki.

- Nie są, ale w szpilkach się nie biega. Czyli nie wykonuje się tysięcy silnych cyklicznych uderzeń o podłoże.

Stopy deformują się całe życie. Malutkim dzieciom, które jeszcze nie chodzą, kupuje się buciki. Bo fajnie w nich wyglądają. Zresztą lekarze nie są bez winy, często radzą: proszę zakładać buty z twardym obcasikiem trzymającym piętę. A przecież tę piętę mają trzymać mięśnie! Dzieci powinny jak najwięcej chodzić boso po piasku, kanapie czy grubym dywanie. Zawsze kiedy stają na nierównym podłożu, ich mięśnie pracują. W sztywnym bucie tak nie jest.

Starsi też noszą sztywne buty i nawet jeśli mieli zdrowe stopy, ich mięśnie się rozleniwiają.

Stopa stworzona jest do działania. To organ czuciowy. Wysyła sygnał do układu nerwowego: uwaga nierówność. I wiadomo, jakie mięśnie mają być w danej chwili napięte. To układ sprzężenia zwrotnego - jeśli stanę prawidłowo, napną się inne mięśnie, niż gdy staję mocno na zewnętrznej krawędzi stopy. To działa jak w animowanym filmie "Było sobie życie": sygnał pędzi jak posłaniec z wiadomością, że trzeba napiąć mięsień strzałkowy, bo inaczej się przewrócisz.

Stopa jest więc fundamentem. Jeśli jest wykrzywiona, to wszystko powyżej też się wykrzywia - kolana, biodra, kręgosłup. Biegacz korzysta ze stóp bardziej niż niebiegający. Gdy są słabe, cała jego konstrukcja jest niestabilna. I tak powstają przeciążeniowe kontuzje.

Myśląc logicznie - ten fundament trzeba wesprzeć, a nie odzierać go z butów.

- Myślenie projektantów obuwia było logiczne. Gdy ludzie zaczęli masowo biegać po ulicach i przybyło kontuzji, winę zwalano na asfalt. Zaczęło się poszukiwanie amortyzacji. A potem kolejnych udoskonaleń chroniących stopę.

Miało to wiele pozytywnych skutków. Więcej wiemy o mechanice stopy, bo to były poważne badania. Mogłem się im przyglądać, bo w butowej rewolucji brał udział mój dawny szef z kliniki w Szwajcarii Bernhard Segesser. Jest projektantem słynnego systemu torsion. Polega na takiej konstrukcji podeszwy, że umożliwia niezależny ruch przedniej i tylnej części stopy. Dzielone podeszwy wprowadził Adidas, a potem swoje wersje zaprojektowały kolejne firmy.

Pozytywne jest też dostrzeżenie potrzeb sportsmenek. Kobiety mają inne proporcje ciała niż mężczyźni, krótsze nogi. Żeby przebiec tyle samo, muszą wykonać więcej kroków, są bardziej narażone na kontuzje, potrzebują lepszej ochrony.

Czyli słusznie kupujemy tak wiele par butów! To nie słabość, tylko intuicyjna dbałość o zdrowie. Można mówić mężowi: robię więcej kroków, więc należy mi się więcej butów.

- (Śmiech) Chodzi mi raczej o to, żeby kupować buty zaprojektowane dla swojej płci. Od kilku lat firmy robią specjalne modele dla kobiet i dla mężczyzn. Uwzględniają różnice w budowie ciała.

Mieliśmy mówić o bieganiu boso, a wciąż jesteśmy przy butach.

- Bo butologom coś niecoś zawdzięczamy. W jednym się jednak całkiem pomylili - wprowadzili za grube podeszwy. To one sprawiają, że zamiast na środku stopy biegnący ląduje na pięcie - tak mu wygodnie. A to oznacza przy każdym kroku nieprawidłową mechanikę ruchu - hamowanie i szarpanie. I tak ta wybajerzona podeszwa, która miała chronić przed kontuzjami, może stać się ich powodem. Bo gdy stopa nie ustawia się na ziemi prawidłowo, nic wyżej nie ustawia się prawidłowo.

Firmy zaczynają się z podeszew gigantów wycofywać. Zmienia się design butów. Już popularne są buty pięciopalczaste, coś jak skarpetki do biegania czy buty na windsurfing. Dają ochronę stopom, ale używa się w nich własnych mięśni - jak w bieganiu boso.

Poczujemy, że nasza stopa nareszcie jest wolna?

- Pierwsze wrażenie może być upiorne. Ból rozrywa nogi, bo mięśnie, które w normalnych butach nie pracują, tu muszą. Trzeba się do tych ochraniaczy przyzwyczajać stopniowo.

Już część zawodowych biegaczy robi w nich 40-50 proc. treningu. I są dane, że poprawili wyniki, mają mniej kontuzji.

Buty a la bieganie boso odbudowują zawodnikowi mięśnie, które zanikały w normalnych butach. Ustawiają stopę, a to działa potem na resztę nogi. Wzmacniają się mięśnie potrzebne biegaczom: strzałkowe, piszczelowy tylny i przedni, zginacze palców i palucha, oraz wszystkie mięśnie krótkie stopy. Biega się zdrowiej i szybciej.

Patent dr. Śmigielskiego

BOSO W PRAKTYCE

Dwa tygodnie temu dział nauka opublikował tekst Tomasza Ulanowskiego "Bosy maratończyk" i się zaczęło. Biegacze zarzucają nas pytaniami i wątpliwościami: Czy, jeśli chcę być trendy, mam wyrzucić buty?, To chyba dla hardcore'owców! Albo mieszkańców wybrzeża z dostępem do plaży.

Jak to w końcu jest z tym bieganiem boso?

Dr Śmigielski : - Gdy możesz, biegaj bez butów. Ale tylko na miękkim i bezpiecznym podłożu. W praktyce uda ci się to kilka razy w roku, np. po plaży. Jeśli chcesz naśladować zawodowców, potrzebujesz dwóch par butów. Do biegania po asfalcie, tartanie i bieżni - "normalne" buty z amortyzacją.

Druga para będzie na parkową czy leśną ścieżkę - buty-ochraniacze do biegania a la boso. Przyzwyczajaj się do nich stopniowo. Najpierw idź tylko do sklepu albo na spacer z psem, potem spróbuj biegać - codziennie o kilka minut dłużej. Na początku najprawdopodobniej będą cię bolały nogi, bo zaczną pracować nieużywane dotychczas mięśnie. Gdy się przyzwyczaisz, możesz w pięciopalczatkach biegać jak zawodowcy - do 40-50 proc. treningów.

Jeśli buty pięciopalczaste to dla ciebie za duża ekstrawagancja, wybierz którąś z par inspirowanych bieganiem boso (wyglądają jak zwykłe buty, ale mają cieńsze podeszwy). Mają je w ofercie największe firmy (kieruj się opisem - barefoot/natural/free running). Używaj jak tych pięciopalczastych - na miękkim podłożu. Ale te buty nie dadzą już takiego efektu jak bieg w butach-ochraniaczach.

Gdy kupujesz "normalne" buty, wybierz te z niższą piętą.

* dr Robert Śmigielski - wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Traumatologii Sportowej, szef komisji medycznej PZPN, członek zarządu ISAKOS (Międzynarodowe Towarzystwo Artroskopii, Chirurgii Kolana i Ortopedii Sportowej), były przewodniczący komisji medycznej Polskiego Komitetu Olimpijskiego, współzałożyciel kliniki Carolina Medical Center w Warszawie

Przydatne linki:

 

* Zarejestruj bieg

 

* Gdzie pobiec?

 

* Poradnik organizatora

 

* Regulamin

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.